21.12.2022, 13:46 ✶
Sauriel pomyślał sobie, że hej - jeśli to, co najgorsze, wyjdzie na samym początku, to potem gorzej już nie będzie… prawda? Oczywiście, że NIE prawda. Bo teraz mimo wszystko - było spokojnie. Byłeś niezadowolony, żeby nie powiedzieć, że nieszczęśliwy, że w końcu doszło do takiego targu, a z pewnością było to dla ciebie absolutnie niespodziewane. Kiedyś? Tak, jak najbardziej. Ale do kurwy nędzy kiedyś nie był trupem. Jak bardzo pojebanym trzeba być, żeby mimo to aranżować takie wydarzenia “towarzyskie” to tkwiło tylko w głowie jego rodziców i pozostawało poza jego zasięgiem. Brakowało jakoś również sił, żeby powiedzieć “nie”, trzasnąć drzwiami i nigdy nie oglądać się za siebie. Przede wszystkim jednak brakowało perspektyw. Nie był o tyle wielce niezadowolony, że minęła już chwila od powiadomienia o tej sprawie, pierwsze kłótnie były już za płotami (czy tam - za kotami, jakkolwiek to powiedzonko mugolskie leciało, bo nie pamiętał), teraz przyszło się zderzyć z tą rzeczywistością, która napinała go od wewnątrz. W tym domu miała się pojawić kolejna osoba. Kolejna, która będzie się plątać pod nogami. Już się zastanawiał, jaki pokój gościnny jej zorganizować, żeby nie tkwiła w jego jedynym, małym sakrum na tym padole. Już - znaczy nie teraz. Wcześniej.
No, to racja - koń nie gadał… ludzkim głosem. Bo tak poza tym to gadał - jak najbardziej! Nie były to najgłośniejsze zwierzęta na świecie, ale jak się już odezwały to całkiem konkretnie. W znaczeniu - Sauriel uważał je za całkiem głośne.
- Może. - Ilość połamanych przez niego różdżek w swojej karierze była zupełnie nie współmierna do ilości zaklęć, jakie przećwiczył. A głupi przecież nie był. Czego się za to zdążył też ku swojemu nieszczęściu dowiedzieć o przeciwnej stronie, to że nie była zahukaną lalunią, tylko pyskatą dziewoją.
- Gratuluję lat praktykowania. - Wytrwałości, zawziętości, bla, bla… nie, nie brzmiało to jak komplement, ale też nie jako zniewaga. Wszystko było wetknięte w ten sam, znużony ton. Nie podziwiał kujonów. Nie było w tym nic do podziwiania. Nauczyła się, wytrenowała swoje - no okej, brawo dla niej. Doceniał efekt końcowy, niekoniecznie drogę. No, przynajmniej w tym wypadku, nie w ogóle. Bo jak zostało zauważone - nic o niej nie wiedział i była dla niego zupełnie obcą, niechcianą w dodatku osobą w jego życiu. W dodatku chyba chwalipiętą! Aaale na jej następne słowa się uśmiechnął. Wyciągnął jeden kącik ust w górę, obnażył zęby na moment i nawet jakiś malutki błysk życia zawitał w tych matowych, martwych oczach. Na drobną chwilę.
- Mugol zamiast domowego skrzata… dobre… - Mruknął bardziej sam do siebie, z ukontentowaniem zaciągając się teraz papierosem i zlustrował ją spojrzeniem, jakby dopasowywał jej wygląd do zdania, które wypowiedziała. - Mogło być gorzej. Przynajmniej nie muszę ci zakładać torby na głowę. - Tak, dopiero teraz o tym pomyślał. Dopiero teraz się w sumie tak naprawdę swojej narzeczonej przyjrzał.
No, to racja - koń nie gadał… ludzkim głosem. Bo tak poza tym to gadał - jak najbardziej! Nie były to najgłośniejsze zwierzęta na świecie, ale jak się już odezwały to całkiem konkretnie. W znaczeniu - Sauriel uważał je za całkiem głośne.
- Może. - Ilość połamanych przez niego różdżek w swojej karierze była zupełnie nie współmierna do ilości zaklęć, jakie przećwiczył. A głupi przecież nie był. Czego się za to zdążył też ku swojemu nieszczęściu dowiedzieć o przeciwnej stronie, to że nie była zahukaną lalunią, tylko pyskatą dziewoją.
- Gratuluję lat praktykowania. - Wytrwałości, zawziętości, bla, bla… nie, nie brzmiało to jak komplement, ale też nie jako zniewaga. Wszystko było wetknięte w ten sam, znużony ton. Nie podziwiał kujonów. Nie było w tym nic do podziwiania. Nauczyła się, wytrenowała swoje - no okej, brawo dla niej. Doceniał efekt końcowy, niekoniecznie drogę. No, przynajmniej w tym wypadku, nie w ogóle. Bo jak zostało zauważone - nic o niej nie wiedział i była dla niego zupełnie obcą, niechcianą w dodatku osobą w jego życiu. W dodatku chyba chwalipiętą! Aaale na jej następne słowa się uśmiechnął. Wyciągnął jeden kącik ust w górę, obnażył zęby na moment i nawet jakiś malutki błysk życia zawitał w tych matowych, martwych oczach. Na drobną chwilę.
- Mugol zamiast domowego skrzata… dobre… - Mruknął bardziej sam do siebie, z ukontentowaniem zaciągając się teraz papierosem i zlustrował ją spojrzeniem, jakby dopasowywał jej wygląd do zdania, które wypowiedziała. - Mogło być gorzej. Przynajmniej nie muszę ci zakładać torby na głowę. - Tak, dopiero teraz o tym pomyślał. Dopiero teraz się w sumie tak naprawdę swojej narzeczonej przyjrzał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.