15.05.2024, 17:24 ✶
Starała się stanąć znów na lodzie, co nie należało do łatwych, gdy miało się buty które z założenia miały dodawać centymetrów, a tak naprawdę gwarantowały w tych warunkach skręcenie kostki. Dlatego po chwili zrzuciła je na lód i wzięła w rękę, stając swoimi bosymi stopami na koszmarnie zimnym lodzie. Co dla osoby trzeźwej było oczywiste, Vior jednak w tej chwili wydała z siebie odgłos nieprzyjemnego zaskoczenia.
Nie takie rzeczy jednak się robiło.
Po chwili ruszyła za Neilem przy czarownych schodach, które tak jak cała reszta miały w końcu zniknąć, przywracając wieżę do jej pierwotnego stanu.
Tak naprawdę nie wiedziała jak się czuje. Kilka chwil temu prawie utonęła, w jej głowie nadal szumiało od alkoholu, a jednak gdzieś tam kryła się pewna iskierka radości i ekscytacji. Która coraz bardziej jednak zalewało kłębiące się w niej zmęczenie. Chciała wrócić już do domu, wysuszyć się i położyć spać. Znała ten stan, gdy przy nagłym skoku adrenaliny nagle dochodziło otrzeźwienie.
Chciała jak najszybciej mieć za sobą jego skutki i wrócić do swojej codzienności. Chyba. Tak naprawdę nie była pewna, czy lubiła jednak swoją aktualną codzienność. Szczególnie, gdy dzisiejsze robienie głupot okazało się tak przyjemne. Nie licząc przymusowej kąpieli.
- Nie wiem, czy ktokolwiek na poważnie pomyślałby kiedyś o byciu moim mężem. Ej, ale ja bym w sumie robiła za dobrego męża. Wiesz, bo muszę znaleźć sobie kogoś, kto mnie będzie wyciągał z barów i mi gotował, no nie? Albo mogłabym mieć męża i żonę, o! Chociaż nie, bo wtedy bym im pewnie nie była potrzebna. Dobra, nie ważne, po prostu nie nadaję się chyba do tego całego małżeństwa, domków z malowanymi płocikami i gromadki dzieci. Najwyżej zdechnę jako stara panna jak się już mną wszyscy znudzą. - Wzruszyła ramionami, bo podejrzewała, że lepszy los w ostateczności nie będzie jej czekal. A póki co, korzystała z tego, czego mogła. Z ewentualnych, chwilowych momentów szczęścia.
Zakończyła swój wywód w momencie, gdy zatrzymali się u szczytów improwizowanego wejścia na most. Spojrzała przez ramię Neilowi, stąpając na palcach, zastanawiając się, czemu nie idą dalej, natrafiając na twarz bardzo niezadowolonego bumowca, który nie wiadomo czemu się tu znalazł. No dobrze, może to przez rzucanie zaklęć na prawo i lewo.
Chyba mieli kłopoty.
- Dobry wieczór panie władzo, piękna noc prawda? Mieliśmy miłą, romantyczną przejażdżkę łódką, ale jak widać napotkaliśmy małe problemy. - Mówiła, robiąc smutne oczy, które zapewne wyglądałyby przekonująco, gdyby nie to, że ledwo stała prosto na nogach i zionęło od niej gorzałą.
Czuła, że to nie wystarczy, zrobiła więc jedną rzecz, którą zawsze robiła w podobnych sytuacjach. Postanowiła rzucić urok.
Spojrzała funkcjonariuszowi w oczy, uśmiechając się przy tym i machając różdżką za plecami Neila, by na końcu rzucić zaklęcie zza jego ramienia.
- Wypuści nas pan i zapomni jak dokładnie wyglądaliśmy, dobrze? - nie miała pojęcia czy to zadziała. Dlatego złapała Neila za nadgarstek, gotowa w każdej chwili dać nogę.
Rzut na zauroczenie bumowca
Nie takie rzeczy jednak się robiło.
Po chwili ruszyła za Neilem przy czarownych schodach, które tak jak cała reszta miały w końcu zniknąć, przywracając wieżę do jej pierwotnego stanu.
Tak naprawdę nie wiedziała jak się czuje. Kilka chwil temu prawie utonęła, w jej głowie nadal szumiało od alkoholu, a jednak gdzieś tam kryła się pewna iskierka radości i ekscytacji. Która coraz bardziej jednak zalewało kłębiące się w niej zmęczenie. Chciała wrócić już do domu, wysuszyć się i położyć spać. Znała ten stan, gdy przy nagłym skoku adrenaliny nagle dochodziło otrzeźwienie.
Chciała jak najszybciej mieć za sobą jego skutki i wrócić do swojej codzienności. Chyba. Tak naprawdę nie była pewna, czy lubiła jednak swoją aktualną codzienność. Szczególnie, gdy dzisiejsze robienie głupot okazało się tak przyjemne. Nie licząc przymusowej kąpieli.
- Nie wiem, czy ktokolwiek na poważnie pomyślałby kiedyś o byciu moim mężem. Ej, ale ja bym w sumie robiła za dobrego męża. Wiesz, bo muszę znaleźć sobie kogoś, kto mnie będzie wyciągał z barów i mi gotował, no nie? Albo mogłabym mieć męża i żonę, o! Chociaż nie, bo wtedy bym im pewnie nie była potrzebna. Dobra, nie ważne, po prostu nie nadaję się chyba do tego całego małżeństwa, domków z malowanymi płocikami i gromadki dzieci. Najwyżej zdechnę jako stara panna jak się już mną wszyscy znudzą. - Wzruszyła ramionami, bo podejrzewała, że lepszy los w ostateczności nie będzie jej czekal. A póki co, korzystała z tego, czego mogła. Z ewentualnych, chwilowych momentów szczęścia.
Zakończyła swój wywód w momencie, gdy zatrzymali się u szczytów improwizowanego wejścia na most. Spojrzała przez ramię Neilowi, stąpając na palcach, zastanawiając się, czemu nie idą dalej, natrafiając na twarz bardzo niezadowolonego bumowca, który nie wiadomo czemu się tu znalazł. No dobrze, może to przez rzucanie zaklęć na prawo i lewo.
Chyba mieli kłopoty.
- Dobry wieczór panie władzo, piękna noc prawda? Mieliśmy miłą, romantyczną przejażdżkę łódką, ale jak widać napotkaliśmy małe problemy. - Mówiła, robiąc smutne oczy, które zapewne wyglądałyby przekonująco, gdyby nie to, że ledwo stała prosto na nogach i zionęło od niej gorzałą.
Czuła, że to nie wystarczy, zrobiła więc jedną rzecz, którą zawsze robiła w podobnych sytuacjach. Postanowiła rzucić urok.
Spojrzała funkcjonariuszowi w oczy, uśmiechając się przy tym i machając różdżką za plecami Neila, by na końcu rzucić zaklęcie zza jego ramienia.
- Wypuści nas pan i zapomni jak dokładnie wyglądaliśmy, dobrze? - nie miała pojęcia czy to zadziała. Dlatego złapała Neila za nadgarstek, gotowa w każdej chwili dać nogę.
Rzut na zauroczenie bumowca
Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana
Akcja nieudana