Przeklną w myślach kiedy tylko zrozumiał, że jego zaklęcie nie powstrzymało alarmu. Choć czar nieudany, zdążył się zorientować, że albo jego ingerencja w magiczne zabezpieczenie, albo już sama obecność śmierciożerców mogła je uruchomić. Wiedział, że cokolwiek było połączone z alarmem po drugiej stronie połączenia, przekazało sygnał o wtargnięciu do mieszkania. Zamierzał od razu poinformować towarzyszy.
- Alarm został uruchomiony, za chwilę ktoś się tu zjawi... - syknął rozdrażniony półszeptem w kierunku pozostałej dwójki. Nie tracił już więcej czasu na podejmowanie kolejnej próby wyciszenia alarmu, właściwie i tak było już za późno. Rzucił spojrzeniem po wnętrzu i szybko doszedł do tego samego wniosku co zapewne pozostali. Płomienie które rozprzestrzeniły się po mieszkaniu na Horyzontalnej nie pochodziły z "naturalnego" źródła. Coś, albo prędzej ktoś musiał wywołać pożar odgórnie, ponieważ ślady spopielenia resztek przedmiotów oraz mebli rozchodziły się, mniej więcej, równomiernie. Kominek nie wyglądał jakby to z niego miały wydostać się płonienie, które strawiły wnętrze. Świece, oraz lampy również na to nie wskazywały. Z tego samego powodu, domyślał się, że nic większego nie zostało stąd zabrane, a przynajmniej żadne ciało, po którym musiałby zostać przynajmniej jakiś ślad.
- Zabierzcie stąd po jednej, niespalonej rzeczy i wycofujemy się. - rzucił krótko i oschle. Nie dostrzegał tutaj niczego, czegoś co byłoby warte by zostać tu dłużej i ryzykować konfrontację z nadciągającymi służbami. Kiedy zwrócił się tak do Rudolfa oraz Nicholasa, sam podszedł bliżej lusterka, które ocaliło się przed pożarem i zabrał je, wciskając w kieszeń spodni. Spodziewał się, że być może uda znaleźć się im tutaj coś więcej, coś co poprowadzi śledztwo dalej. Niestety będą musieli pocieszyć się tylko tym co zastali. Louvain Odwrócił się jeszcze na moment w stronę towarzyszy i sugestywnie kiwnął głową na znak. Czas naglił, dlatego teleportował się stąd w bezpieczne miejsce.