07.04.2024, 21:22 ✶
Miał rację, bycie czystej krwi dawało przywilej — zwłaszcza, jeśli miało się wyrobioną jakąś reputację. Cynthia, chociaż każdego dnia manipulowała swoimi siłami witalnymi i hormonami, aby wyciszać emocje, miewała dni, że wszystko było zbyt ciężkie. I nie chodziło o widmo śmierci, do jej obecności w życiu była przyzwyczajona i stanowiła ona ostatnią rzecz, której się bała — ale właśnie o zaangażowanie bliskich jej ludzi, o niebezpieczeństwo, w jakim była Victoria, Brenna czy nawet Atreus. Wszyscy się wzajemnie podejrzewali, należało uważać na słowa lub gesty bardziej niż zwykle. Dlatego też spotkania z Shafiqiem nie mogła się doczekać — bo on w tym nie tkwił tak namacalnie. Cały mrok, słońce, sprawy przykre i trudne zostawały gdzieś na boku, a ona mogła złapać oddech. Jej ojciec w tym siedział, jej znajomi ze szkoły i prędzej czy później, będzie trzeba stanąć naprzeciw siebie, a brat skrzywdzi brata. I jeszcze Castiel, który włóczył się gdzieś po świecie, praktycznie nie dając znaku życia, co doprowadzało ją do szaleństwa, gdy się zapominała. Byli bliźniakami, odczuwała jego brak, chociaż nikt tego nie zauważał, bo była przecież idealnie dopasowana do sytuacji. To nie był czas słabości.
Dobrze wyglądał w koszuli — zawsze miała do takowych słabość, bo podkreślały ramiona, które gdyby miała wybrać — zaraz obok dłoni i oczu, były dla naj bardziej istotnym elementem męskiej aparycji. Nie mogła powstrzymać dyskretnego uniesienia kącika ust ku górze, gdy lustrowała go jasnymi oczami.
- Zastanawiałam się, czy Ci się spodoba. - rzuciła figlarnie, odrobinę niewinnie, patrząc na niego spod długich rzęs. Brakowało tylko zwiewnej sukienki, która zatańczyłaby na ciele. Z natury nie była taka śmiała i wygadana, ale dobrze opanowane role i bogaty zasób masek sprawiał, że potrafiła być kimś zupełnie innym. Dostrzegała, że Cathal coraz częściej łapał te elementy, które były prawdziwe — co było zaskakujące i intrygujące jednocześnie, bo niewiele osób chciało dotrzeć głębiej. Dlaczego? Bo dawała im zwykle to, czego oczekiwano. Wiedziała, że ojciec będzie chciał załatwić sprawę w ten sposób, kontakty były ważne, a dodatkowo, jego rodzina mogła połączyć interesy z jego statkami, chociaż nad tym Cynthia nie chciała się dziś zastanawiać.
- Czyli nie jesteś pewnie potencjalną ofiarą uzależnienia, znając jego skutki. Dobrze, nie będę miała ewentualnie wyrzutów sumienia. - zauważyła zaciekawiona, zerkając w jego stronę. Hałas, pośpiech i mieszanka perfum dookoła sprawiały, że faktycznie ciężko było się skupić na jednym elemencie, bo ilość bodźców była porażająca. Na to również miała sztuczkę, czasem poruszając palcami na jego ramieniu, które miały być chyba formą dzwoneczka, ściągającego jej myśli oraz pełnię uwagi do towarzyszącego jej mężczyzny.
- Skoro tak, to nie ma wyboru, tylko.. - gdy jej to powiedział i się zatrzymali, przekręciła głowę, wbijając w niego wzrok już bezpośrednio, przesuwając się tak, aby stać naprzeciw. Poznała go na tyle, aby wiedzieć lub raczej określić go w myślach mianem uczciwego człowieka, więc nawet na owo ostrzeżenie się nie skrzywdziła, mając świadomość, że istniał ku temu powód. - Powinieneś się zastanowić, co zrobisz ze swoją wielką wygraną. - wzruszyła ramionami, sięgając do torebki. Wysunęła kopertę, w której tkwiły zaproszenia i bileciki, które uprawniały do zaciągnięcia w kasynie kredytu. Brzmiała jakby była pewna jego sukcesu, swojego już nie bardzo. Bo tyle, o ile umiała zachować pokerową twarz i umiałaby się przy stole z kartami odnaleźć, to na samych kartach praktycznie się nie znała. - Masz swoją ulubioną grę? Możesz wybrać, od czego zaczniemy, jeśli masz chęć.
Zasugerowała, autentycznie ciekawa, na co postawi. Łatwiejsze było obstawianie wyścigów konnych, ale dla Cynthii pójście na łatwiznę nie było żadnym rozwiązaniem. Miała tylko nadzieję, że ona nie ma żadnych ukrytych zapędów do zostania hazardzistką.
Po okazaniu zaproszeń i wejściu do środka omiotła spojrzeniem eleganckie i dość lekkie wnętrze. Starano się złagodzić ciężkie, drewniane stoły oraz brak okien białymi elementami, oraz kwiatami, a przechodząca pomiędzy stolikami obsługa ubrana była w lekkie i eleganckie stroje, serwując gościom drinki. Wszyscy mieli duże kokardy na szyjach, niezależnie od płci, co blondynce skojarzyło się trochę z królikiem wielkanocnym. Pomimo dużej ilości gości, panował porządek i muzyka przygrywająca w tle nie była zagłuszana zbyt głośnymi rozmowami, czasem dało się usłyszeć salwę śmiechu lub jęk zawodu, ale w takich miejscach było to normalne. W niewielkiej budce wymienili bilety na pieniądze, a kobieta wręczyła jedną z kopert Cathalowi. Kilka osób, które ich mijało — o twarzach znajomych dla towarzyskiej śmietanki Londynu, kiwnęło w ich stronę głosami lub przywitało się werbalnie, na co grzecznie odpowiadała, uśmiechając się niewinnie i z nutą zawstydzenia, jakby przyłapanie jej w takim miejscu było czymś złym. Na dobrą sprawę, to kobiecie bez męża chyba samej nie przystoi chodzić po kasynach, ale na szczęście, ona wcale nie była sama i nawet zapowiadało się, że towarzyszący jej blondyn sprawi, że chociaż jedno z nich wyjdzie bogatsze. Próbowała znaleźć jakieś książki o zasadach gry, gdy zdecydowała się już na to kasyno, ale nie było nic ciekawego w niewielkiej bibliotece znajdującej się w sąsiedztwie ich rodzinnej posiadłości. - Napijemy się czegoś? - zaproponowała, ruchem głowy wskazując na podświetlony bar, przy którym tkwiły stołeczki. Tkwiąca za nim półka uginała się od kolorowych alkoholi, niektóre miały magiczne efekty. Wielka tabliczka reklamowała drinka, który był ruletką — mógł być zwykły, a mógł zawierać tajemniczy składnik w postaci jakiegoś eliksiru o nieznanym efekcie i chyba cieszył się popularnością, bo grupka młodych kobiet odeszła od stolika z kartami, gdzie grali ich partnerzy i zamówiła kilka sztuk, szepcząc z podekscytowaniem.
Dobrze wyglądał w koszuli — zawsze miała do takowych słabość, bo podkreślały ramiona, które gdyby miała wybrać — zaraz obok dłoni i oczu, były dla naj bardziej istotnym elementem męskiej aparycji. Nie mogła powstrzymać dyskretnego uniesienia kącika ust ku górze, gdy lustrowała go jasnymi oczami.
- Zastanawiałam się, czy Ci się spodoba. - rzuciła figlarnie, odrobinę niewinnie, patrząc na niego spod długich rzęs. Brakowało tylko zwiewnej sukienki, która zatańczyłaby na ciele. Z natury nie była taka śmiała i wygadana, ale dobrze opanowane role i bogaty zasób masek sprawiał, że potrafiła być kimś zupełnie innym. Dostrzegała, że Cathal coraz częściej łapał te elementy, które były prawdziwe — co było zaskakujące i intrygujące jednocześnie, bo niewiele osób chciało dotrzeć głębiej. Dlaczego? Bo dawała im zwykle to, czego oczekiwano. Wiedziała, że ojciec będzie chciał załatwić sprawę w ten sposób, kontakty były ważne, a dodatkowo, jego rodzina mogła połączyć interesy z jego statkami, chociaż nad tym Cynthia nie chciała się dziś zastanawiać.
- Czyli nie jesteś pewnie potencjalną ofiarą uzależnienia, znając jego skutki. Dobrze, nie będę miała ewentualnie wyrzutów sumienia. - zauważyła zaciekawiona, zerkając w jego stronę. Hałas, pośpiech i mieszanka perfum dookoła sprawiały, że faktycznie ciężko było się skupić na jednym elemencie, bo ilość bodźców była porażająca. Na to również miała sztuczkę, czasem poruszając palcami na jego ramieniu, które miały być chyba formą dzwoneczka, ściągającego jej myśli oraz pełnię uwagi do towarzyszącego jej mężczyzny.
- Skoro tak, to nie ma wyboru, tylko.. - gdy jej to powiedział i się zatrzymali, przekręciła głowę, wbijając w niego wzrok już bezpośrednio, przesuwając się tak, aby stać naprzeciw. Poznała go na tyle, aby wiedzieć lub raczej określić go w myślach mianem uczciwego człowieka, więc nawet na owo ostrzeżenie się nie skrzywdziła, mając świadomość, że istniał ku temu powód. - Powinieneś się zastanowić, co zrobisz ze swoją wielką wygraną. - wzruszyła ramionami, sięgając do torebki. Wysunęła kopertę, w której tkwiły zaproszenia i bileciki, które uprawniały do zaciągnięcia w kasynie kredytu. Brzmiała jakby była pewna jego sukcesu, swojego już nie bardzo. Bo tyle, o ile umiała zachować pokerową twarz i umiałaby się przy stole z kartami odnaleźć, to na samych kartach praktycznie się nie znała. - Masz swoją ulubioną grę? Możesz wybrać, od czego zaczniemy, jeśli masz chęć.
Zasugerowała, autentycznie ciekawa, na co postawi. Łatwiejsze było obstawianie wyścigów konnych, ale dla Cynthii pójście na łatwiznę nie było żadnym rozwiązaniem. Miała tylko nadzieję, że ona nie ma żadnych ukrytych zapędów do zostania hazardzistką.
Po okazaniu zaproszeń i wejściu do środka omiotła spojrzeniem eleganckie i dość lekkie wnętrze. Starano się złagodzić ciężkie, drewniane stoły oraz brak okien białymi elementami, oraz kwiatami, a przechodząca pomiędzy stolikami obsługa ubrana była w lekkie i eleganckie stroje, serwując gościom drinki. Wszyscy mieli duże kokardy na szyjach, niezależnie od płci, co blondynce skojarzyło się trochę z królikiem wielkanocnym. Pomimo dużej ilości gości, panował porządek i muzyka przygrywająca w tle nie była zagłuszana zbyt głośnymi rozmowami, czasem dało się usłyszeć salwę śmiechu lub jęk zawodu, ale w takich miejscach było to normalne. W niewielkiej budce wymienili bilety na pieniądze, a kobieta wręczyła jedną z kopert Cathalowi. Kilka osób, które ich mijało — o twarzach znajomych dla towarzyskiej śmietanki Londynu, kiwnęło w ich stronę głosami lub przywitało się werbalnie, na co grzecznie odpowiadała, uśmiechając się niewinnie i z nutą zawstydzenia, jakby przyłapanie jej w takim miejscu było czymś złym. Na dobrą sprawę, to kobiecie bez męża chyba samej nie przystoi chodzić po kasynach, ale na szczęście, ona wcale nie była sama i nawet zapowiadało się, że towarzyszący jej blondyn sprawi, że chociaż jedno z nich wyjdzie bogatsze. Próbowała znaleźć jakieś książki o zasadach gry, gdy zdecydowała się już na to kasyno, ale nie było nic ciekawego w niewielkiej bibliotece znajdującej się w sąsiedztwie ich rodzinnej posiadłości. - Napijemy się czegoś? - zaproponowała, ruchem głowy wskazując na podświetlony bar, przy którym tkwiły stołeczki. Tkwiąca za nim półka uginała się od kolorowych alkoholi, niektóre miały magiczne efekty. Wielka tabliczka reklamowała drinka, który był ruletką — mógł być zwykły, a mógł zawierać tajemniczy składnik w postaci jakiegoś eliksiru o nieznanym efekcie i chyba cieszył się popularnością, bo grupka młodych kobiet odeszła od stolika z kartami, gdzie grali ich partnerzy i zamówiła kilka sztuk, szepcząc z podekscytowaniem.