20.12.2022, 21:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2022, 21:57 przez Sauriel Rookwood.)
Bla, bla, bla, chuje muje, dzikie węże… Sauriel nawet nie próbował się starać. Udzielać. Robić dobrą minę do złej gry. Jego mina może i nie wskazywała stricte na znudzenie, ale na zmęczenie na pewno. Spotkaniem? Pobytem tutaj? Mocno podkrążone oczy mogły wskazywać na niewyspanie, niesławną bezsenność, z którą przecież borykała się Viki. Znudzony nie był. Nie był też niewyspany. Ale zmęczony? To na pewno. Nie dało się też nie słuchać tych słów, które tu padały - musiałby naprawdę mocno potrenować, żeby się od tego odciąć i wyłączyć. Wpadały na uszu jak żyletki, chociaż nikt tu nie mówił przesadnie głośno ani nie nadawał piskliwym tonem. Po wszystkim pewnie Anna będzie uspokojona, a Eryk ukróci jakiekolwiek narzekania krótkim “ciesz się, mogłeś trafić o wiele gorzej’. Ano - na pewno mógł. Na brzydką, na chorą psychicznie, na jakąś zupełną wariatkę albo… właśnie na posiadaczkę piskliwego głosiku. O tym, co MÓGŁ mieć i jak większego pecha napotkać miało być pisane dopiero w przyszłości, bo chwilowo nie doceniał tego, co miał. Kiedy coś (albo ktoś) jest niechciane, to nie będziesz w stanie się pocieszyć mówiąc “no mogło być gorzej”. Między słowami zastanawiałeś się za to nad tym, czego Eryk może chcieć od rodziny Lestrange. Bo po prawdzie - nie miał pojęcia. Ba! Nawet nie wiedziałeś do końca, czy na pewno cię to interesuje. Dramat.
- Napiją się państwo czegoś? Mamy w piwniczce kilka wartych uwagi trunków, których butelki są odpowiednie na takie okazje. - Eryk nawet się uśmiechnął, poprawiając swój garnitur i zakładając nogę na nogę. Z jednej strony - nie mógłby się wyprzeć syna. Te same, czarne jak noc oczy. Ich kształt, czarna linia rzęs. Te same, czarne włosy. To, w jaki sposób się układały. Z drugiej? Wydawali się odmienni jak ogień i lód. Niby oboje parzyli - ale w zupełnie inny sposób.
Esu… suty. Niektóre nazwy są tak dziwne, że skojarzenie samo się pojawiało w naszej głowie i jakoś tak… jakoś tak zostawało. Aczkolwiek kiedy to genialne skojarzenie pojawiło się w głowie Sauriela i spojrzał on na kwiaty nie był przekonany, żeby godne były miana sutków. Niekoniecznie podobne. Ale co on tam wiedział…
Skoro jego WSPANIAŁA narzeczona wstała, to ciężko (ale z gracją) Sauriel podniósł się z krzesła i tak… teraz jest miejsce na “te tamte”. Odsuń krzesełko, a damie może wypada pomóc wstać, podać jej rąsię. Delikatna dłoń Victorii była przyjemnie ciepła na jego skórze. Dłoń i skóra nieskażone pracą fizyczną. Te Sauriela były dość szorstkie. Opuszki twarde. I nie było takiej możliwości, żeby kiedyś stały się ciepłe. Wskazał dłonią kierunek i sam ruszył mimo to przodem… orientując się, że W SUMIE to wypadałobyy… więc zaoferował jej ramię, żeby rodzice byli jak najbardziej zadowoleni. Nie kosztowało go to nic, a przynajmniej będzie mniej miałczenia i marudzenia potem. Warto.
- Wiosną będziemy mogli zorganizować kilka spotkań dla młodego pokolenia w ogrodzie, Sauriel to romantyk. - Na te słowa matki Sauriel się może nie potknął, ale stracił balans i gładkość swojego kroku, obracając się z miną “WTF” w kierunku rodzicielki. Ta jednak na odchodzących nie patrzyła. Obróciłeś się od razu przodem, odzyskując rytm kroków, ale ciągle miał wymalowanego takiego małego, małeeego wkurwika na twarzy. No, romantyk… Sauriel był tak romantyczny, że gdyby żyli w czasach kebabów, to zaprosiłby Victorię na randkę do najbliższego kebsa.
- Początek lata byłby idealnym terminem na przyjęcie zaręczynowe. - Eryk skinął głową. Te pół roku (mniej więcej) powinno spokojnie wystarczyć, żeby wszystko zorganizować i upewnić się, że oba rody na tym skorzystają.
Jakże wspaniałe były wiedźmy, kiedy potrafiły same o siebie zadbać. Szczerze mówiąc to nie pomyślał nawet o zapewnieniu jej płaszcza, żeby nie zmarzła, żeby się o nią zatroszczyć. Bez słowa przesunął wzrokiem po odzieniu wierzchnim, prowadząc ją w całkowitej ciszy do ogrodu. A przynajmniej on tej ciszy nie przerywał. Głos jego kroków zupełnie niknął w cichym korytarzu. Otworzył przed kobietą drzwi i puścił ją przodem. Cienka warstwa śniegu pieszczotliwie pokryła cały ogród - i miało to swój niezwykły urok. Sople lodu zwisające z dachu, pomalowane mrozem okna, obszronione gałęzie drzew. On wyszedł tak, jak był w środku - nie kłopocząc się ubraniem. Puścił ją, kiedy wyszli i sam przesunął się na bok, by podeprzeć ścianę swoimi plecami i wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni papierośnicę, patrząc na ten piękny, utulony do snu świat. Świat, któremu zazdrościł. Chciał usnąć razem z nim.[/b]
- Napiją się państwo czegoś? Mamy w piwniczce kilka wartych uwagi trunków, których butelki są odpowiednie na takie okazje. - Eryk nawet się uśmiechnął, poprawiając swój garnitur i zakładając nogę na nogę. Z jednej strony - nie mógłby się wyprzeć syna. Te same, czarne jak noc oczy. Ich kształt, czarna linia rzęs. Te same, czarne włosy. To, w jaki sposób się układały. Z drugiej? Wydawali się odmienni jak ogień i lód. Niby oboje parzyli - ale w zupełnie inny sposób.
Esu… suty. Niektóre nazwy są tak dziwne, że skojarzenie samo się pojawiało w naszej głowie i jakoś tak… jakoś tak zostawało. Aczkolwiek kiedy to genialne skojarzenie pojawiło się w głowie Sauriela i spojrzał on na kwiaty nie był przekonany, żeby godne były miana sutków. Niekoniecznie podobne. Ale co on tam wiedział…
Skoro jego WSPANIAŁA narzeczona wstała, to ciężko (ale z gracją) Sauriel podniósł się z krzesła i tak… teraz jest miejsce na “te tamte”. Odsuń krzesełko, a damie może wypada pomóc wstać, podać jej rąsię. Delikatna dłoń Victorii była przyjemnie ciepła na jego skórze. Dłoń i skóra nieskażone pracą fizyczną. Te Sauriela były dość szorstkie. Opuszki twarde. I nie było takiej możliwości, żeby kiedyś stały się ciepłe. Wskazał dłonią kierunek i sam ruszył mimo to przodem… orientując się, że W SUMIE to wypadałobyy… więc zaoferował jej ramię, żeby rodzice byli jak najbardziej zadowoleni. Nie kosztowało go to nic, a przynajmniej będzie mniej miałczenia i marudzenia potem. Warto.
- Wiosną będziemy mogli zorganizować kilka spotkań dla młodego pokolenia w ogrodzie, Sauriel to romantyk. - Na te słowa matki Sauriel się może nie potknął, ale stracił balans i gładkość swojego kroku, obracając się z miną “WTF” w kierunku rodzicielki. Ta jednak na odchodzących nie patrzyła. Obróciłeś się od razu przodem, odzyskując rytm kroków, ale ciągle miał wymalowanego takiego małego, małeeego wkurwika na twarzy. No, romantyk… Sauriel był tak romantyczny, że gdyby żyli w czasach kebabów, to zaprosiłby Victorię na randkę do najbliższego kebsa.
- Początek lata byłby idealnym terminem na przyjęcie zaręczynowe. - Eryk skinął głową. Te pół roku (mniej więcej) powinno spokojnie wystarczyć, żeby wszystko zorganizować i upewnić się, że oba rody na tym skorzystają.
Jakże wspaniałe były wiedźmy, kiedy potrafiły same o siebie zadbać. Szczerze mówiąc to nie pomyślał nawet o zapewnieniu jej płaszcza, żeby nie zmarzła, żeby się o nią zatroszczyć. Bez słowa przesunął wzrokiem po odzieniu wierzchnim, prowadząc ją w całkowitej ciszy do ogrodu. A przynajmniej on tej ciszy nie przerywał. Głos jego kroków zupełnie niknął w cichym korytarzu. Otworzył przed kobietą drzwi i puścił ją przodem. Cienka warstwa śniegu pieszczotliwie pokryła cały ogród - i miało to swój niezwykły urok. Sople lodu zwisające z dachu, pomalowane mrozem okna, obszronione gałęzie drzew. On wyszedł tak, jak był w środku - nie kłopocząc się ubraniem. Puścił ją, kiedy wyszli i sam przesunął się na bok, by podeprzeć ścianę swoimi plecami i wyciągnąć z wewnętrznej kieszeni papierośnicę, patrząc na ten piękny, utulony do snu świat. Świat, któremu zazdrościł. Chciał usnąć razem z nim.[/b]
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.