Oby Victoria stanęła na dobrej stronie drogi, kiedy w następnym półroczu przyjdzie stanąć przed drogowskazem. Bez napisów, tajemniczym, z zamazanymi śladami stóp, którymi ktoś mógł wyznaczyć bezpieczniejszy cel. Ach, tak. Przecież nikt tędy jeszcze nie przeszedł, bo to była tylko jej droga. Ale czy na pewno? Podzieliła się życiem z kimś, kogo dawno tutaj nie było. Z kimś, kto przetarł jeden ze szlaków i wybrał drogę zatracenia. Postanowił poświęcić życia innych za swoje własne, swe jedyne. Tam prowadziła droga, której cienie wbijały ciernie w skórę. Ponura i upiorna, ale Victoria się nie bała. Ona prawie niczego się nie bała. Kiedy nawet strach podchodził pod jej skórę to motywowało ją to tylko i wyłącznie do tego, żeby poczuć coś jeszcze, co sprawi, że wartość życia tylko zostanie podbita. Jej, wszystkich wokół. Nie była beznadziejną altruistką, ale nie była też bez serca. O ludzi trzeba walczyć i trzeba ich ratować, ale nie możesz zaprzedać swojego własnego życia w walce o sprawę straconą, o każdą jedną dusza, która przetnie ci drogę. Wierz, ufaj, ale zachowaj rozsądek. Pozwól się otoczyć ramionami, ale zachowaj siłę swoich.
- Ostatnio? - Zdziwił się, bo dla Victorii to mogło być oczywiste, że na pewno zwrócił na to uwagę, ale nie - nie zwrócił. W zasadzie to był przyzwyczajony do czerni - może przez jej służbowy garnitur? Albo do jakichś ubiorów, które ułatwiały szlajanie się po cmentarzach czy innych dziwnych miejscach, uprzyjemniały podróż, a nie krępowały ruchów przez swoje dziwaczne falbanki i inne fancy dodatki, jakie posiadały sukienki. Tak, to, że zaczęła nosić spodnie zamiast sukienek zauważył. Tak samo to, że przestała się tak malować. Ale jego zdaniem ten makijaż wcale nie podkreślał jej urody. Odbierał jej ją. Tak mu się podobała o wiele bardziej - w pełnej swojej urodzie, a nie ukryta pod paroma kredkami i jakimś dziwnym mazidłem, którym można po kartce malować obrazki dla dzieci. Ponieważ Victoria Lestrange była piękna. Oczywiście, że kiedy pokazywała się w tych wieczorowych kreacjach i ułożonej fryzurze, tym makijażu, to jaśniała. Ale jemu się taka wypacykowana nie podobała aż tak bardzo jak to, co widział... tutaj. Dokłądnie przed sobą. Potarganą, zmęczoną, taką prawdziwą. Żywą wbrew temu całemu umieraniu, o którym mówiła.
- We wszystkim ładnie wyglądasz. - Wzruszył ramionami i powiedział to tak, jakby nie było się nad czym zastanawiać. I niekoniecznie się nawet nad tym zastanowił.
Przywitał się z tym małym szkrabem - złapał go na ręce, jak już się przywitała z Victorią i powyginał ją na wszystkie strony tego świata. Porozciągał, pociągał za uszy, pociągnął za ogonem i wsadził jej prawie do pyska palucha, żeby go pomemlała. A wszystko to okrojone odpowiednio dużą dawką miziania, zanim ją odstawił.
- A już myślałem, że zniewalający uśmiech. - Dlatego uśmiechnął się zupełnie bezczelnie. Te rozbrajające pomysły, czy jakie one były, też mogą być. Durnot mu w głowie nie brakowało. Wolał mieć je niż dusić się powagą codzienności. - Mogę osiągnąć perfekcję - robić poradniki zdjęciowe z wycinania figurek z ogórków. - Nie chciałoby mu się w to bawić, jak zawsze - przecież był za leniwy. Nie widział w tym sensu, marudził, a nieee, a może, a kieedyś. Bawiło go to i nie chciał stać się nagle łasy na kasę, albo zabiłby jakiegoś wydawcę, gdyby go poganiał ze zdjęciami. Zresztą... Sauriel naprawdę lubił swoją robotę. - Pewnie. Chcesz zobaczyć? - Nie miał go przy sobie, ale był bardziej niż chętny przynieść i podzielić się z nią tym, co jak dotąd stworzył. - Jest tam dużo twojego kota... i tak. Lej pani ten alkohol. - Był nawet więcej niż chętny też do tego, żeby pośmiać się z nią z tego, co ich spotkało i znieczulić przed następnym dniem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.