Czas nie miał w tym momencie znaczenia. Robert cierpliwie czekał. Był skłonny oferować go kobiecie w takich ilościach, w jakich potrzebowała. Popijając wino, które niekoniecznie wpasowywało się w jego gusta, wciąż przyglądał się Verze. Obserwował jak zapoznaje się z otrzymaną korespondencją. Z jej zawartością. Studiuje list za listem, nieświadoma tego, spod czyjego pióra wyszło każde jedno słowo. Zabawna rzecz, bowiem autora musiała znać. Rodolphus Lestrange od pewnego czasu pracował bowiem w tej samej komnacie. Był niewymownym. A pewien czas nie oznaczał w tym przypadku ledwie kilku tygodni.
Kiedy skończyła, z jej strony padło pytanie, na które również był niejako przygotowany. Długo wszak zastanawiał się nad tym, kogo konkretnie należało zrekrutować. Zaprosić do wspólnego kontynuowania badań. To nie była łatwa decyzja. To nie było coś, co wpadło mu do głowy podczas śniadania, pomiędzy kolejnym kęsem kanapki a łykiem gorącej wciąż kawy. Dał sobie na to wszystko wystarczająco dużo czasu. Każdą jedną opcje przeanalizował. Wziął pod uwagę jej wady, zalety, potencjalne komplikacje, które mogły wyniknąć. I wreszcie podkreślił dwa nazwiska. Jedno zupełnie nowe, z polecenia zaufanego człowieka. Drugie natomiast brzmiące Vera Travers.
Przy pomocy jakich słów powinien jednak przekazać jej odpowiedź? Zwłaszcza w kontekście łączącej ich niegdyś relacji. Więzi. Wspólnej historii. Urazy, którą ciemnowłosa miała pełne prawo wciąż w stosunku do niego odczuwać. Doskonale wiedział, że podjęte w tamtym czasie decyzje, postawiły ich po dwóch przeciwnych stronach. Uczyniły z nich ludzi, którzy choć dawniej byli sobie bliscy, po tych wszystkich latach znali już tylko dawniejsze wersje siebie.
Czas bowiem nie przestał płynąć nawet na chwilę. I nie był on bez znaczenia w stosunku do tego, w jakim miejscu każde z nich znajdywało się obecnie. To on, to wszystkie kolejne wydarzenia, ukształtował ich takimi jakimi byli dziś. Jak bardzo różnili się od tych ludzi, którymi byli dawniej?
- Jesteś jedną z najbardziej wyjątkowych kobiet, jakie miałem okazje poznać. Nie tylko inteligentną, ale zarazem nieobawiającą się sięgnąć po to, czego potrzebujesz. Zawsze wiedziałaś czego chcesz i konsekwentnie do tego dążyłaś. Wiem, że jeśli dojdzie do tej współpracy, nie będę musiał obawiać się, że wycofasz się na widok tego, czego będzie wymagała od nas nauka. Dokonanie postępu. I przede wszystkim… - tutaj dało się wychwycić, że coś w jego spojrzeniu się zmieniło. - …zasługujesz na to, żeby móc dokończyć to, w co włożyłaś niegdyś prawdziwy ogrom pracy. Wiem, że tamta decyzja nie była właściwa, ale nie mogłem postąpić inaczej. Nie przeproszę za to, bo to było w tamtym czasie właściwe. Najlepsze dla was wszystkich.
I tutaj też nie kłamał. Naprawdę wierzył, że tamte działania były właściwe. Tamte decyzje, które podjęła jego rodzina. Nie mogli tego wszystkiego zostawić z zyskiem dla ludzi stojących po stronie Nobby’ego Leacha. Szlamy, która cudem objęła fotel Ministra Magii. Nie mogli pozwolić na to, żeby odkryto na jak wiele pozwalano w Departamencie Tajemnic i jak często nie tylko balansowano, ale też przekraczano granice tego, co było dozwolone. Każdy kij ma dwa końce, a w przypadku tego konkretnego, obydwa były paskudne.