20.04.2024, 00:40 ✶
Złamane serce potrafiło zepsuć życie na długo. Szczególnie, jeśli związek wydawał się poważny. Nie, żeby Viorica wiedziała o tym zbyt wiele. Miała wiele mniejszych i większych zauroczeń, spotykała się z kilkoma osobami, a jednak, nigdy nie trwało zbyt długo. Czasami dlatego, że ona tak chciała, czasami ta druga strona nie potrafiła znaleźć w niej kogoś, z kim można byłoby spędzić lata. Rozumiała to. Była ładna, nie przejmowała się zbyt wieloma konwenansami, akceptowała różne rodzaje czułości i miłości, często w oczach innych abstrakcyjne. Idealna osoba do krótkiej zabawy, ewentualnych eksperymentów, do wspólnego rozładowania krążącej w krwi adrenaliny.
Potem jednak okazywało się, że jest człowiekiem, który nie jest łatwy w obyciu, ze swoimi wszystkimi przywarami, które w żaden sposób nie były dla ewentualnego związku zdrowe.
Po pewnym czasie sama więc przestała chcieć się w cokolwiek angażować.
A jednak gdzieś w głębi zawsze chciała czegoś więcej. Kogoś, przy kim mogła być sobą, jednocześnie mając poczucie bezpieczeństwa. Kogoś, przy kim mogła zawsze czuć się jak w domu.
Bała się powoli o kimś takim marzyć.
Dlatego do relacji z Cedriciem podchodziła ostrożnie. Wydawał jej się pochodzić z kompletnie innego świata, niż ona. Tego ładnego, poukładanego, szczęśliwego. Miał w swoim życiu misję, wiedział, co chciał osiągnąć, odnosił sukcesy.
Ona miotała się w bagnie przeszłości, bała co przyniesie przyszłość a teraźniejszość… Nie czuła do niej nic.
Trochę nie wiedziała, co może mu niby zaoferować.
A jednak naprawdę tu z nią był. Zastanawiała się, jak długo? Co takiego w niej widział?
A może właśnie w tym problem, że wiedział o niej zbyt mało.
Nie mogła się jednak powstrzymać przed droczeniem się z nim, żartowaniem i zwykłym pleceniu mniejszych lub większych głupot.
- Skąd wiesz, że nie usypiam jak na razie twojej czujności, byś łatwiej wpadł w moje sidła? Może właśnie sfałszowałam za ciebie wniosek urlopowy, który ktoś podrzuca teraz na biurko twojego przełożonego? Choć pewnie i tak za wiele by to nie dało. Wydajesz się beznadziejnym przypadkiem, jeśli chodzi o twoje lekarskie powołanie. - Pokręciła głową, patrząc lekko w górę, jakby szukała tam ducha Merlina, który miałby przyjść jej z pomocą. - Ale spokojnie, od dziś mogę pilnować, byś raz na jakiś czas wyszedł ze swojego gabinetu, - Jej kąciki ust znów uniosły się wysoko. Nie miała nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu, nawet wolała, gdy chociaż jeden rozmówca był kimś, z kim dobrze się znała. O ile zdobywanie nowych znajomości było ciekawe, tak po pewnym czasie ciągła zmiana kompanów robiła się męcząca. I nudna, gdy po raz któryś z kolei powtarzało się ten sam schemat, a zmieniały się tak naprawdę jedynie twarze.
Uniosła brwi, na wieści o słabej głowie Cedrica. Co prawda czuła, że jest raczej tym z grzecznych chłopców, teraz jednak miała co do tego prawie pewność. Mogło być zabawnie. Przynajmniej dla niej.
- Spokojnie, jak odpadniesz mogę cię przypilnować. Mogę wypić dużo i jeszcze się dobrze trzymać. Obiecuję, że nie zostawię cię śpiącego pod barem. - Mrugnęła do niego. Prawdopodobnie mogłaby przepić co najmniej połowę towarzystwa w tym barze, nie lubiła się jednak aż tak tym chwalić. Jej relacja z alkoholem nie była zapewne najzdrowsza. Trzeba było jednak od czegoś zdechnąć, nie prawda?
Nie chciała poruszyć nieprzyjemnego tematu, wyraz twarzy Cedrica, gdy mówił o swoim aktualnym statusie na rynku matrymonialnym jednak co nieco jej zdradził. Wyczuła, że nie jest to przyjemny temat, dlatego postanowiła zbyt mocno nie drążyć.
Mimo, iż wywołało to w niej sprzeczne emocje. W jednej strony, nic nie stanowiło ewentualnej przeszkody, z drugiej, nie brzmiało to, jakby Cedric był z tego faktu zadowolony,
- Czyli możemy wypić za radosne życie singli. Albo i nie radosne. Mogę wznieść toast za obie opcje - skwitowała, po czym uniosła swój kieliszek, stukając się nim z mężczyzną, by wypić zaraz jego zawartość niemal do końca. W toastach się nie pierdoliło, jeśli miały być udane.
- Jeśli będę potrzebować konsultacji lekarskiej, będę się kierować prosto do ciebie. Jesteś od teraz moim ulubionym lekarzem, który nie narzeka na klientki z dziecięcymi zachciankami w sprawie smaku eliksirów. Do tego do twarzy ci w fartuchu, ale to pewnie mówią ci wszystkie odwiedzające cię staruszki. Pewnie masz grono fanek - rzuciła, szczerząc się wesoło.
Szybko jednak spoważniała. Jej wyraz twarzy przekuł się w lekkie niedowierzanie, gdy dotarło do niej, że Cedric potrafił naprawdę ze zmęczenia nawet nie dotrzeć do swojego własnego łóżka. Wcześniej myślała, że to tylko żarty, teraz jednak, czuła, że to czas na kolejną tyradę.
- Dziś nie wracasz nigdzie sam. Kiedy ty się ostatnio w ogóle wyspałeś? Wiesz, że mogło ci się coś stać? Na przykład jakbyś odpłynął wcześniej gdzieś na ulicy? - Obruszyła się, patrząc na niego z niezadowoloną miną i zmarszczonymi brwiami. Podniosła łokcie z baru i założyła ręce na piersi. - Zaczynam jednak rozważać w tej chwili plan z przymusowym wysłaniem cię na urlop. - Spojrzała na niego, jakby oceniając, czy da radę to w jakiś sposób naprawdę zrobić.
Westchnęła jednak po chwili, chyba lekko się poddając.
- Naprawdę jesteś niereformowalny. Możesz coś nam wybrać do picia. Mają kartę jakichś wymyślnych nazw drinków, chyba, że wolisz coś mocniejszego. Albo słabszego, dostosuje się. - Machnęła ręką, odsuwając puste szkło, które zaraz zgarnął barman.
Potem jednak okazywało się, że jest człowiekiem, który nie jest łatwy w obyciu, ze swoimi wszystkimi przywarami, które w żaden sposób nie były dla ewentualnego związku zdrowe.
Po pewnym czasie sama więc przestała chcieć się w cokolwiek angażować.
A jednak gdzieś w głębi zawsze chciała czegoś więcej. Kogoś, przy kim mogła być sobą, jednocześnie mając poczucie bezpieczeństwa. Kogoś, przy kim mogła zawsze czuć się jak w domu.
Bała się powoli o kimś takim marzyć.
Dlatego do relacji z Cedriciem podchodziła ostrożnie. Wydawał jej się pochodzić z kompletnie innego świata, niż ona. Tego ładnego, poukładanego, szczęśliwego. Miał w swoim życiu misję, wiedział, co chciał osiągnąć, odnosił sukcesy.
Ona miotała się w bagnie przeszłości, bała co przyniesie przyszłość a teraźniejszość… Nie czuła do niej nic.
Trochę nie wiedziała, co może mu niby zaoferować.
A jednak naprawdę tu z nią był. Zastanawiała się, jak długo? Co takiego w niej widział?
A może właśnie w tym problem, że wiedział o niej zbyt mało.
Nie mogła się jednak powstrzymać przed droczeniem się z nim, żartowaniem i zwykłym pleceniu mniejszych lub większych głupot.
- Skąd wiesz, że nie usypiam jak na razie twojej czujności, byś łatwiej wpadł w moje sidła? Może właśnie sfałszowałam za ciebie wniosek urlopowy, który ktoś podrzuca teraz na biurko twojego przełożonego? Choć pewnie i tak za wiele by to nie dało. Wydajesz się beznadziejnym przypadkiem, jeśli chodzi o twoje lekarskie powołanie. - Pokręciła głową, patrząc lekko w górę, jakby szukała tam ducha Merlina, który miałby przyjść jej z pomocą. - Ale spokojnie, od dziś mogę pilnować, byś raz na jakiś czas wyszedł ze swojego gabinetu, - Jej kąciki ust znów uniosły się wysoko. Nie miała nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu, nawet wolała, gdy chociaż jeden rozmówca był kimś, z kim dobrze się znała. O ile zdobywanie nowych znajomości było ciekawe, tak po pewnym czasie ciągła zmiana kompanów robiła się męcząca. I nudna, gdy po raz któryś z kolei powtarzało się ten sam schemat, a zmieniały się tak naprawdę jedynie twarze.
Uniosła brwi, na wieści o słabej głowie Cedrica. Co prawda czuła, że jest raczej tym z grzecznych chłopców, teraz jednak miała co do tego prawie pewność. Mogło być zabawnie. Przynajmniej dla niej.
- Spokojnie, jak odpadniesz mogę cię przypilnować. Mogę wypić dużo i jeszcze się dobrze trzymać. Obiecuję, że nie zostawię cię śpiącego pod barem. - Mrugnęła do niego. Prawdopodobnie mogłaby przepić co najmniej połowę towarzystwa w tym barze, nie lubiła się jednak aż tak tym chwalić. Jej relacja z alkoholem nie była zapewne najzdrowsza. Trzeba było jednak od czegoś zdechnąć, nie prawda?
Nie chciała poruszyć nieprzyjemnego tematu, wyraz twarzy Cedrica, gdy mówił o swoim aktualnym statusie na rynku matrymonialnym jednak co nieco jej zdradził. Wyczuła, że nie jest to przyjemny temat, dlatego postanowiła zbyt mocno nie drążyć.
Mimo, iż wywołało to w niej sprzeczne emocje. W jednej strony, nic nie stanowiło ewentualnej przeszkody, z drugiej, nie brzmiało to, jakby Cedric był z tego faktu zadowolony,
- Czyli możemy wypić za radosne życie singli. Albo i nie radosne. Mogę wznieść toast za obie opcje - skwitowała, po czym uniosła swój kieliszek, stukając się nim z mężczyzną, by wypić zaraz jego zawartość niemal do końca. W toastach się nie pierdoliło, jeśli miały być udane.
- Jeśli będę potrzebować konsultacji lekarskiej, będę się kierować prosto do ciebie. Jesteś od teraz moim ulubionym lekarzem, który nie narzeka na klientki z dziecięcymi zachciankami w sprawie smaku eliksirów. Do tego do twarzy ci w fartuchu, ale to pewnie mówią ci wszystkie odwiedzające cię staruszki. Pewnie masz grono fanek - rzuciła, szczerząc się wesoło.
Szybko jednak spoważniała. Jej wyraz twarzy przekuł się w lekkie niedowierzanie, gdy dotarło do niej, że Cedric potrafił naprawdę ze zmęczenia nawet nie dotrzeć do swojego własnego łóżka. Wcześniej myślała, że to tylko żarty, teraz jednak, czuła, że to czas na kolejną tyradę.
- Dziś nie wracasz nigdzie sam. Kiedy ty się ostatnio w ogóle wyspałeś? Wiesz, że mogło ci się coś stać? Na przykład jakbyś odpłynął wcześniej gdzieś na ulicy? - Obruszyła się, patrząc na niego z niezadowoloną miną i zmarszczonymi brwiami. Podniosła łokcie z baru i założyła ręce na piersi. - Zaczynam jednak rozważać w tej chwili plan z przymusowym wysłaniem cię na urlop. - Spojrzała na niego, jakby oceniając, czy da radę to w jakiś sposób naprawdę zrobić.
Westchnęła jednak po chwili, chyba lekko się poddając.
- Naprawdę jesteś niereformowalny. Możesz coś nam wybrać do picia. Mają kartę jakichś wymyślnych nazw drinków, chyba, że wolisz coś mocniejszego. Albo słabszego, dostosuje się. - Machnęła ręką, odsuwając puste szkło, które zaraz zgarnął barman.