Opcje wyjścia uszczuplały się - aktualnie przynajmniej o dwie. Ona nie mogła się teleportować i też nie mogła wyjść głównymi drzwiami. Czy zaklęcie zostało rzucone na drzwi, czy może jednak na nią? A może zaklęcie było rzucone na całe zamczysko i teraz to było przepychanie się z niewidzialną siłą, z którą walka skazana była na porażkę od startu? To na razie tylko dwie skreślone pozycje. Jeszcze można sprawdzić okna. Tak, okna. Albo spróbować sobie zrobić wyjście samodzielnie, w ścianie, tylko niekoniecznie tutaj. Chyba nikt nie był aż tak pojebany (poza Czarnym Dzbanem, ale to inna liga), żeby rzucać jakieś popierdolone zaklęcie na cały zamek? Wydawał się naprawdę duży z zewnątrz! Chyba że to nie było żadne zaklęcie. Może to była jakaś klątwa? Właśnie. Sukienka? Może sukienka była przeklęta? Myślenie niekoniecznie było czymś, co Sauriel robić lubił i może jeszcze sobie o tym przypomni, ale jak na razie ta powalająca czynność, jaką to myślenie było, pochłaniało go całego. Na tyle, żeby nawet zapominać się denerwować na te wszystkie małe elementy, na które składało się to felerne wydarzenie.
- Zajebiście. - Napięcie było już słyszalne w jego głosie i potencjalnie zwiastujące zbliżające sobie przypomnienie o tym, że irytować się powinien. Imponujące, co? Dla niego imponujące było to, że Lestrange w każdej sytuacji potrafiła zimną krew zachować, a myślenie przychodziło jej zupełnie naturalnie. Że nie była leniwa, a życie też jej nie rozleniwiało. Że walczyła, chociaż ta bezsilność za często ją stopowała. To była kobieta, która naprawdę zasługiwała na coś od życia. Tym nie mniej ze wszystkich rzeczy, o jakie można było walczyć teraz to on zawalczył akurat o fotkę. Wzruszył nieco ramionami, łapiąc fotografię, którą zaczął machać w powietrzu. Musiała w końcu wystygnąć, żeby obraz na pewno się dobrze zapisał, nie rozmazał... w sumie nie wiedział, co dokładnie mogłoby się z tym zdjęciem stać, ale chyba nic dobrego. Był słowny, a kiedy ktoś chciał czegoś w zamian to dotrzymywał obietnic, bo tak należało funkcjonować. Nawet draby z Nokturna musiały mieć jakieś zasady, inaczej ich pokraczne społeczeństwo rozsypałoby się w pył pod naporem "tych dobrych" i wszystkich stróżów prawa próbujących się dobrać do ich tyłków.
- Działa. - Nic się nie psuło pod względem zaklęć. Czy to pytanie miało jakieś drugie dno? Było podchwytliwe? Robiło się takie, kiedy zastanawiałeś się nad tym, że odpowiedź wcale nie jest oczywista. - Przynajmniej moje zaklęcia działają. Tylko chuja robią. - Otworzył ramiona, chcąc pokazać galerię przed nimi. Był pewien, że nie znajdą tam nawet małej ryski, kiedy wejdą po schodach, ale też nie miał ochoty tego sprawdzać aktualnie. - Chodź... - Chciał powiedzieć, że "chodź, przejdziemy się i zobaczymy, czy znajdziemy inne wyjście", ale się zatrzymał, bo zobaczył, jak Victoria walczy z sukienką, jakby naprawdę ją coś nawiedziło czy opętało. - Co ty robisz? - Głos miał zdystansowany, a minę nietęgą - skrzywił się, patrząc, jak kobieta próbuje wygrzebać się z tej sukienki, stojąc teraz boso na zimnej posadzce. Co to był za bunt? Granie na przekór, prawie jak swoim rodzicom, tylko że przy nakazach jej matki nie było siłowego wydostawania się z sukienek, jakie Isabella jej powybierała. - Przestań się kurwa z tym gównem szarpać i chodź. W domu się z tego wydostaniesz. - To dopiero ten poltergeist (czy ktokolwiek to był, albo cokolwiek to było) miałby ubaw i odpowiednie widoki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.