Nie był typem człowieka, który się nadmiernie śpieszył. Zamiast czasu, liczyła się dla niego przede wszystkim dokładność. Precyzja w podjętych działaniach. Dopilnowanie każdego jednego szczegółu. Upewnienie się w tym, że zapięty został każdy jeden guzik koszuli. Można było zaobserwować to nawet teraz. W tym konkretnym momencie. Wszak minuty mijały, a on nadal nie przeszedł do właściwego tematu. Nie wspomniał nawet słowem o tym, co ich sprowadziło w to konkretne miejsce. A przecież nie mogło być tutaj mowy o zwyczajnym spotkaniu towarzyskim.
- Niektórych rzeczy się po prostu nie zapomina. - pozwolił sobie na to, aby te słowa wyszły z pomiędzy jego ust. Można było je zinterpretować w dość konkretny sposób. Tylko czy aby faktycznie miał to na myśli? Czy może bardziej zależało mu na takowym wrażeniu? Pozostawieniu takiego odczucia?
Zajął wolne miejsce, zajął fotel na przeciwko Very. Kiedy ta zdecydowała się unieść lampkę do toastu, odpowiedział tym samym. Następnie upił pierwsze dwa łyki. Primitivo zdecydowanie nie wpasowywało się w jego gusta, nie zamierzał jednak narzekać. Krytykować. Zdecydował się świadomie na właśnie taki dobór alkoholu. A skoro tak, to zamierzał wypić tego piwa, które sam sobie naważył.
Odkładając lampkę na niski stolik, kiwnął głową. Wcześniej się przygotował na to spotkanie. Dobrze wiedział, co zamierzał jej przekazać. Jak wiele informacji przedstawić. Nie mógł zabrnąć zbyt daleko, ryzykując że postanowi wystąpić z tym przeciwko niemu... ostrożność nadal była w cenie. Tyle tylko, że w tym konkretnym przypadku musiał ją delikatnie nadszarpnąć. Wyjść poza wyraźnie wyrysowane granice.
- Pamiętasz nasz pierwszy, wspólny, duży projekt? Jesień 1961 roku... październik? - zaczął od nawiązania do tego, nad czym pracowali dawniej. Krótko po tym, jak objął stanowisko kierownika komnaty. Miało to miejsce jeszcze przed jej przenosinami do Departamentu Tajemnic, ale tym właśnie zaowocowało. - Plany były szeroko zakrojone, we wszystko zaangażowanych wielu badaczy o różnych specjalizacjach. Wszystko po to, żeby na kwestie związane z zależnością pomiędzy mózgiem a magicznymi zdolnościami spojrzeć szeroko. Uwzględnić różne płaszczyzny. Nie udało nam się tego dokończyć, choć pod pewnymi względami projekt był naprawdę zaawansowany. Nie kontynuowaliśmy badań po moim odejściu... - bo i nie mogliśmy; bo wszystko zabrałeś. Aż prosiło się, żeby ten drobny szczegół wytknąć. Zwrócić na niego uwagę. Bo przecież gdyby nie był tak mocno podporządkowanym własnej rodzinie dupkiem, wiele spraw potoczyłoby się w zupełnie inny sposób. Nie tylko tych stricte naukowych. - ...ale nie znaczy to, że temat umarł śmiercią naturalną. Przez te wszystkie lata, różni badacze próbowali się ze mną kontaktować. Zachęcić do ponownego zaangażowania się w tego rodzaju bądź podobne badania. Do niedawna nie byłem jednak tym zainteresowany. Zmieniła to jednak seria listów. Zadbałem o to, żeby ukryć dane ich autora. Ale jeśli masz wątpliwości, może pozwolą Ci podjąć decyzje. Ja sam długo się wahałem. Wreszcie jednak musiałem przyznać, że jeśli nie tym razem, być może nie zrobię tego już nigdy. Podobna okazja, podobnie obiecująca współpraca może już się nie pojawić na horyzoncie.
Po tych słowach podniósł się z zajmowanego dotychczas miejsca. Podszedł do komody, na której - gdy zawiesić na niej spojrzenia na dłużej - zauważyć można było drewniane pudełko. Pudełko, które najwyraźniej nie było częścią wystroju tego pomieszczenia. Robert podniósł je, przyniósł. Podał Verze. Bez zbędnych komentarzy. Bez dalszych wyjaśnień. Odpowiednio wszystko przygotował. Dlatego nie otrzymała oryginałów a kopie. Kopie pokazujące, że człowiek o którym mowa działał od dawna. Nie zrażał się odmową. Brakiem odpowiedzi. Kontynuował obserwacje. Eksperymenty. Wszystko starannie zapisywał. Samodzielnie wykonał prawdziwy ogrom pracy, choć też nie była to praca pozbawiona pewnych błędów czy niedociągnięć. Te jednak przytrafić się mogły każdemu.
- Możesz na spokojnie się z tym zapoznać. Poczekam. - poinformował ją. I faktycznie nie zamierzał się stąd nigdzie ruszać. Decydując się na to spotkanie zadbał bowiem o to, żeby mieć na nie odpowiednio dużo czasu.