Najchętniej zamknąłby się w swoim własnym pokoju. Tym ulokowanym piętrze. Odciął od innych ludzi. Zresetował się po wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatnich godzin. Ostatnie dni były pełne chaosu. Mocno dały mu się we znaki. Miał odpocząć. Dzięki krótkiej wizycie w Irlandii, miał nabrać sił. Zregenerować się. Zamiast tego jednak, od początku miesiąca wszystko szło nie tak. Jeden problem pojawiał się w miejsce poprzedniego. A później kolejny. Aż chciało się to skwitować krótkim: miało być tak pięknie.
Wróciwszy do domu, nie mógł sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Dłuższą przerwę. Dał sobie jedynie dwie godziny spokoju. Względnego spokoju. Następnie zajął się wszystkim tym, co na niego czekało. Kilka listów do wysłania. Kilka spraw do ogarnięcia. Parę kwestii, nad którymi należało się pochylić. Przemyśleć je. Przeanalizować. Wreszcie też, umówione spotkanie z Nicholasem. Nie mogło czekać. Nie powinno?
Pochylony był właśnie nad kolejnym listem. Odpisywał na prośbę o spotkanie. Biznesowe. Wyjątkowo dotyczące handlu świecami i kadzidłami. Nazwisko było mu zupełnie obce. Podobnie jak imię mężczyzny. Potencjalnego klienta. Zarobku. Najchętniej odesłałby do tego brata, Richard jednak stanowczo odmówił, mamrocząc coś o francuskiej flądrze oraz niestrwności, która wciąż mu nie odpuściła. Nie drążył tematu. Po prostu odpuścił. Raz jest tak, raz jest siak. Trzeba to było zaakceptować.
- Wpuść. - zareagował na słowa Selar, gestem dając znać, żeby wpuściła Nicholasa do gabinetu. Następnie dopisał jeszcze kilka kolejnych słów. Dokończył list, umieścił wewnątrz pieczęci. Zalakował. Pozostawało jeszcze wysłać. To jednak zrobi później, po spotkaniu z Traversem. Nie widział powodu do większego pośpiechu. Konieczności załatwienia tej drobnej sprawy niejako od ręki.
Odłożył pióro. Odsunął kałamarz na bok. Tak żeby nie przeszkadzał.
- Nick. Usiądź, proszę. - odpowiedział, dla odmiany zdrobniając imię mężczyzny. Zdarzało się, choć nie było czymś częstym. Wskazał mu fotel, znajdujący się po przeciwnej stronie sporych rozmiarów, dość masywnego biurka. - Dziękuje, że udało Ci się znaleźć tak szybko czas. Podejrzewam, że po moich ostatnich listach, musisz mniej więcej orientować się w czym rzecz? - zapytał, zainteresował się. Od czegoś musieli zacząć. Znaleźć jakiś punkt wyjścia. Punkt początkowy.
Czekając na jakąś odpowiedź wyciągnął dłoń w kierunku kubka. Dla odmiany na biurku stała tym razem kawa. Czarna. Mocna. Sprawiająca, że Robert był w stanie jeszcze utrzymać się w pionie. Zachować przytomność. Bo tak po prawdzie, nawet jeśli starał się nie dać tego po sobie poznać, to ostatnia przygoda porządnie go wymęczyła. Bardziej niż się tego spodziewał.