01.05.2024, 22:11 ✶
Cathal był przystojnym mężczyzną, łatwo było zwrócić na niego uwagę wśród ludzi, niezależnie od rodzaju noszonego przez niego odzienia. Opalenizna też mu pasowała, chociaż ona sama nie czułaby się komfortowo z takim odcieniem skóry, głównie przez przyzwyczajenie do bladości. Była przekonana, że odpowiednie eksponowanie atutów nie jest kluczem w przypadku kogoś o zainteresowaniach i wiedzy Shafiqa, ale nie mogło zaszkodzić. Nie robiła tego w ordynarny lub też nachalny sposób, bo uznała, że damie tak nie wypada. Sztuką było pokazywanie swoich najlepszych stron z odpowiednią do tego dawką niewinności i obojętności, jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie. Nikt nie lubił kobiet, które zbyt nachalnie narzucały swoją aparycję lub też rozmowę, zdzierając z siebie cały rąbek tajemnicy i nutę, która musiała przecież pozostać dla wyobraźni.
- Tajemniczość zawsze w cenie, co? Zagadki, odkrywanie kolejnych kart.. - posłała mu rozbawione spojrzenie, jak zwykle zaskoczona drzemiącą w nim przebiegłością. Miała szczęście do wygadanych mężczyzn w swoim życiu, niemalże adwokatów diabła, którzy mieli odpowiedź na wszystko. I do tego odpowiednią, pasującą. Jego rozbawienie sprawiło, że sama się roześmiała krótko, kręcąc delikatnie głową. - Tak, jakby aranżacja salonu sprawiała wyzwanie komuś, kto przemierza pełne klątw i magicznych przedmiotów, starożytne korytarze. - zauważyła mimowolnie, posyłając mu krótkie i bezpośrednie spojrzenie, zarówno z nutą prowokacji, jak i kokieterii, ale nie miała niczego złego na myśli. Prawdę mówiąc, ciężko było wyobrazić go sobie w sytuacji, gdzie wybierałby meble pasujące do ścian i wspomnianą podłogę. Mężczyźni już chyba tak mieli. - Jestem ciekawa, co zrobiłbyś z takim salonem. Jaka byłaby wizja dobrego wnętrza, wedle Cathala? - stuknęła palcami w blat baru, nie przesuwając spojrzenia z twarzy blondyna. Na jego krótki komentarz, brwi jej nieco drgnęły, ale uśmiechnęła się tylko, nie odpowiadając werbalnie.
Przeniosła wzrok na wypełniony kolorowymi trunkami regał, barmana i nawet krótko omiotła spojrzeniem najbliżej znajdujących się ludzi. Kwiecisty, świeży zapach przyjemnie wpływał na i tak dobry już nastrój Cynthii, bo wszystkie te obciążające ją w ostatnich dniach myśli, zostawiła na zewnątrz. Nie była bogata, nie była też biedna. Była oszczędna, miała sporo dodatkowych zleceń — jak chociażby przygotowywanie maści czy eliksirów, małe praktyki uzdrowicielskie na boku lub pomoc z kwestiami spadkowymi, poprzez wydanie odpowiednich papierów po sekcjach zwłok. I większość tych rzeczy robiła z "dobroci serca", zbierając przysługi, niczym karty do talii. Nie potrzebowała obecnie galeonów, nigdy nie była chciwa i nie przykładała dużej uwagi do kwestii materialnych, ale ludzie lubili się odwdzięczać. Dostawała zaproszenia na różne wydarzenia socjalne, wejścia do kasyn lub restauracji, czasem pudła z ubraniem lub biżuterią. Nie ukrywając, Cynthia umiała powiedzieć odpowiednie rzeczy we właściwej chwili, co później zaowocowało. Normalnie nie wydałaby tyle na przyjście tutaj, były przyjemniejsze, lepsze miejsca i sposoby spędzania czasu.
- Nie, masz racje. Można czasem jednak udawać, że jest inaczej. Dobra reklama sprzyja traconym tu monetom, a mózg bardzo łatwo oszukać. - zgodziła się z nim, powracając tym samym uwagą do jego twarzy. Wzięła drinka, który został i uniosła kieliszek. - Na zdrowie Cathal, za dzisiejszy wieczór. I odrobinę szczęścia. - puściła mu oczko, a potem przysunęła napój do ust, kosztując z początku niewiele, aby potem zrobić konkretniejszego łyka. Smak był przyjemny, niebezpiecznie komfortowy i zwodniczy — znała takie alkohole, niepozorne, a później najmocniej uderzają do głowy. Nie był zbyt słodki, wyczuwalna była nuta limonki lub innego cytrusa, który wszystko równoważył. I tak przyjemnie pachniał, chociaż to zrzucała na efekt roślinności dookoła. - Trafili w Twoje gusta? - zapytała z ciekawością, nie mogąc ocenić na podstawie wyglądu walorów smakowych jego drinka. Nie spuszczając z niego wzroku, kolejny raz stuknęła w blat paznokciami, zdając sobie sprawę, że Cathal był nieprzyzwoicie przystojnym facetem, zwłaszcza w koszulach. Miał takie ładne ramiona. Czy zwróciła na to wcześniej odpowiednią uwagę? Przekręciła głowę na bok, zwilżając wargi, a potem uśmiechnęła się delikatnie, upijając kolejny łyk swojego drinka.
- Tajemniczość zawsze w cenie, co? Zagadki, odkrywanie kolejnych kart.. - posłała mu rozbawione spojrzenie, jak zwykle zaskoczona drzemiącą w nim przebiegłością. Miała szczęście do wygadanych mężczyzn w swoim życiu, niemalże adwokatów diabła, którzy mieli odpowiedź na wszystko. I do tego odpowiednią, pasującą. Jego rozbawienie sprawiło, że sama się roześmiała krótko, kręcąc delikatnie głową. - Tak, jakby aranżacja salonu sprawiała wyzwanie komuś, kto przemierza pełne klątw i magicznych przedmiotów, starożytne korytarze. - zauważyła mimowolnie, posyłając mu krótkie i bezpośrednie spojrzenie, zarówno z nutą prowokacji, jak i kokieterii, ale nie miała niczego złego na myśli. Prawdę mówiąc, ciężko było wyobrazić go sobie w sytuacji, gdzie wybierałby meble pasujące do ścian i wspomnianą podłogę. Mężczyźni już chyba tak mieli. - Jestem ciekawa, co zrobiłbyś z takim salonem. Jaka byłaby wizja dobrego wnętrza, wedle Cathala? - stuknęła palcami w blat baru, nie przesuwając spojrzenia z twarzy blondyna. Na jego krótki komentarz, brwi jej nieco drgnęły, ale uśmiechnęła się tylko, nie odpowiadając werbalnie.
Przeniosła wzrok na wypełniony kolorowymi trunkami regał, barmana i nawet krótko omiotła spojrzeniem najbliżej znajdujących się ludzi. Kwiecisty, świeży zapach przyjemnie wpływał na i tak dobry już nastrój Cynthii, bo wszystkie te obciążające ją w ostatnich dniach myśli, zostawiła na zewnątrz. Nie była bogata, nie była też biedna. Była oszczędna, miała sporo dodatkowych zleceń — jak chociażby przygotowywanie maści czy eliksirów, małe praktyki uzdrowicielskie na boku lub pomoc z kwestiami spadkowymi, poprzez wydanie odpowiednich papierów po sekcjach zwłok. I większość tych rzeczy robiła z "dobroci serca", zbierając przysługi, niczym karty do talii. Nie potrzebowała obecnie galeonów, nigdy nie była chciwa i nie przykładała dużej uwagi do kwestii materialnych, ale ludzie lubili się odwdzięczać. Dostawała zaproszenia na różne wydarzenia socjalne, wejścia do kasyn lub restauracji, czasem pudła z ubraniem lub biżuterią. Nie ukrywając, Cynthia umiała powiedzieć odpowiednie rzeczy we właściwej chwili, co później zaowocowało. Normalnie nie wydałaby tyle na przyjście tutaj, były przyjemniejsze, lepsze miejsca i sposoby spędzania czasu.
- Nie, masz racje. Można czasem jednak udawać, że jest inaczej. Dobra reklama sprzyja traconym tu monetom, a mózg bardzo łatwo oszukać. - zgodziła się z nim, powracając tym samym uwagą do jego twarzy. Wzięła drinka, który został i uniosła kieliszek. - Na zdrowie Cathal, za dzisiejszy wieczór. I odrobinę szczęścia. - puściła mu oczko, a potem przysunęła napój do ust, kosztując z początku niewiele, aby potem zrobić konkretniejszego łyka. Smak był przyjemny, niebezpiecznie komfortowy i zwodniczy — znała takie alkohole, niepozorne, a później najmocniej uderzają do głowy. Nie był zbyt słodki, wyczuwalna była nuta limonki lub innego cytrusa, który wszystko równoważył. I tak przyjemnie pachniał, chociaż to zrzucała na efekt roślinności dookoła. - Trafili w Twoje gusta? - zapytała z ciekawością, nie mogąc ocenić na podstawie wyglądu walorów smakowych jego drinka. Nie spuszczając z niego wzroku, kolejny raz stuknęła w blat paznokciami, zdając sobie sprawę, że Cathal był nieprzyzwoicie przystojnym facetem, zwłaszcza w koszulach. Miał takie ładne ramiona. Czy zwróciła na to wcześniej odpowiednią uwagę? Przekręciła głowę na bok, zwilżając wargi, a potem uśmiechnęła się delikatnie, upijając kolejny łyk swojego drinka.