Prawda była taka, że szczytem jego możliwości, było zachowanie spokoju. Spokoju oraz cierpliwości, niezbędnych do tego, żeby zrealizować plan. Krok po kroczku. Pokonując jeden etap i zaczynając kolejny. A później jeszcze następny. Dlatego też odetchnął z ulgą, kiedy Lorien ostatecznie zdecydowała się postawić stopę na zewnątrz. Kiedy do pierwszej stopy, dołączyła w sekundę później również ta druga. Pierwsza przeszkoda zdawała się tym samym pokonana. Ile jeszcze miało znaleźć się na tej drodze?
Nie komentując wypowiedzianych pod nosem słów, wskazał jej właściwy kierunek. Zaprowadził w stronę ścieżki, która miała prowadzić do wybranego miejsca. Wspomnianej chwilę wcześniej altanki. Wyłożona kamieniami, zaniedbana, zarośnięta. Zapomniana? Droga sama w sobie nie zachęcała. Podobnie jak sama okolica. Choć niegdyś musiała być urokliwa, dzisiaj nie poświęcano temu miejscu wystarczającej ilości czasu. Pozwolono na to, żeby z wolna popadało... może jeszcze nie w ruinę, ale to nie znaczyło, że nieruchomość była w dobrym stanie.
Mogło być tego widoku po części szkoda.
Choć niekoniecznie samemu Robertowi.
- Nie miałem okazji nigdy opowiedzieć Ci o tym miejscu. - nie pozwolił, żeby cisza, jaka pomiędzy nimi zapadła, trwała szczególnie długo. Wiedział, że choć czasami milczenie było złotem, wielokrotnie potrafiło też zbudować mur nie do sforsowania. Zwiększało dystans, który później ciężko było zmniejszyć. Mulciberowi zaś zależało na tym, żeby pewne kwestie naprawić. Poustawiać po swojemu. W taki sposób, który zapewniłby mu nowe możliwości działania. - Choć dla niewprawnego oka, może być to zaskakujące, nieruchomość ma swoje lata. Została wybudowana na przełomie XVIII i XIX wieku, następnie przekazana młodszej córce Anthony'ego Borgina. Ta zaś, po ślubie zmieniła nazwisko na Burke. Od tego momentu, dworek przekazywany był z matki na córkę. W roku 1925, trafił w ręce Ethel Avery, później Malfoy. - mówił, kiedy nieśpiesznie pokonywali kolejne metry; kiedy oddalali się coraz bardziej od drzwi wejściowych. Od posiadłości. Kiedy zamiast ścian budynku, obok nich znalazły się wreszcie coraz liczniejsze drzewa oraz krzewy. - W odpowiednim momencie, budynek miał trafić w ręce mojej starszej siostry, ale z racji na pewne... rodzinne zawirowania, nie otrzymały go ani ona, ani Niobe. - tutaj przez moment zwątpił w to czy opowiadanie o tym miejscu, to aby na pewno dobry pomysł. Zwłaszcza, że opowieść w pewnym momencie zahaczała o tematy mniej wygodne. Dotyczące również w pewnym stopniu spraw współczesnych. Odetchnął jednak, kontynuował. - Prawdopodobnie zdecyduję się przekazać go Sophie. Rzecz jasna w odpowiednim momencie. Na ten moment jest jeszcze zbyt młoda, rozt... - wreszcie spojrzenie natrafiło na to, czego zdawali się poszukiwać. Na cel tej krótkiej wycieczki. Niedługiego spaceru.
W odległości ledwie kilku metrów, znajdywała się niewielka, zaniedbana altanka. Nadal jednak mogąca zachwycić kogoś, kto był w stanie wyobrazić sobie to, w jaki sposób musiała wyglądać dawniej. Być może w czasach swojej świetności? Miejsce miało potencjał, który można było wyciągnąć na nowo. Przy odrobinie pracy. Poświęcając temu odpowiednią ilość czasu oraz wysiłku.
- Wygląda na to, że dotarliśmy na miejsce. - po tych słowach pozwolił, jeśli tylko Lorien miała na to ochotę, żeby kobieta odsunęła się od niego. Podeszła do altanki. Samodzielnie zbadała to miejsce. Zbliżyła się do niego. Doświadczyła?