Był cierpliwy. Tej jednej, konkretnej cechy, nikt nie mógł mu odmówić. Spokojnie czekał aż Lorien skończy czytać. Dotrze do końca strony. Dał jej na to czas. Nie popędzał. Nie pośpieszał. Zamiast tego uważnie obserwował. Tak żonę, jak i otoczenie. W chwili obecnej interesowało go wszystko, co dotyczyło Lorien. Każdy jeden szczegół, mogący dostarczyć cenne informacje. Niezbędne do tego, aby wreszcie podjąć konkretne decyzje. Bo przecież nie mógł trzymać jej tu w nieskończoność - z dala od świata, znajomych, rodziny.
- Powinnaś jeść. - upomniał ją. Łagodnie. Brzmiąc tak jakby rzeczywiście zależało mu na jej dobru. Może nawet po części tak było? Koniec końców przecież, to on umieścił ją tutaj, w Szkocji, dbając przy okazji o to, aby była bezpieczna. Aby nic jej nie zagrażało. Robertowi zdecydowanie bardziej na rękę było dopilnowanie tego, żeby Lorien pozostała żywa. W dalszym ciągu mogła okazać się przydatnym pionkiem. Zwłaszcza teraz, skoro potrzebowali kogoś właśnie w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. - Bez tego nie odzyskasz sił.
Patrzył jak zmierza do okna, odsuwa nieznacznie na bok ciężkie zasłony, wpuszczając do pomieszczenia nieco naturalnego światła. Przy okazji samej też wyglądając na zewnątrz. Okolica była spokojna. Nadmorska, choć z tego miejsca samego morza zauważyć nie było można. Nie znaczy to, iż daleko było do klifów. Ścieżka prowadząca we właściwym kierunku, znajdywała się z innej strony budynku.
- Zaczynają. - chwilę musiał się zastanowić. Czy jakiekolwiek wrzosy miał okazje widzieć? Na roślinności znał się tyle o ile. Nie był specjalistą. Zarazem jednak wrzosy były na tyle charakterystyczne, aby zorientować się o co konkretnie ciemnowłosa pytała. Powinny już za chwilę zacząć kwitnąć. Może nawet gdzieś już przyciągały spojrzenia. - Za kilka dni zapewne będzie już na czym zawiesić oko. - Jeśli w podjęciu decyzji dotyczącej wyjścia na spacer miało jej pomóc to czy będzie mogła obejrzeć kwitnące wrzosy, zapewne musiał ją w tym momencie mocno rozczarować. Tak to już czasem bywa. - Niezależnie od tego, powinniśmy jednak wreszcie porozmawiać i podjąć pewne decyzje.
Może zrzucał na nią teraz zbyt dużo. Może zbyt dużo oczekiwał. Tyle tylko, że mieli już lipiec. Od maja minęło sporo czasu. Od ich porostu do kraju również. Trzeba było coś zmienić. Pewnych spraw nie dało się w nieskończoność odkładać na później. W pewnym momencie mogłyby odbić się na całej ich rodzinie. A przy odrobinie pecha - konsekwencje okazałyby się znacznie bardziej bolesne w skutkach. Musiał ją wreszcie sprowadzić do domu. Do wyboru miał dwie opcje. Albo Lorien usunąć. Albo wrócić wreszcie do żywych. I pilnować. Czuwać nad tym, żeby nie popełniła błędu. Nie dopuściła się niczego skrajnie nierozważnego.