Nie zamierzał z nią dyskutować na ten temat. Niezależnie od tego, co mówiła Lorien, odwoływanie Selar nie wchodziło w grę. Skrzatka miała zjawić się na miejscu tak jak zawsze. O tej samej porze. I przy okazji zadbać o to, aby pani Mulciber niczego nie brakowało. Nawet jeśli kobieta czuła się lepiej, ciut lepiej również wyglądała, akceptowanie tego stanowczego nie, które padło z jej strony, było wciąż nazbyt ryzykowne. Robertowi zaś - z pewnych względów - zależało na tym, żeby żona odzyskała równowagę. Wróciła do żywych.
Nie odpowiedział więc nic na jej słowa. Niczego też w reakcji na nie nie zrobił. Nadal stał. I nadal czekał. Obserwował.
W ostatnich tygodniach działo się wiele. Być może więcej niż spodziewał się, kiedy na początku czerwca wracali z Lorien oraz Richardem do Londynu. Plany zmieniały się praktycznie z dnia na dzień. Kolejne informacje wymuszały podejmowanie działań, których wcześniej nawet nie brał pod uwagę. Jednym z takich był powrót żony do stolicy. Może nawet do pracy? Do Ministerstwa Magii.
Nie zamierzał jej jednak o wszystkim informować. Planował zachować tutaj sporą ostrożność, doskonale pamiętając o tym, w jaki sposób zakończyła się ich wcześniejsza wspólna przygoda. Ostatnim czego potrzebował była w tym przypadku powtórka z rozrywki. Całe szczęście potrafił uczyć się na swoich błędach. Nie zamierzał ich powielać.
W żaden sposób nie skomentował jej słów, czekając na to, aż będzie gotowa. Ubierze buty. Może zdecyduje się zarzucić coś dodatkowo na ramiona? Choć to akurat nie było potrzebne. Pogoda bowiem dopisywała. Nie spodziewał się natomiast, że zdecyduje się postawić własne warunki. Chwilę milczał, najpewniej to wszystko trawiąc. Jaki miał wybór? Mógł odmówić. Upierać się przy swoim. Po swojemu to wszystko rozegrać. Tyle tylko, że to niekoniecznie przyniosłoby oczekiwane efekty. Czasem trzeba było pewne rzeczy rozegrać inaczej. Odrobinę się poświęci.
Na ile jednak był w stanie dać Lorien to, czego oczekiwała? Można było mieć wątpliwości odnośnie tego czy temu wszystkiemu zwyczajnie podoła. Czy będzie potrafił poświęcić jej podczas tego spaceru dość uwagi? Uwagi odpowiedniej do sytuacji? Do okoliczności? Zamierzał spróbować.
- Kawałek stąd jest miejsce, w którym moja matka uwielbiała malować. Rozstawiała tam sztalugę, przy okazji każdej kolejnej wizyty w tej posiadłości. - wreszcie odezwał się, proponując niedługi spacer. Ledwie kilka minut, które powinny być tego warte. Bo skoro wrzosy na obrazach Ethel zdawały się podobać Lorien, to być może i te konkretne miejsce mogłoby przypaść ciemnowłosej do gustu. - Kiedyś znajdywała się tam również niewielka altanka, ale nie sądzę, żeby do dziś zostało z niej cokolwiek więcej. Być może warto jednak zaryzykować i sprawdzić to na własne oczy. - dodał, starając się zarazem przypomnieć sobie cokolwiek więcej na temat tego miejsca. Nieco zaniedbanego, choć po samym budynku nie dało się tego zauważyć. Przynajmniej w środku. Dużo więcej dało się w tym przypadku dostrzec z zewnątrz.