Wydawało się, że znajdywała się pod kontrolą. Wyglądało na to, że nie powinna była wyrwać się spod hipnozy. Obserwował ją uważnie. Oceniająco. Śledził każdy kolejny krok, jaki Betty wykonała. Wreszcie też podniósł się i ruszył w ślad za nią. Pierw podszedł do klapy, następnie zszedł również do samej piwnicy. Tylko czy to był odpowiedni wybór? Rozglądając się po wnętrzu, słuchając tego, co mówiła Betty, zastanawiał się nad tym, co powinien teraz zrobić. W jaki sposób wszystko rozegrać. Mógłby się przecisnąć przez to przejście, mógłby wejść do środka pierwszy... tylko jaki to miało sens, skoro to cholerstwo wpłynęłoby również na niego samego?
- Betty chwilę poczeka, tak z 5 minut, da mi czas potrzebny na to, żebym wszedł drzwiami. Zabierzemy się za nich z dwóch stron. - poinformował kobietę, wydał jej jasne polecenie. Nie musiała czekać szczególnie długo. Chodziło tylko o to, żeby nie mieli czasu na to zareagować. O pewną synchronizacje, która powinna dać im odpowiednią przewagę. Albo raczej - dać ją Robertowi. Przecież tak naprawdę, nie stanowili z Betty jednej drużyny. Szalona, jednooka baba, była dla niego jedynie pionkiem.
Upewniwszy się w tym, że kobieta wszystko zrozumiała opuścił piwnice, opuścił też sklep należący do Betty. Na chwilę przystanął na ulicy, rozejrzał się. Zaczerpnął świeżego powietrza. Gdyby mógł sobie na to pozwolić, pewnie by teraz zapalił papierosa. Było jednak jak było. Trzeba było działać. Należało wreszcie przejść do konkretów. Ruszyć w kierunku wejścia do magazynu handlarza, zajmującego się sprzedażą eliksirów. Trzymając dłoń zaciśniętą na schowanej w kieszeni różdżce, pchnął drzwi, wszedł do środka. Co dalej? Przecież nie krzyknie teraz - Carrow, Ty chuju, wyjdź do mnie! Jak to w ogóle brzmiało. Ile byłoby w tym dramatu... kompletnie nie w jego stylu.
W jego stylu było raczej rozglądanie się po wnętrzu i czekanie. Czekanie aż ktoś zwróci na niego uwagę. Ktoś znajomy rzuci mu się w oczy - bo przecież wiedział, jak wyglądał Carrow. Ktoś wywoła całe to zaplanowane zamieszanie.