21.04.2024, 12:48 ✶
Jego śmiech sprawiał, że i sama się uśmiechnęła. W jakiś trudny do wytłumaczenia sposób poczuła się na tej łódce bezpiecznie, jakkolwiek głupio to mogło z boku wyglądać, patrząc, że kompletnie nie wiedzieli co robią. A jednak, jej emocje, które od dawna robiły jej z serca sieczkę nagle się uspokoiły, a ona mogła po prostu pozwolić sobie je czuć.
Miłość była w końcu skomplikowana. Czasami nadawała życiu barw, w innym wypadku sprawiało, że odechciewało się nawet oddychać. A jednak, według Viorici, należała do odczuć wyjątkowych.
Mogła być nawet jednostronna, a jednak potrafiła zmienić całkowicie człowieka, który poczuł jej smak. Na lepsze, czy na gorsze, tu akurat nie było to takie ważne. Była tak silna, że potrafiła obalać i ratować imperia.
Potrafiła też przekształcić się w najczystszą nienawiść.
- Słuchaj, jak ktokolwiek robi ci pod górkę, to odwdzięczasz się dwukrotnie. Życzenie to dobry start, ale nic nie smakuje tak dobrze, jak zemsta dokonana z własnej ręki, uwierz mi. Jak ktoś załatwi to za ciebie, to już nie to samo. - Tak jak z Dante. Czasami żałowała, że nie wzięła jakoś bardziej udziału w doprowadzeniu go do upadku. Ominęła ją spora dawka satysfakcji.
Patrzyła na ubywające wino i zaczęła się zastanawiać, skąd wziąć nowe zapasy, gdy znajdowali się na środku rzeki. A tak, znów mogli je wyczarować. Problem rozwiązany.
- Wiesz co, kiedyś mi to nie przeszkadzało, życie z dnia na dzień, nie przejmowanie się tym, co przyniesie jutro i inne takie bzdety, ale wtedy było, bo ja wiem, ciekawiej? Nie myślałam, co będzie jutro bo wiedziałam, że na pewno czeka mnie jakaś, cóż, powiedzmy, przygoda? A teraz? Jak wiesz, że dożyjesz jutra, to wypadałoby mieć na nie jakiś plan, tylko nikt do chuja nie chce powiedzieć, do czego niby te jutro powinno zmierzać. - Skrzywiła się. Może po prostu nie nadawała się do tego całego dorosłego i odpowiedzialnego życia i tylko się oszukiwała? Czy naprawdę potrafiła żyć jak inni? Czy może powinna sobie darować to wszystko?
Trochę nie przewidziała skutków rzuconego zaklęcia, a już na pewno nie tego, że nagle przydzwoni szczęką w oparcie fotela. Nos i zęby były co prawda całe, bolało jednak na tyle, że w oczach pojawiły jej się łzy. Spojrzała za burtę, doceniając, że przynajmniej rzeczywiście się zatrzymali. A potem dostrzegła rękę z wyratowaną butelka i również głośno się zaśmiała, jakby w szaleństwie całej tej sytuacji znalazła jakąś dziecięcą radość.
Nie wiedziała, za co dostała od Neila buziaka, nie wiedziała także, czemu tym razem ona usłyszała słowa uwielbienia, patrząc że próbując ich wyratować prawie ich niemal zabiła, miała to w tej chwili gdzieś.
Czuła się spokojnie z przyjacielską czułością, wprawiała ją w coraz lepszy nastrój i wcale nie miałaby nic przeciwko w tej chwili, by brnęli dalej, fakt tonięcia jednak rzeczywiście psuł trochę nastrój.
- Em, to się zatenteguje, czy coś - wypaliła, patrząc na wzbierającą w ich łódce wodę.
Rozejrzała się, jakby próbując znaleźć jakikolwiek ratunek, który nie byłby krą starczającą dla tylko jednej osoby. W końcu albo toną razem, albo się razem wyratują. Nie ma zabawy w półśrodki.
- Czekaj, coś wymyślę - mruknęła, powoli wychodząc poza burtę na w miarę sporą warstwę lodu. Prawie się na nim poślizgnęła w swoich obcasach, złapała się jednak w porę relingu. Spojrzała na most oceniająco. Był całkiem całkiem niedaleko nich, pokrywa lodu niemalże się z nim stykała, był to więc jakiś ratunek.
- Jak coś, to nas tu nie było. - Spojrzała na Neila konspiracyjnie, po czym postanowiła przemienić jedną z wieżyczek mostu stanowiąca jego podporę w wygodne, spiralne kamienne schody, po których mogliby wejść na górę.
Rzut na transmutację na zamianę wieżyczki od mostu w schody
Miłość była w końcu skomplikowana. Czasami nadawała życiu barw, w innym wypadku sprawiało, że odechciewało się nawet oddychać. A jednak, według Viorici, należała do odczuć wyjątkowych.
Mogła być nawet jednostronna, a jednak potrafiła zmienić całkowicie człowieka, który poczuł jej smak. Na lepsze, czy na gorsze, tu akurat nie było to takie ważne. Była tak silna, że potrafiła obalać i ratować imperia.
Potrafiła też przekształcić się w najczystszą nienawiść.
- Słuchaj, jak ktokolwiek robi ci pod górkę, to odwdzięczasz się dwukrotnie. Życzenie to dobry start, ale nic nie smakuje tak dobrze, jak zemsta dokonana z własnej ręki, uwierz mi. Jak ktoś załatwi to za ciebie, to już nie to samo. - Tak jak z Dante. Czasami żałowała, że nie wzięła jakoś bardziej udziału w doprowadzeniu go do upadku. Ominęła ją spora dawka satysfakcji.
Patrzyła na ubywające wino i zaczęła się zastanawiać, skąd wziąć nowe zapasy, gdy znajdowali się na środku rzeki. A tak, znów mogli je wyczarować. Problem rozwiązany.
- Wiesz co, kiedyś mi to nie przeszkadzało, życie z dnia na dzień, nie przejmowanie się tym, co przyniesie jutro i inne takie bzdety, ale wtedy było, bo ja wiem, ciekawiej? Nie myślałam, co będzie jutro bo wiedziałam, że na pewno czeka mnie jakaś, cóż, powiedzmy, przygoda? A teraz? Jak wiesz, że dożyjesz jutra, to wypadałoby mieć na nie jakiś plan, tylko nikt do chuja nie chce powiedzieć, do czego niby te jutro powinno zmierzać. - Skrzywiła się. Może po prostu nie nadawała się do tego całego dorosłego i odpowiedzialnego życia i tylko się oszukiwała? Czy naprawdę potrafiła żyć jak inni? Czy może powinna sobie darować to wszystko?
Trochę nie przewidziała skutków rzuconego zaklęcia, a już na pewno nie tego, że nagle przydzwoni szczęką w oparcie fotela. Nos i zęby były co prawda całe, bolało jednak na tyle, że w oczach pojawiły jej się łzy. Spojrzała za burtę, doceniając, że przynajmniej rzeczywiście się zatrzymali. A potem dostrzegła rękę z wyratowaną butelka i również głośno się zaśmiała, jakby w szaleństwie całej tej sytuacji znalazła jakąś dziecięcą radość.
Nie wiedziała, za co dostała od Neila buziaka, nie wiedziała także, czemu tym razem ona usłyszała słowa uwielbienia, patrząc że próbując ich wyratować prawie ich niemal zabiła, miała to w tej chwili gdzieś.
Czuła się spokojnie z przyjacielską czułością, wprawiała ją w coraz lepszy nastrój i wcale nie miałaby nic przeciwko w tej chwili, by brnęli dalej, fakt tonięcia jednak rzeczywiście psuł trochę nastrój.
- Em, to się zatenteguje, czy coś - wypaliła, patrząc na wzbierającą w ich łódce wodę.
Rozejrzała się, jakby próbując znaleźć jakikolwiek ratunek, który nie byłby krą starczającą dla tylko jednej osoby. W końcu albo toną razem, albo się razem wyratują. Nie ma zabawy w półśrodki.
- Czekaj, coś wymyślę - mruknęła, powoli wychodząc poza burtę na w miarę sporą warstwę lodu. Prawie się na nim poślizgnęła w swoich obcasach, złapała się jednak w porę relingu. Spojrzała na most oceniająco. Był całkiem całkiem niedaleko nich, pokrywa lodu niemalże się z nim stykała, był to więc jakiś ratunek.
- Jak coś, to nas tu nie było. - Spojrzała na Neila konspiracyjnie, po czym postanowiła przemienić jedną z wieżyczek mostu stanowiąca jego podporę w wygodne, spiralne kamienne schody, po których mogliby wejść na górę.
Rzut na transmutację na zamianę wieżyczki od mostu w schody
Rzut N 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!