Ponoć ludzie mieli swoją ścieżkę z góry zapisaną, tylko nie każdą ścieżkę mogliśmy dojrzeć. Ukryte za gęstwinami drzew i krzewów, pochowane za psiankami i innymi kwiatami, niknąca w trzcinie stawu, bo ktoś za blisko jego granic ją wyznaczył. Inne przebiegały przez dżungle, gdzie walczyłeś nie tylko o to, żeby cokolwiek widzieć, ale i o to, żeby się przedrzeć. Potem starałeś się przetrwać - co jedno wyzwanie to było trudniejsze, cięższe. Dziki tygrys, który mógł wpaść na ciebie z pazurami to jeden z największych drapieżników, ale były też te małe i całkiem niepozorne, kryjące się w listowiu. Nie chciały cię skrzywdzić celowo - one jedynie broniły się przed tobą, wielkim drapieżnikiem, który wkroczył do ich królestwa. Skoro jednak nie mogliśmy dokładnie tej przyszłości poznać, a ta krótkoterminowa była do uniknięcia, to warto było ciągle o to walczyć. To była nadzieja. Nadzieja na to, że będzie nam lepiej, że nawet kiedy przyjdą te złe chwile to nie będą ciągiem. Że nie zostaliśmy przegrani na starcie, a ten bunt nie był wpisany w krew. Lecz to wcale nie była prawda. Być może mugole byli wolni od tych wszystkich nici, które zaplatały życie, zanim to opuszczało łono. Kiedy się urodziłeś, jakie nadali ci imię, co się działo podczas narodzin - wszystko cię kształtowało. Potem szlifowała rzeczywistość wokół ciebie. Sauriel nie mógł być normalny już od początku swoich narodzin, bo za daleko temu było do jakichkolwiek norm. Po tylu latach i przekleństwach względem tego, co się stało, nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia. Było i przeminęło. Był tylko odcisk, jak jedna z blizny, które zostały na ciele. Ten jeden odcisk był niewidoczny.
- Ay, mówiąc o świeceniu dupą myślałem, że sam bym zdzierał z siebie kurwa te szmaty, jakby były tak zjebanie żołte. - Jak takie cytryny rodem wywiezione ze słonecznych Włoch. I innych krajów, gdzie akurat hodowano ten wspaniały owoc. Słodziutki, ale w Anglii ceniło się akurat te kwaśne z jakiegoś absurdalnego powodu. Słodkie rzeczy były dobre, najlepsze wręcz. W tamtym momencie, jak powiedziała, że to może sukienka jest przeklęta to w zasadzie zmienił zdanie. Bo miała rację, tak mogło być. Na szczęście zanim jednak namówił ją, żeby próbować, pojawiły się jakieś inne alternatywy. Z czego jedna z nich naprawdę zadziałała.
- No to gówno anielskie, co trzymasz w ręku. - Wskazał na tę sadzonkę, która została zajumana prosto z zamczyska, to znaczy... nie prosto z zamczyska, bo rosła sobie w ogrodzie, ale to był teren zamku, więc jednak z zamczyska? ANYWAY... Cieszyło go to, że właściwie będzie miała z tego pamiątkę. I sam jak będzie na te kwiaty patrzeć to będzie wspominał tę szaloną przygodę, którą tutaj odbyli. Wyciągnął do niej dłoń i złapał ją, tylko uniósł brew jedną, kiedy oznajmiła, że będzie odliczać. Kąciki ust mu drgnęły ku górze.
Puścił ją dopiero, kiedy znaleźli się w domu.
- Nie było ani raz, ani trzy, chujowa jesteś w liczeniu. - Sięgnął do kieszeni po fajkę, żeby wyciągnąć jedną i zapalić. Tylko spojrzał pod nogi, czy czasem małe kudłate gówienko (najsłodsze na świecie) się między nimi nie zaplątało, żeby nie daj Bóg zrobić mu krzywdę. Koty potrafiły się plątać między nogami i próbować zabić ciebie razem ze sobą. Te małe już w ogóle tego nie kontrolowały i wydawało im się chyba, że jak one idą to cały świat drży w podstawach. - I żyli dłuugo i szczęśliwie. Konieeeec. - Machnął ręką prawie jak aktor na scenie, który zaraz będzie się kłaniać publiczności. - Romantyczna bajka o królewnie ze złego zamku porwanej przez czarnoksiężnika i jej koniu na białym rycerzu. Czy tam... rycerzu na białym koniu. - Otworzył ramiona, prezentując się w całej okazałości z szerokim uśmiechem. - Patrz... zajebiście wyszłaś. - Sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął to zdjęcie, które jej zrobił. Wyglądała naprawdę ślicznie. - Prawdziwa księżniczka.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.