21.12.2022, 15:35 ✶
Bo to nie do końca tak wyglądało, jak było malowane. Szacunek był… dość odległym słowem dla tego typa. Tak miał. Żeby szanować innych trzeba by było jeszcze szanować siebie samego, mieć jakiekolwiek wartości w tym życiu, mieć… mieć coś w swoich rękach. Sauriel był miły tylko wtedy, kiedy się odpowiednio dużo napił, albo kiedy był odpowiednio wymęczony. W innych wypadkach - kiedy miał w rękach gitarę. W tych czasach jednak rzadko po ten instrument sięgał, żeby grać dla znajomych. Trudno ich mieć, kiedy wszystkich się odepchnęło i popaliło mosty. Kiedy mieć ich przy sobie nie chciałeś. Nie było też więc chęci na nawiązywanie nowych. I Sauriel nie zamierzał tutaj niczego utrudniać, ba! Miał nadzieję, że się dogadają - że każdy będzie chodzić własnymi ścieżkami i tyle. Konieczność spotykania się w jakichkolwiek okolicznościach będzie jak praca. Fakt, będzie gorzej. Bo na swoją miarę był teraz nawet sympatyczny. Nie warczał na nią, nie klął, nie unosił na nią ręki. Więęc… w zasadzie to całkiem miło! Oczywiście - znowu zależy to, jaką miarą mierzysz. To był rasowy kot o naturze dachowca i przywykł do biegania po dachach i dzikich ostępach. Ręka ludzka niekoniecznie była dla niego zachęcająca. Lecz tak, fakt - co to miało być za życie. I czemu na nie zasłużyli? Sauriel nad tym wielce nie ubolewał, to jest - chyba źle zostało ocenione podłoże jego wkurwu. Bo jego wkurwiała nie ta osoba, która tutaj stała, bo ona nie była niczemu winna. Wkurwiał go sam fakt, że taki zwyczaj handlu ludźmi istniał i miał się wręcz śpiewająco. I że chuja można z tym zrobić, jeśli nie chcesz sobie zrujnować życia i próbować ułożyć go na nowo na szczątkach i stosach.
- Mhm. - Resztki popiołu opadły na ziemię, a wraz z nimi to, czego wypalić się już nie dało. Nie wyglądała na taką, która by się miała zgodzić na to, żeby cokolwiek złego jej robić. A na pewno nie była tą, która dałaby się obrażać i nie miałaby na to nic do powiedzenia - już to udowodniła. Tak jak i to, że już ją urazić zdążył. A nawet się nie starał. Takie były fakty, że rodziny czystokrwiste szukały odpowiedniego łona, które urodzi odpowiednie dziecko. Ewentualnie pieniędzy, albo wpływów. Tak czy siak - dziecko miało się pojawić, bo przecież musiała zostać pociągnięta linia krwi. Na zewnątrz bardzo grzecznie, wewnątrz to był chyba cały spisek układany wiekami! Kto i kogo połączyć, kiedy i jak! Małżeństwa nigdy nie były w głowie… no dobra, może kiedyś były. Zastanawiał się, czy będzie miał wybraną miłą i sympatyczną żonę. Aktualnie o sympatiach ciężko mówić, ale teraz i jej nie oczekiwał. W zasadzie im dalej było tutaj od jakiegokolwiek “lubienia” tym bardziej mu to pasowało. Do pewnego stopnia, rzecz jasna. Bo wracanie do domu, żeby się wkurwiać JESZCZE BARDZIEJ niż już potrafił to było… och, brzmiało jak koszmar. Jego “mhm” brzmiało prawie jak potwierdzenie, że ma i zaprzeczenie, że przejmowanie się jej odmową nie byłoby żadnym problemem. - Dla królewny wszystko.
Zamilknął. Spoglądając na ten piękny śnieg, który koił i głaskał zmysły. Czekając, aż się na ogródek panienka napatrzy i wrócą do domu. Albo nie wrócą do niego wcale.
- Mhm. - Resztki popiołu opadły na ziemię, a wraz z nimi to, czego wypalić się już nie dało. Nie wyglądała na taką, która by się miała zgodzić na to, żeby cokolwiek złego jej robić. A na pewno nie była tą, która dałaby się obrażać i nie miałaby na to nic do powiedzenia - już to udowodniła. Tak jak i to, że już ją urazić zdążył. A nawet się nie starał. Takie były fakty, że rodziny czystokrwiste szukały odpowiedniego łona, które urodzi odpowiednie dziecko. Ewentualnie pieniędzy, albo wpływów. Tak czy siak - dziecko miało się pojawić, bo przecież musiała zostać pociągnięta linia krwi. Na zewnątrz bardzo grzecznie, wewnątrz to był chyba cały spisek układany wiekami! Kto i kogo połączyć, kiedy i jak! Małżeństwa nigdy nie były w głowie… no dobra, może kiedyś były. Zastanawiał się, czy będzie miał wybraną miłą i sympatyczną żonę. Aktualnie o sympatiach ciężko mówić, ale teraz i jej nie oczekiwał. W zasadzie im dalej było tutaj od jakiegokolwiek “lubienia” tym bardziej mu to pasowało. Do pewnego stopnia, rzecz jasna. Bo wracanie do domu, żeby się wkurwiać JESZCZE BARDZIEJ niż już potrafił to było… och, brzmiało jak koszmar. Jego “mhm” brzmiało prawie jak potwierdzenie, że ma i zaprzeczenie, że przejmowanie się jej odmową nie byłoby żadnym problemem. - Dla królewny wszystko.
Zamilknął. Spoglądając na ten piękny śnieg, który koił i głaskał zmysły. Czekając, aż się na ogródek panienka napatrzy i wrócą do domu. Albo nie wrócą do niego wcale.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.