Poczekał, aż Nicholas upora się ze wszystkim i tylko obserwował, jak macha różdżką i przejrzysta łuna migocze po jego mieszkaniu. Zaklęcia ochronne osiadały na miejsce. Przed kim się tak mocno chronił i czy powinien pytać? Wolał nie. Im człowiek mniej wiedział, tym lepiej spał, a wtykanie nosa w nie swoje sprawy nie było jego domeną. Co najwyżej zagaiłby temat, gdyby tutaj zostali i przyszło mu tego miejsca pilnować. Wtedy pytałby, czego się obawiają, że wymaga to tyle zachodu. Pytałby o to Nicholasa, bo go lubił - to taka taryfa ulgowa dla braci-w-potrzebie Śmierciożerców. Więc kiedy obwieścił, że jest gotowy i że się teleportują, podał mu rękę, żeby ich przeniósł. Ale zamiast teleportacji dostał w łapę jakąś torbę. Uniósł jedną brew pytająco, spojrzał na pakunek, potem na Nicholasa. Pytanie miał wymalowane na twarzy, nawet nie trzeba było go zadawać. Odpowiedź się nie pojawiła - została jedynie oddalona w czasie. Wyciągnął więc drugie łapsko i takim sposobem znaleźli się po drugiej stronie tęczy. Czyli tam, gdzie trzeba było coś namieszać. I popsuć. Do czego innego potrzebowałby go Travers?
- Rozgościłbym się, gdyby była. - Chociaż fakt, gdyby nawinął mu się jakiś dobry trunek pod rękę czy syropki, co zastępowały dragi... ale to po pracy! Przecież nigdy nie zawiódł nikogo, jeśli chodzi o skuteczność wykonywania zadań. Teraz nie mogło być inaczej, szczególnie (tym bardziej!), że prośba o pomoc była przyjacielska. Podpisano cyrograf z Diabłem, Diabeł kiedyś poprosi o zwrot inwestycji. Czarny Kot bardzo poważnie traktował rachunek przysług.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokój jak pokój - niczego ciekawego nie prezentował. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zanotował położenie okna, spojrzał na drzwi i zrobił ku nim kilka kroków, żeby nacisnąć na klamkę i spróbować je otworzyć. Wolał mieć pełne pojęcie o tym, gdzie był i co się z tym miejscem jadło. Skoro zaś lokatorki miało nie być... coś tam było z tym rozgaszczaniem się, ale przecież nie zamierzał jej okradać! Wychylił się na korytarz, spojrzał na jego ukłąd i cofnął do pomieszczenia, zamykając je za sobą. Przynajmniej na ten moment. Zaraz miał się dowiedzieć, co to była za enigmatyczna wycieczka, na którą został zaproszony.
- Złapałem typa, odjebałem mu łeb, a potem spaliłem jego ciało. - Sauriel sięgnął po fajkę wsuniętą za ucho i odpalił ją, zaciągając się dymem. - A co?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.