Obserwował ją uważnie, kiedy zamykała za sobą drzwi. Śledził uważnie każdy jeden krok, który musiała wykonać, aby pokonać trasę jaka dzieliła ją od biurka. Dokładnie tego biurka, za którym pozwolił sobie usiąść. Cierpliwie czekał na moment, w którym będą mogli przejść do tematu. Do sprawy, jaka go tutaj sprowadziła. Zupełnie różnej od tych, jakie sprowadzały go tutaj dawniej.
- Nie jestem obecnie jego ulubieńcem. - odpowiedział. Musiała zdawać sobie z tego sprawę. Przecież doskonale widziała, co miało miejsce po tym, jak lata temu Mulciberowie odeszli z Ministerstwa. Była naocznym świadkiem tamtych wydarzeń. I choć nigdy im tego nie udowodniono, musiała być świadoma tego, że zniknięcie lwiej części dokumentacji, było związane właśnie z tym exodusem.
Następstwem tego exodusu był chaos, z którym walczono miesiącami.
Skinął głową, kiedy łaskawie zdecydowała się dać mu aż trzy minuty. Nieco więcej niż trzy minuty. Całe szczęście nie potrzebował więcej. To miała być szybka akcja. Krótka piłka, choć tym określeniem by się nie posłużył. Wiązało się w jakimś sensie ze sportem, a ze sportem Robert nie miał styczności. Nie był czymś, co go w jakikolwiek sposób interesowało.
- Prowadzę... w zasadzie prowadzimy od pewnego czasu badania, które związane są z Twoim obszarem zainteresowań. - nie owijał w bawełnę, praktycznie z miejsca przechodząc do sedna. Starając się wytłumaczyć wszystko na tyle, na ile mógł sobie pozwolić w tym czasie, w tym miejscu. - I myślę, że powinnaś rozważyć opcje nawiązania współpracy. Zwłaszcza, że... - tutaj pozwolił sobie na to, żeby jedna z dłoni powędrowała w jej kierunku; żeby palce spotkały się z delikatną, wrażliwą na dotyk skórą. Zatrzymały się powyżej nadgarstka, przesuwając się nieśpiesznie w kierunku dłoni, palców. Krótki dotyk, który zaraz przerwał. - ...słyszałem, iż sytuacja w Departamencie nie zmieniła się przez ostatnie lata na lepsze. A szefostwo niekoniecznie wspiera was w tym, za co odpowiadacie.
Czy musiał mówić więcej? Czy musiał decydować się na przekazanie tego w bardziej bezpośredni sposób? Na ile sam się orientował, Ministerstwo pozornie pozwalało na wiele. Kiedy jednak kierunek badań był nieodpowiedni, ewentualnie ich wyniki, na drodze badacza wyrastały nagle schody. Kolejne przeszkody, których pokonanie nie zawsze było proste. Łatwe. Miał tu wciąż znajomości. Ludzi dostarczających informacje. Wiedział więcej, niż skłonny był przyznać.
A przyznał teraz sporo.
- Ja natomiast mogę zagwarantować, że to nad czym pracujemy, może okazać się przełomowe. I na pewno zostanie doprowadzone do końca. Nie jesteśmy zależni od nikogo. A już na pewno nie od Ministerstwa. I nie od polityki. - uśmiechnął się nieznacznie. Na chwilę pozwolił na to, żeby ten grymas pojawił się na jego obliczu. Oferta została złożona. Propozycja przedstawiona. Teraz należało czekać na odpowiedź. Na reakcje drugiej strony. Tylko jaka ona będzie?