13.12.2022, 01:24 ✶
Alastor miał wrażenie, że choćby i naprawdę mocno nie chciał wchodzić do nieczynnej damskiej ubikacji, to powinien się czuć do tego zobowiązany. Po niedawnym incydencie, podczas którego... Uh... No bo... To nie było do końca tak, że przechodził obok korytarzem i Patrick o nim pomyślał. Nie, Alastor go kiedyś naprawdę mocno nastraszył, kiedy szyba z widokiem na błonia z głośnym trzaskiem rozpadła się na drobny mak, a podkręcony tłuczek cudem minął twarz Krukona i wbił się w równoległą oknu ścianę. Moody pojawił się zaraz później, z walizką i chwiejącym się przednim zębem, w dziurawym, czerwono-złotym swetrze i goglach, które potargały mu włosy tak mocno, że umiejętności pozazdrościłaby im nawet największa wichura. Wleciał do środka na miotle, potem się chwilę z tym tłuczkiem siłował, a kiedy wreszcie piłka została ściśnięta paskiem i znieruchomiała, spojrzał z dołu na Patricka. Widząc przerażoną twarz dotarło do niego, że młodszy chłopak zetknął się z czymś, z czym niekoniecznie chciał się stykać - traumą po tak nagłym i bliskim zderzeniu z uderzoną kijem piłką zdolną do zrzucenia z miotły kogoś postury Moody'ego.
„Błagam, nie mów o tym nikomu, bo znowu stracę punkty dla domu, a to była totalnie nie moja wina i-” układał sobie od razu w głowie jakąś historię, ale ostatecznie oboje przystali na złożeniu braterskiej obietnicy. Miał mu być od tej pory, tak jak to na dorosłych mężczyzn przystało, winien przysługę.
Dzisiaj przyszła pora na spłatę długu.
- Eeee... - zaczął inteligentnie, drapiąc się przy tym po nosie. Ciekawiło go wiele rzeczy. Dlaczego właściwie Irytek wybrał jako ofiarę akurat jego? Co znajdowało się w tym szkicowniku? Czy Patrick zakochał się w Jęczącej Marcie? Czy jeżeli tak, to czy głośne parsknięcie śmiechem zostanie uznane za skrajny nietakt? - No jasne, że ci pomogę, haha - powiedział od razu, usilnie ignorując wspomnienie walającego się po podłodze szkła, którego nie potrafił naprawić, a o którym naprawdę nie chciał mówić opiekunowi domu. - Mam już nawet trochę doświadczenia w grzebaniu w odpływie po tym jak Lucindzie uciekła żaba - pochwalił się, splatając palce z tyłu głowy i strzelając wpierw nimi, później karkiem. Tak naprawdę to nie grzebał wtedy w odpływie tylko w sedesie, ale w gruncie rzeczy... Przy Irytku mogło być podobnie.
Tym, który odważył się pierwszy nacisnąć klamkę zakazanej łazienki na piętrze, był właśnie Moody. Wszedł do środka nierozważnie, a właściwie to wpierw zajrzał do środka, od razu zrzucając sobie na głowę gąbkę do tablicy. W pierwszej chwili nawet nie śmiał tego skomentować. To zdecydowanie najstarszy szkolny dowcip świata, a on naciął się na niego jak kompletny amator, tracąc czujność przy kimś tak nieobliczalnym jak Irytek. Dopiero kiedy całkowicie przekroczył próg pomieszczenia, wpuścił do niego Patricka, kaszlnął, celnie rzucił gąbką w stronę zlewu i zapytał:
- Widzisz go gdzieś?
Nie dopracował jednak, czy chodziło mu o szkicownik, czy o poltergeista.
„Błagam, nie mów o tym nikomu, bo znowu stracę punkty dla domu, a to była totalnie nie moja wina i-” układał sobie od razu w głowie jakąś historię, ale ostatecznie oboje przystali na złożeniu braterskiej obietnicy. Miał mu być od tej pory, tak jak to na dorosłych mężczyzn przystało, winien przysługę.
Dzisiaj przyszła pora na spłatę długu.
- Eeee... - zaczął inteligentnie, drapiąc się przy tym po nosie. Ciekawiło go wiele rzeczy. Dlaczego właściwie Irytek wybrał jako ofiarę akurat jego? Co znajdowało się w tym szkicowniku? Czy Patrick zakochał się w Jęczącej Marcie? Czy jeżeli tak, to czy głośne parsknięcie śmiechem zostanie uznane za skrajny nietakt? - No jasne, że ci pomogę, haha - powiedział od razu, usilnie ignorując wspomnienie walającego się po podłodze szkła, którego nie potrafił naprawić, a o którym naprawdę nie chciał mówić opiekunowi domu. - Mam już nawet trochę doświadczenia w grzebaniu w odpływie po tym jak Lucindzie uciekła żaba - pochwalił się, splatając palce z tyłu głowy i strzelając wpierw nimi, później karkiem. Tak naprawdę to nie grzebał wtedy w odpływie tylko w sedesie, ale w gruncie rzeczy... Przy Irytku mogło być podobnie.
Tym, który odważył się pierwszy nacisnąć klamkę zakazanej łazienki na piętrze, był właśnie Moody. Wszedł do środka nierozważnie, a właściwie to wpierw zajrzał do środka, od razu zrzucając sobie na głowę gąbkę do tablicy. W pierwszej chwili nawet nie śmiał tego skomentować. To zdecydowanie najstarszy szkolny dowcip świata, a on naciął się na niego jak kompletny amator, tracąc czujność przy kimś tak nieobliczalnym jak Irytek. Dopiero kiedy całkowicie przekroczył próg pomieszczenia, wpuścił do niego Patricka, kaszlnął, celnie rzucił gąbką w stronę zlewu i zapytał:
- Widzisz go gdzieś?
Nie dopracował jednak, czy chodziło mu o szkicownik, czy o poltergeista.
fear is the mind-killer.