26.03.2024, 00:53 ✶
22.07.1972
Jeden z barów na Pokątnej
Jeden z barów na Pokątnej
Czuła się już trochę lepiej. Przynajmniej na tyle, że nie potrzebowała już nosić ze sobą tony chusteczek. To oznaczało, że mogła więc ze spokojem w sercu spotkać się z Cedriciem w jednym z barów na Pokątnej, nie marnotrawiąc jego starań na jej wyleczenie. A naprawdę nie miałaby do tego serca, patrząc na to, jak się postarał.
Ubrana więc w granatowy kombinezon bez rękawów, z rozpiętą odpowiednią ilością guzików tworzących całkiem głęboki dekolt, czekała przed wejściem, gdzie mieli się dziś spotkać. Na nogach miała swoje czarne botki na obcasie, włosy pozostawiła w pozornym nieładzie. Usta pociągnęła czerwoną szminką, podkreślającą jej urodę niczym z bajki o królewnie śnieżce. W uszach miała swoje ulubione, złote kolczyki z motywem księżyców. Na piersi widniał naszyjnik z czerwonym wisiorkiem, niepozornym, choć zrobionym z najprawdziwszego rubinu (za który zdecydowanie nie zapłaciła), na palcach zaś, cieniutkie, liczne pierścionki o prostym kształcie, bez oczek czy innych udziwnień.
W skrócie - postanowiła dziś wyglądać bardzo dobrze. Po spojrzeniach osób wchodzących do baru wiedziała, że jej się udało.
Cedrica zobaczyła już z daleka. Uśmiechnęła się do niego i pomachała, po czym odepchnęła się od ściany, o którą się opierała. Przywitała się i przytuliła szybko w przyjacielskim geście, owijając go swoimi ulubionymi perfumami, po czym z gracją poprowadziła w stronę baru, przy którym barmani zbierali zamówienia licznych gości.
- Dobrze, że jesteś, bo już myślałam, że jednak postanowiłeś mi zrobić na złość i dobierzesz sobie kolejne nadgodziny. - Spojrzała na niego niewinnie, choć ton jej głosu wyraźnie zdradzał, że się z nim droczy. - Miło mi, że z wszystkich istot na świecie zdecydowałeś się jednak spędzić wolną sobotę ze mną. - Mrugnęła do niego, powoli dopychając się do baru.
Barman spojrzał na nich z dziwnym uśmiechem, koncentrując się na Vior, z którą mierzył się chwilę wzrokiem. Wydawali się znać i to całkiem dobrze.
- To co zwykle? - dało się wyczuć pewną złośliwość w tym zdaniu, dziewczyna jednak nie dawała po sobie tego poznać. Doskonale wiedziała, że ten parszywy zdrajca chciał jej narobić wstydu, patrząc, że zwykle zaczynała tu wieczór pięcioma szotami czystej. Nie tym razem jednak. Chciała utrzymać tego dnia choć odrobinę klasy.
- Dziś dla mnie jeden Cosmoploitan - odpowiedziała, nie tracą rezonu, po czym spojrzała na Cedrica, kompletnie ignorując parsknięcie zza lady. - A dla ciebie? - zapytała swojego dzisiejszego towarzysza, opierając się o blat, który zdecydowanie nie powinien się tak bardzo lepić.