20.03.2024, 19:20 ✶
Viorica nie była taka zła w kwestii transmutacji - co zawsze stanowiło dla jej nauczycieli swoistą zagadkę, patrząc na ogólną średnią jej ocen. Sęk w tym, że wszelkich podstaw swojego fachu nauczyła się od swojego dziadka. Który był w stu procentach mugolem. Dopiero potem, na stażu, ktoś pokazał jej jak w swoje wyroby wtapiać magię, nadal jednak kochała się w tradycyjnej obróbce biżuterii, która według niej dawała najpiękniejsze efekty. Choć, dla efektu ekstra nie wzgardziła dodaniem jednej czy dwóch pieczęci.
Zaskoczyło ją trochę, że Sam naprawdę chciał zobaczyć jak tworzy. Nigdy nie czuła, że akurat sam proces może wydać się komuś ciekawy. Ot, wymagał on cierpliwości, dużej sprawności w palcach i przede wszystkich ogromnych pokładów precyzji i kreatywności. I pieniędzy, to jednak inna kwestia. Pochlebiło jej to, że mogła jednak komuś się pochwalić swoim kunsztem.
- W takim razie czekam na wiadomość od ciebie, pewnie zaplanuję zrobić coś prostego, ze względu na czas, jaki będziemy mieli do wykorzystania, ale chętnie pokażę ci jak najwięcej technik - mówiła, lekko podekscytowana tym pomysłem. Każdy rzemieślnik lubił, gdy rozmowa schodziła na jego pracę. Szczególnie taki, który kochał to, co robił.
Viorica uwielbiała biżuterię, nie ważne, czy ja nosiła, po prostu podziwiała, czy cóż, kradła. Kiedyś nawet ją kolekcjonowała, minął jednak ten czas, gdy mogła pozwolić sobie na chowanie u siebie większej ilości błyskotek, za które na pewno nie zapłaciła. Zbyt duże ryzyko, choć zdarzało jej się tęsknić za tamtym okresem.
Słuchała o wydarzeniach z kniei, czując, jak robi jej się trochę nieprzyjemnie. Wiedziała, że gdy będzie wracać z powrotem do Londynu, to nie przekona się, by nie obejrzeć się za siebie z kilka razy. Zdecydowanie w takich momentach wolała niebezpieczeństwa związane z życiem przy Nokturnie, które były chociaż znajome. To wykraczało poza wszystko, co znała.
- Nie zazdroszczę sąsiadów - rzuciła tylko, krzywiąc się mimowolnie. Wbrew pozorom nie wiedziała się w siwych włosach. Współczuła wszystkim, którzy wrócili, lub nie z tej Kniei.
Chętnie przeszła więc dalej do interesów, gdy udało im się już dojść do konkretów.
- Zaliczkę mogę zapłacić dziś, nie jest to problemem. Nie mogę się doczekać, gdy zobaczę pierwsze efekty, do tego czasu spokojnie możesz do mnie pisać w tej sprawie, gdyby nasuwały się jakieś wątpliwości czy wystąpiły jakieś problemy. - Uśmiechnęła się, po czym zerknęła na pusty kufel. - A teraz co ty na to, że napijemy się czegoś mocnego, wznosząc toast, tak na początek współpracy? - Poczekała na ewentualną zgodę i radośnie poprosiła kelnera.
Zapowiadało się w końcu, że jeszcze nie raz będzie dane jej się z Samem spotkać, a to oznaczało, że mogli się lepiej poznać. Kto wie, gdzie ich zaprowadzi ten cały projekt.
Zaskoczyło ją trochę, że Sam naprawdę chciał zobaczyć jak tworzy. Nigdy nie czuła, że akurat sam proces może wydać się komuś ciekawy. Ot, wymagał on cierpliwości, dużej sprawności w palcach i przede wszystkich ogromnych pokładów precyzji i kreatywności. I pieniędzy, to jednak inna kwestia. Pochlebiło jej to, że mogła jednak komuś się pochwalić swoim kunsztem.
- W takim razie czekam na wiadomość od ciebie, pewnie zaplanuję zrobić coś prostego, ze względu na czas, jaki będziemy mieli do wykorzystania, ale chętnie pokażę ci jak najwięcej technik - mówiła, lekko podekscytowana tym pomysłem. Każdy rzemieślnik lubił, gdy rozmowa schodziła na jego pracę. Szczególnie taki, który kochał to, co robił.
Viorica uwielbiała biżuterię, nie ważne, czy ja nosiła, po prostu podziwiała, czy cóż, kradła. Kiedyś nawet ją kolekcjonowała, minął jednak ten czas, gdy mogła pozwolić sobie na chowanie u siebie większej ilości błyskotek, za które na pewno nie zapłaciła. Zbyt duże ryzyko, choć zdarzało jej się tęsknić za tamtym okresem.
Słuchała o wydarzeniach z kniei, czując, jak robi jej się trochę nieprzyjemnie. Wiedziała, że gdy będzie wracać z powrotem do Londynu, to nie przekona się, by nie obejrzeć się za siebie z kilka razy. Zdecydowanie w takich momentach wolała niebezpieczeństwa związane z życiem przy Nokturnie, które były chociaż znajome. To wykraczało poza wszystko, co znała.
- Nie zazdroszczę sąsiadów - rzuciła tylko, krzywiąc się mimowolnie. Wbrew pozorom nie wiedziała się w siwych włosach. Współczuła wszystkim, którzy wrócili, lub nie z tej Kniei.
Chętnie przeszła więc dalej do interesów, gdy udało im się już dojść do konkretów.
- Zaliczkę mogę zapłacić dziś, nie jest to problemem. Nie mogę się doczekać, gdy zobaczę pierwsze efekty, do tego czasu spokojnie możesz do mnie pisać w tej sprawie, gdyby nasuwały się jakieś wątpliwości czy wystąpiły jakieś problemy. - Uśmiechnęła się, po czym zerknęła na pusty kufel. - A teraz co ty na to, że napijemy się czegoś mocnego, wznosząc toast, tak na początek współpracy? - Poczekała na ewentualną zgodę i radośnie poprosiła kelnera.
Zapowiadało się w końcu, że jeszcze nie raz będzie dane jej się z Samem spotkać, a to oznaczało, że mogli się lepiej poznać. Kto wie, gdzie ich zaprowadzi ten cały projekt.
Koniec sesji