01.04.2024, 16:25 ✶
W swojej szkolnej karierze zdobyła nie jeden szlaban, który musiała odbębnić, tylko po to, by następnego dnia znów zrobić wbrew szkolnym zasadom. Po prostu nie dawała się zbyt często złapać. Była pewnie uznawana za typ buntowniczki, ona jednak po prostu wychowała się na innych zasadach i to co dla innych wydawało się moralnie niedopuszczalne, dla niej wyglądało zupełnie inaczej. Potrafiła świetnie udawać, że jest inaczej, a jednak czasem jej prawdziwe oblicze wychodziło na wierzch. Wierzyła, że u niemal wszystkich ludzi tak jest. No, może z drobnymi, upartymi przypadkami, które bywały dla niej zagadką.
Wątpiła w głębi duszy, że Neil się do nich zaliczał. To, że był z nią na tej łódce, stanowił dla niej wystarczający dowód.
Bała się jednak, że zniszczenie mienia - tego kradzionego i innego, stojącego sobie spokojnie przy porcie, sprawi, że Neil spanikuje. Sama miała małe wyrzuty sumienia, które jednak szybko zniknęły, gdy przekazała swoją różdżkę, ciekawa, czy podjęła opłacalną decyzję. Jeśli miała być szczera (ha), myślała, że Neil zaraz zaprowadzi ich magią na ląd i skończy się ich wycieczka. Czuła już w duszy nawet lekki zawód, chłopak jednak potrafił ją jak widać całkiem miło zaskoczyć.
Przyglądała się uważnie jego poczynaniom, unosząc brwi, gdy ten wcisnął ją w zęby. Spojrzała na niego lekko rozbawiona, wychylając się przez przednie siedzenie.
- Zdajesz sobie sprawę, że trzymałam ją w staniku, prawda? - Wskazała palcem na pożyczony przedmiot, na jej ustach zakwitł zaś złośliwy uśmiech.
Szybko jednak zmienił się w pełne zadowolenie, kiedy w końcu dostrzegła, co takiego zmajstrował, gdy próbowała zerkac mu przez ramię. Wzięła do ręki butelkę, przyglądając się ciemnobordowej barwie wyczarowanego płynu.
- Czy mówiłam ci już dzisiaj, jak bardzo cię kocham Neil? - zapytała słodkim głosem, po czym wzięła potężny łyk prosto z butelki. Dom perignon to nie był, piła jednak gorsze sikacze w podejrzanych spelunach.
Nawet dobre, wyczuwam co prawda jakąś dziwną nutę, ale prawdopodobnie też nie mam gustu - a raczej dochodziła powoli do etapu, że nie ważne co, ważne, aby kopało. Zapewne powinno dać jej to do myślenia, miała jednak więcej tych dni, gdy i tak jej było wszystko jedno, niż na odwrót.
Podała butelkę, po czym znów spojrzała w górę, podziwiając nieboskłon. W mieście nie było widać wielu gwiazd. Światło za bardzo je przygłuszało. A szkoda, bo naprawdę kochała nocne niebo.
- Może uda nam się dostrzec jakąś spadającą gwiazdę, w końcu powoli zaczyna się sezon. Masz jakieś życzenie? - Spojrzała na rozmówcę i wyciągnęła rękę po alkohol.
Wątpiła w głębi duszy, że Neil się do nich zaliczał. To, że był z nią na tej łódce, stanowił dla niej wystarczający dowód.
Bała się jednak, że zniszczenie mienia - tego kradzionego i innego, stojącego sobie spokojnie przy porcie, sprawi, że Neil spanikuje. Sama miała małe wyrzuty sumienia, które jednak szybko zniknęły, gdy przekazała swoją różdżkę, ciekawa, czy podjęła opłacalną decyzję. Jeśli miała być szczera (ha), myślała, że Neil zaraz zaprowadzi ich magią na ląd i skończy się ich wycieczka. Czuła już w duszy nawet lekki zawód, chłopak jednak potrafił ją jak widać całkiem miło zaskoczyć.
Przyglądała się uważnie jego poczynaniom, unosząc brwi, gdy ten wcisnął ją w zęby. Spojrzała na niego lekko rozbawiona, wychylając się przez przednie siedzenie.
- Zdajesz sobie sprawę, że trzymałam ją w staniku, prawda? - Wskazała palcem na pożyczony przedmiot, na jej ustach zakwitł zaś złośliwy uśmiech.
Szybko jednak zmienił się w pełne zadowolenie, kiedy w końcu dostrzegła, co takiego zmajstrował, gdy próbowała zerkac mu przez ramię. Wzięła do ręki butelkę, przyglądając się ciemnobordowej barwie wyczarowanego płynu.
- Czy mówiłam ci już dzisiaj, jak bardzo cię kocham Neil? - zapytała słodkim głosem, po czym wzięła potężny łyk prosto z butelki. Dom perignon to nie był, piła jednak gorsze sikacze w podejrzanych spelunach.
Nawet dobre, wyczuwam co prawda jakąś dziwną nutę, ale prawdopodobnie też nie mam gustu - a raczej dochodziła powoli do etapu, że nie ważne co, ważne, aby kopało. Zapewne powinno dać jej to do myślenia, miała jednak więcej tych dni, gdy i tak jej było wszystko jedno, niż na odwrót.
Podała butelkę, po czym znów spojrzała w górę, podziwiając nieboskłon. W mieście nie było widać wielu gwiazd. Światło za bardzo je przygłuszało. A szkoda, bo naprawdę kochała nocne niebo.
- Może uda nam się dostrzec jakąś spadającą gwiazdę, w końcu powoli zaczyna się sezon. Masz jakieś życzenie? - Spojrzała na rozmówcę i wyciągnęła rękę po alkohol.