01.04.2024, 21:58 ✶
Viorica miała listę przywar, która zapewne zajmowała bardzo długi kawałek pergaminu, pracoholizm jednak prawdopodobnie by się na niej nie pojawił. Owszem, potrafiła przesiadywać godzinami nad swoimi wyrobami, jej rzemiosła zawsze było jednak dla niej bardziej hobby, a także procesem tworzenia sztuki, nie pracą. Co innego siedzenie w cholernym zakładzie w którym została zatrudniona. Stamtąd uciekała zawsze w podskokach, nie chcąc spędzać tam ani minuty dłużej, niż musiała.
Zresztą, często zamiast siedzieć nad biżuterią wybierała, cóż, inne rozrywki. Najczęściej co prawda polegały one na przesiadywaniu w barach, graniu w karty, piciu i pakowaniu się w kłopoty. Co nie wyglądało zbyt imponująco, było jednak teraz ważną częścią jej życia. A przynajmniej było namiastką tego, co kiedyś je stanowiło.
Było trochę nudne, to prawda, miała jednak przynajmniej większe szanse dożycia w spokoju do starości. I to na wolności.
Można więc powiedzieć, że należała do kompletnie innego świata niż Cedric. Sporą część wolnego czasu spędzała z ludźmi, często kompletnie jej nawet nieznanymi, a jednak nadal ceniącymi sobie jej towarzystwo. Miała w sobie coś, co potrafiło innych przyciągać. A jednak, nawet mimo to, często czuła się samotnie. Nowo poznane twarze nie mogły się równać wieloletnim znajomościom. A tych za wiele nie miała.
Może dlatego spotkanie się z byłym znajomym z czasów Hogwartu traktowała trochę inaczej, niż większość odwiedzin baru. Owszem, ich spotkaniu w Mungu mogło dostać łatkę przypadkowego, szybko jednak okazało się, że rozmowa z Cedriciem była przyjemna i ani trochę nie wymuszona. Co dało jej nadzieję, że może nie pakuje się w kolejną płytką znajomość, a może właśnie próbuje zdobyć - w sumie nie przemyślała nawet kogo. Dobrego znajomego, przyjaciela, może kochanka, patrząc na jego reakcje? Cokolwiek, co dałoby jej choć odrobinę poczucia, że ma na kogo liczyć, sprawiłoby, że może nie czułaby, że jej życie jest cóż, gówniane. Przynajmniej zyskałoby może łatkę akceptowalnego.
Zapewne rozbawiły by ją przemyślenia Cedrica co do jej dzisiejszego wyglądu, tym bardziej, że prawdopodobnie jeszcze nie wiedział, iż tak ubrana mogłaby po prostu wyjść po bułki do pobliskiego sklepu. Lubiła dobrze się prezentować w każdym możliwym momencie, choć nigdy nie czuła na to presji. Po prostu dobór ubrań czy kosmetyków sprawiał jej radość, tak samo jak przykuwane spojrzenia. Przez całe swoje życie narobiła sobie przez to wiele łatek, w tym niepochlebnych, szybko jednak osoby które je jej nadawały zdawały sobie sprawę, jak bardzo jej nie docenili. Och, to kochała najbardziej.
Wcale też nie narzekała na ubiór Cedrica. Ciemna koszula co prawda podkreślała jak bardzo blady był mężczyzna, podkreślała też jednak jego rysy i sprawiała, że wyglądał naprawde elegancko. Podobało jej się to. Szanowała elegancję, bardziej, niż ktokolwiek by mógł przypuszczać.
Zaśmiała się na wyobrażenie siebie, ciągnącej Cedrica za poły fartucha do baru. W sumie nie wiedziała, czemu akurat w jej głowie pojawił się akurat ten element ubioru, choć coś zaczynało świtać jej w głowie, zepchnęła jednak tę myśl na później, jak już będzie co roztrząsać. Na razie chciała się tego wieczoru po prostu dobrze bawić.
- I widzisz, będziesz się dzisiaj ze mną dobrze bawić, odpoczniesz, wyluzujesz i założę się, że będzie ci się lepiej pracować. Do tego zachował swoją godność. - Uśmiechnęła się do niego. Tak naprawdę gdyby się nie pojawił prawdopodobnie by sobie odpuściła i schlała na umór, wiedząc, że po prostu kolejna osobo w jej życiu ją wystawiła. Pewnie by zabolało, ale szybko by się po tym ogarnęła. Nie ufała tak naprawdę ludziom, a już na pewno nie im motywom względem niej. Może i wydawała się butna i pewna siebie, w środku jednak było trochę inaczej. Dlatego wypowiedziała kolejne słowa, nie zauważając, jaki mają wydźwięk. Przynajmniej, dopóki nie usłyszała odpowiedzi Cedrica. Mrugnęła i zaczęła zbierać myśli, jak w miarę odpowiednio to skomentować, nie zdradzają, jak bardzo złym towarzystwem w jej ocenie była.
- Wiesz, może miałeś jakieś plany z przyjaciółmi, rodziną, kimś innym. - Wzruszyła ramionami, przypominając sobie o zakupionym pierścionku, o którym, musiała się przyznać bez bicia, trochę myślała przez ten cały czas. Wiedziała, że w końcu będzie chciała pociągnąć ten temat, bo od tego zależało, jak mogła chcieć pociągnąć tworząca się relację. Nie rozwalała cudzych związków. Co najwyżej swoje.
Zdecydowanie cieszyła się, że Cedric nie zwrócił uwagę na wrednego barmana, który nadal uśmiechając się dziwnie gdy na nich patrzył zajął się przygotowywaniem drinków, oczywiście PO przyjęciu zapłaty, co dość dobitnie stwierdził. A niech go centaur kopnie - stwierdziła w myślach Vior, wyjmując odliczoną ilość monet, po czym stwierdziła, że skupi się całkowicie na osobie, z która tu przyszła i która nie robiła jej chociaż pod górkę. Z to, hmmm, uroczo rumieniła. Opanowała chęć uniesienia brwi i uśmiechnęła się jedynie przyjaźnie, dalej pochylając się lekko nad blatem.
- Całkiem dobrze, katar już przestał doskwierać, przez to zdecydowanie lepiej się pracowało nie musząc co chwila robić przerw, by znów zacząć normalnie oddychać. A tak, nie działo się nic ciekawego - odpowiedziała, czując z powodu swoich ostatnich słów smutek. Naprawdę nie lubiła, gdy nic się nie działo. - A u ciebie? Wyszedłeś chociaż raz z pracy o normalnej godzinie? Dobra, znam odpowiedź, więc może inaczej. Dotarłeś chociaż do domu, po tym jak się rozstaliśmy pod naszym domem? - Spojrzała lekko podejrzliwie, choć widocznie była rozbawiona. Dziś wyglądał trochę mniej jak panda, bardziej jak człowiek, choć skojarzenie to pewnie miało z nim zostać na dłużej.
Ich drinki zostały podane, Viorica wzięła więc łyk z kieliszka, czując głównie słodycz z niewielkim posmakiem alkoholu. Na dobra, przynajmniej zaczęła kulturalnie. Potem może będzie im już wszystko obojętne.
Zresztą, często zamiast siedzieć nad biżuterią wybierała, cóż, inne rozrywki. Najczęściej co prawda polegały one na przesiadywaniu w barach, graniu w karty, piciu i pakowaniu się w kłopoty. Co nie wyglądało zbyt imponująco, było jednak teraz ważną częścią jej życia. A przynajmniej było namiastką tego, co kiedyś je stanowiło.
Było trochę nudne, to prawda, miała jednak przynajmniej większe szanse dożycia w spokoju do starości. I to na wolności.
Można więc powiedzieć, że należała do kompletnie innego świata niż Cedric. Sporą część wolnego czasu spędzała z ludźmi, często kompletnie jej nawet nieznanymi, a jednak nadal ceniącymi sobie jej towarzystwo. Miała w sobie coś, co potrafiło innych przyciągać. A jednak, nawet mimo to, często czuła się samotnie. Nowo poznane twarze nie mogły się równać wieloletnim znajomościom. A tych za wiele nie miała.
Może dlatego spotkanie się z byłym znajomym z czasów Hogwartu traktowała trochę inaczej, niż większość odwiedzin baru. Owszem, ich spotkaniu w Mungu mogło dostać łatkę przypadkowego, szybko jednak okazało się, że rozmowa z Cedriciem była przyjemna i ani trochę nie wymuszona. Co dało jej nadzieję, że może nie pakuje się w kolejną płytką znajomość, a może właśnie próbuje zdobyć - w sumie nie przemyślała nawet kogo. Dobrego znajomego, przyjaciela, może kochanka, patrząc na jego reakcje? Cokolwiek, co dałoby jej choć odrobinę poczucia, że ma na kogo liczyć, sprawiłoby, że może nie czułaby, że jej życie jest cóż, gówniane. Przynajmniej zyskałoby może łatkę akceptowalnego.
Zapewne rozbawiły by ją przemyślenia Cedrica co do jej dzisiejszego wyglądu, tym bardziej, że prawdopodobnie jeszcze nie wiedział, iż tak ubrana mogłaby po prostu wyjść po bułki do pobliskiego sklepu. Lubiła dobrze się prezentować w każdym możliwym momencie, choć nigdy nie czuła na to presji. Po prostu dobór ubrań czy kosmetyków sprawiał jej radość, tak samo jak przykuwane spojrzenia. Przez całe swoje życie narobiła sobie przez to wiele łatek, w tym niepochlebnych, szybko jednak osoby które je jej nadawały zdawały sobie sprawę, jak bardzo jej nie docenili. Och, to kochała najbardziej.
Wcale też nie narzekała na ubiór Cedrica. Ciemna koszula co prawda podkreślała jak bardzo blady był mężczyzna, podkreślała też jednak jego rysy i sprawiała, że wyglądał naprawde elegancko. Podobało jej się to. Szanowała elegancję, bardziej, niż ktokolwiek by mógł przypuszczać.
Zaśmiała się na wyobrażenie siebie, ciągnącej Cedrica za poły fartucha do baru. W sumie nie wiedziała, czemu akurat w jej głowie pojawił się akurat ten element ubioru, choć coś zaczynało świtać jej w głowie, zepchnęła jednak tę myśl na później, jak już będzie co roztrząsać. Na razie chciała się tego wieczoru po prostu dobrze bawić.
- I widzisz, będziesz się dzisiaj ze mną dobrze bawić, odpoczniesz, wyluzujesz i założę się, że będzie ci się lepiej pracować. Do tego zachował swoją godność. - Uśmiechnęła się do niego. Tak naprawdę gdyby się nie pojawił prawdopodobnie by sobie odpuściła i schlała na umór, wiedząc, że po prostu kolejna osobo w jej życiu ją wystawiła. Pewnie by zabolało, ale szybko by się po tym ogarnęła. Nie ufała tak naprawdę ludziom, a już na pewno nie im motywom względem niej. Może i wydawała się butna i pewna siebie, w środku jednak było trochę inaczej. Dlatego wypowiedziała kolejne słowa, nie zauważając, jaki mają wydźwięk. Przynajmniej, dopóki nie usłyszała odpowiedzi Cedrica. Mrugnęła i zaczęła zbierać myśli, jak w miarę odpowiednio to skomentować, nie zdradzają, jak bardzo złym towarzystwem w jej ocenie była.
- Wiesz, może miałeś jakieś plany z przyjaciółmi, rodziną, kimś innym. - Wzruszyła ramionami, przypominając sobie o zakupionym pierścionku, o którym, musiała się przyznać bez bicia, trochę myślała przez ten cały czas. Wiedziała, że w końcu będzie chciała pociągnąć ten temat, bo od tego zależało, jak mogła chcieć pociągnąć tworząca się relację. Nie rozwalała cudzych związków. Co najwyżej swoje.
Zdecydowanie cieszyła się, że Cedric nie zwrócił uwagę na wrednego barmana, który nadal uśmiechając się dziwnie gdy na nich patrzył zajął się przygotowywaniem drinków, oczywiście PO przyjęciu zapłaty, co dość dobitnie stwierdził. A niech go centaur kopnie - stwierdziła w myślach Vior, wyjmując odliczoną ilość monet, po czym stwierdziła, że skupi się całkowicie na osobie, z która tu przyszła i która nie robiła jej chociaż pod górkę. Z to, hmmm, uroczo rumieniła. Opanowała chęć uniesienia brwi i uśmiechnęła się jedynie przyjaźnie, dalej pochylając się lekko nad blatem.
- Całkiem dobrze, katar już przestał doskwierać, przez to zdecydowanie lepiej się pracowało nie musząc co chwila robić przerw, by znów zacząć normalnie oddychać. A tak, nie działo się nic ciekawego - odpowiedziała, czując z powodu swoich ostatnich słów smutek. Naprawdę nie lubiła, gdy nic się nie działo. - A u ciebie? Wyszedłeś chociaż raz z pracy o normalnej godzinie? Dobra, znam odpowiedź, więc może inaczej. Dotarłeś chociaż do domu, po tym jak się rozstaliśmy pod naszym domem? - Spojrzała lekko podejrzliwie, choć widocznie była rozbawiona. Dziś wyglądał trochę mniej jak panda, bardziej jak człowiek, choć skojarzenie to pewnie miało z nim zostać na dłużej.
Ich drinki zostały podane, Viorica wzięła więc łyk z kieliszka, czując głównie słodycz z niewielkim posmakiem alkoholu. Na dobra, przynajmniej zaczęła kulturalnie. Potem może będzie im już wszystko obojętne.