Bellatrix Black. Ile to czasu minęło? Ledwie miesiąc, odkąd pierwszy raz przewinęło się jej nazwisko. A teraz słyszał o niej ponownie. Cały czas tutaj była. Działała? Ta informacja nie mówiła mu zbyt wiele. Nie na ten moment. Tylko czy powinien drążyć? Teraz? Kiedy inne sprawy miały znacznie wyższy priorytet? Z jednej strony naprawdę chciał to zakończyć, ale... ale z drugiej, rozsądnym wyjściem zdawało się odsunięcie tego na bok. Zostawienie tej jednej sprawy na później?
- Miej na nią nadal oko, gdyby znów gdzieś się przewinęła. - ograniczył się więc do tych słów. Bo przezorny zawsze ubezpieczony. Lepiej było wiedzieć więcej, niż być pozbawionym cennych informacji.
Następnie już obydwaj skupili się na konkretach. Na tym, czego konkretnie miało dotyczyć to spotkanie. Zarysował Nicholasowi sytuacje. Dość dokładnie. Pozwolił mu się odnieść do otrzymanych informacji. Dopił też w międzyczasie swoją kawę. Na dnie zostało jej na ten moment tyle co nic.
- O ile się orientuje, miał dostarczyć ten drobny prezent razem z resztą korespondencji. - odpowiedział na pierwsze z pytań. Nie wiedział jak wszystko wyglądało krok po kroku. Skupił się raczej na innych kwestiach, które wiązały się z tą wpadką. Istotną wpadką. Być może kosztowną dla nich wszystkich. - Nie ma sensu teraz rozważać teraz tego, w jaki sposób mógł to rozegrać, mógł sobie z tym poradzić. - dodał jeszcze. Bo i po co mieliby tracić na to czas? Zapewne nawet sam Stanley, po tej wpadce zdążył już zrozumieć, że powinien był w tym przypadku skorzystać z innej opcji. Innego rozwiązania? Tyle tylko, że czasu nie dało się cofnąć. Odkręcić jakoś tego, co miało miejsce. Niestety.
I druga kwestia. Ten nieszczęsny Julius. Tyle lat nie mieli z nim żadnych problemów. Tak długo nie wychylał nosa z tej swojej nory. A kiedy już postanowił wypłynąć, to z miejsca na szerokie wody. Miał krewniak rozmach, tego nie można było mu odmówić. Szkoda tylko, że swoją głupotą narobił im wszystkim problemów. Westchnął nieco ciężej. Poruszył głową. Na boki. Był naprawdę zmęczony, ale na odpoczynek nie mógł sobie pozwolić. Nie w tym momencie. Nie w sytuacji, kiedy całość skomplikowała się aż tak bardzo.
- Potrzebujemy tam kogoś. I w samej brygadzie, i w biurze aurorów. - przyznał. Nie owijał w bawełnę. Nie kręcił. Nie widział takiej konieczności w tym konkretnym momencie. Podczas tej konkretnej rozmowy. - Mój brat przez lata pracował jako auror w norweskim ministerstwie magii, mógłby spróbować wejść w buty Stanleya. Tyle tylko, że sprawa Juliusa Mulcibera trochę nam skomplikowała sytuacje. W ministerstwie mogliby spoglądać na niego z pewną nieufnością. Może nawet znaleźć powód, żeby odrzucić jego kandydaturę? - przedstawił w tym miejscu swoje obawy. Uzasadnione? Najpewniej i owszem. Czy byli w stanie cokolwiek na to poradzić? Niestety, w ramach tego konkretnego Departamentu, Robert w zasadzie nie posiadał innych kontaktów, znajomości. Miał naprawdę mocno ograniczone możliwości podjęcia się jakichkolwiek działań. - Na ten moment jest to sprawa otwarta, ale w najbliższym czasie chciałbym podjąć w tym przypadku jakieś decyzje. Może cokolwiek zaplanować? Co Merlin jeden pozwoli.
Wyjaśnił to na tyle, na ile wyjaśnić potrafił? Gdyby coś było niejasne, budziło wątpliwości, Nicholas mógł zawsze pytać. Nie na każde pytanie otrzymałby odpowiedź, na wiele jednak - Robert by mu jej zwyczajnie nie odmówił. Przez lata nauczył się ze swoim byłym uczniem współpracować.
- Imię zdrajcy, oczywiście. - umknęło mu to? Nie podał świadomie? Chyba raczej to pierwsze. Przekazując tak wiele informacji, łatwo było coś pominąć. Zwłaszcza, jeśli była to jakaś oczywistość. W tym przypadku padło na imię i nazwisko ofiary. Taki tam peszek. - To Ulrich Greyback. Na jego temat również nie wiemy zbyt wiele. Sprawa jest w toku. Będę potrzebował w tym przypadku... drobnej pomocy z Twojej strony.