Stojąc przed sobą wzajem mieli sobie mnóstwo rzeczy do powiedzenia. Mnóstwo rzeczy, o których Sauriel milczał. Nie każda z nich powinna zostać wyśpiewana - tak mówił. Nie każda z nich powinna mieć odbicie w rzeczywistości, w której nie było czerni-bieli, była szarość. Wieczna, pierdolona szarość. Albo niebieski. Całe jego życie było w końcu niebieskie, tak mogłoby się wydawać. On widział je bardziej w ołowiu, jak ta aura, która mówi o tragedii. Potem ołów przechodził jedna w czerń, w której już miejsca dla białych kwiatuszków brakowało. Możliwość zawrócenia z drogi była realna jeszcze parę morderstw temu. Parę tygodni temu, zanim Czarny Pan gratulował mu narzeczeństwa. Parę gróźb temu, nim sam zamoczył swoje nogi w górnie Podziemnych Ścieżek. Byli w pięknym pałacu, w którym pewnie każdy czułby się jak w bajce. Niejedna osoba chciałaby tutaj zamieszkać, ale teraz, w tych ciemnościach nocy, jawił się bardziej jako upiorny. Nawet on odczuwał respekt przed echem duchów historii, jakie żyły w tych ścianach i nigdy nie wynurzały się na światło dnia, nawet te księżycowe. Nie musiały się ujawniać. One tam były. Przez cały czas tam tkwiły - a on to czuł całym sobą. Nawet jeśli nie wyglądał na osobę, która kochałaby historię, to przecież pochłaniał ją namiętnie.
- Katarzyna Medycejska patronowała kiedyś chłopcu, który miał nieszczęście urodzić się z paskudną klątwą owłosienia. Przypominał przez to Bestię. Był zabawnym kuriozum dworu. Królowa stwierdziła, że zrobi eksperyment i sparowała go ze służką, żeby zobaczyć, co wyjdzie z ich dzieci. Kiedy królowa zginęła trafili do Włoch i byli rozdzielani i rozsyłani po dworach jak zwierzęta. - Podzielił się ciekawostką, kiedy tutaj tak się rozglądali.
Wzruszył ramionami z wilczym uśmieszkiem, paskudnym, kiedy powiedziała, a raczej zapytała, że co niby jest w nich pierdolniętego.
- Nie wiem, Skarbie, wszystko? Więcej niż nic. - Nie byli normalni. Tworzyli nienormalną parę, nienormalną znajomość, ona była aurorem, on Śmierciożercą, byli skazani na życie w przeciwnych światach i kiedyś - walkę ze sobą. Myślał o tej chwili. Zabierała mu chwile przemyślenia, które nie niosły ze sobą żadnych emocji, bo chociaż wydawało się to nieuniknione to nie miał takiej wyobraźni, żeby sprowadzić na siebie takie nieszczęście i się w nie wczuć. Był więc suchy fakt bez pokrycia. Na pewno odległy! Mógł sobie powtarzać, że macha na to ręką, zanim do tego dotrze na pewno coś się wymyśli. Albo i nie. Więc tak - widział ją w różnych wydaniach i każde z tych wydań lubił. Może poza tym, jak przeklinała, bo psuło mu to odbiór swojej babygirl i zakrawało na jakąś abstrakcję, która wywracała głowę i pozostawiała skrzywionym. Victoria była za ładna i za kochana na takie BRZYDKIE SŁOWA. Czasem go wkurwiała, ale hej - każdy go wkurwiał. Czasem chciał powiedzieć, żeby dała sobie spokój, ze wszystkim, żeby go nie męczyła, a potem chciał, żeby jednak męczyła i potrafił żałować, że miał tak nos na kwintę. Zapominał regularnie o drugiej stronie. O tym, jak ona się z tym czuła. Zaczął iść taką gładką ścieżką, gdzie jak najmniej rzeczy powinno dotykać, ale to się nie udawało. Nie do końca. Nawet jeśli czasami łapał naprawdę stabilny grunt.
- Rzeźba za rzeźbę? Zaskoczę cię - żadnej nie mamy ze sobą. - Jakie kurwa oko za oko, o co typowi chodziło? W pierwszej chwili Sauriel się spiął, ale teraz się wyprostował, skrzywił i zaplótł ręce na klatce piersiowej, rozglądając z tą kwaśna miną dookoła. - To pewnie jakiś prank... - Mruknął cicho do Victorii, żeby niekoniecznie całe to zamczysko porwało jego słowa dalej.
- Prank... - W jego głosie zabrzmiała kpina. Sauriel zrobił dziwną miną, uniósł jedną brew ku górze i skrzywił się z jeszcze większym niezadowoleniem. - TO byłby prank. - Zabrzmiało pstryknięcie palców, albo już Saurielowi się wydawało. W następnej chwili Sauriel grzmotnął o ziemię. Grawitacja stała się siłą, z którą nie mógł wygrać. - Albo to. - Kolejne pstryknięcie palców i Victoria poleciała na ścianę, przyszpilona do niej. - Jedno z was tutaj zostanie w zamian za moją rzeźbę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.