21.05.2024, 20:46 ✶
Jakkolwiek kusząca nie byłaby jego oferta, musiała po prostu uważać. Chciała awansu, chciała kariery — zanim zostanie skazana na bycie głównie żoną i panią domu, co kłóciło się z dużymi pokładami ambicji. Im więcej miała możliwości do badań, im więcej dziwnych przypadków do autopsji lub tajemnych ksiąg do przetłumaczenia, tym lepiej. Była ze Slytherina, ale w życiu dość często kierowała się stwierdzeniem typowym pod dom Roweny Ravenclaw, że tylko ciężka i sumienna, a przede wszystkim systematyczna praca pozwoli osiągnąć sukces i w jakiś sposób zapisać się na kartach historii, chociaż tego ostatniego, to aż tak nie pragnęła. Wiedzę zdobywała bardziej dla siebie, nawet jeśli postawiony sobie pierwotnie cel rozmywał się gdzieś i zanikał, głównie przez narzucane przez rzeczywistość warstwy. Wojna, podziały, otwarte używanie czarnej magii — wszystko to zmieniało zupełnie standardy nauki tego, co ją interesowało.
Lestrange był z dobrego rodu, a do tego podobnie, jak ona, miał świetlaną przyszłość w Ministerstwie i dobrą reputację. Ocenianie go przez pryzmat dość apetycznej aparycji i stalowo niebieskich tęczówek, mogło sprowadzić jedynie kłopoty. Mieli bardzo podobne założenia względem drugiej osoby i gdyby czytanie w myślach było czymś pospolitym, może poniekąd formą rozmowy, to obydwoje parsknęliby śmiechem na wzajemne przemyślenia. Idąc jednak śladem ciemnowłosego, ona również upiła z filiżanki. Napój był naprawdę aromatyczny, przyjemnie pachniał. Słuchała go, obserwując ze spokojem i charakterystycznym dla siebie chłodem lub też dystansem, jak kto wolał. Jej umysł próbował dopasować odpowiednie nazwiska pod to "grono zaufanych osób", chociaż brew jej nawet nie drgnęła. Mówił z przekonaniem, wierząc we własne słowa i własne towarzystwo, co było miłą odmianą od tego, do czego przyzwyczaiło ją w ostatnich miesiącach Ministerstwo, pełne fałszu i chęci podlizania się w obawie, przed pociągnięciem złych strun. Brutalna prawda była jednak taka, że nie da się z każdym żyć dobrze. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek naparu i obdarzyła go delikatnym uśmiechem, pozwalając sobie na krótkie westchnięcie, jednak nie z tych negatywnych. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że jego słowa nie są kuszące, przecież w głębi samej siebie, bardziej chciała tej wiedzy niż tego nieszczęsnego awansu, niezbyt przykładając wagę do pozycji w Ministerstwie lub też wielkości sakiewki.
- Pana propozycja brzmi nazbyt dobrze, zdaje sobie Pan z tego sprawę? - zapytała zaskakująco lekko, pozwalając sobie opuścić dłoń i stuknąć paznokciami w blat stołu. Musiał być haczyk. Jaki? Nie chciała się wplątywać w trwający konflikt, ale o tym nie mogła powiedzieć ot tak wprost w kawiarni. Badania jednak zwykle były dla dobra nauki i rozwoju, dla przyszłości, a to był przecież poniekąd cel szczytny. - Gdyby wyniki miały być szybko, nie byłby to dość skomplikowane i zmieniające coś badania, zwykle tak bywa. - kontynuowała z delikatnym wzruszeniem ramion, na kilka sekund przesuwając spojrzenie z jego twarzy, na pędzący za oknem świat. Co szkodziło spróbować? Jeśli wszystko miało być zakryte, a ona miała po prostu skupić się na nauce. Tylko czy w dzisiejszych czasach nie powinna myśleć nad tym, że ewentualne wycofanie się z przedsięwzięcia balansującego na krawędzi mogło skutkować trwałym wyciszeniem? Zniknięciem? To był niebezpieczne czasy.. A jednak sposób, w jaki ciemnowłosy mówił i fakt, że był kuzynem Louvaina i Victorii sprawiał, że miała mniej obaw, niż pewnie powinna. Przymknęła powieki, prostując się i zaraz wróciła do niego pewną uwagą.
- Cynthia. - rzuciła krótko, chcąc skończyć to panowanie, co było pierwszym warunkiem do jakiejkolwiek współpracy, która miała przynieść cos dobrego, jakiekolwiek owoce. Przesunęła spojrzeniem po kalendarzu, odnajdując wskazaną przez niego datę, a potem nakreśliła jedynie literkę L i oznaczyła ją kółeczkiem, obejmując przestrzenią już całą resztę wieczoru. Gdy skończyła, schowała przedmiot wraz z piórem do torebki i podniosła na niego spojrzenie, kiwają mimowolnie głową, że data i godzina były odpowiednie. - Mam ze sobą coś zabrać? - planowała kitel oraz kilka podstawowych rzeczy, gdyby od razu mieli przejść do sedna sprawy, ale tak naprawdę, potrzebowała wskazówki. Czy to najpierw będzie spotkanie z tym gronem, czy od razu przejdą do pracy?
Oby było tego warte.
Lestrange był z dobrego rodu, a do tego podobnie, jak ona, miał świetlaną przyszłość w Ministerstwie i dobrą reputację. Ocenianie go przez pryzmat dość apetycznej aparycji i stalowo niebieskich tęczówek, mogło sprowadzić jedynie kłopoty. Mieli bardzo podobne założenia względem drugiej osoby i gdyby czytanie w myślach było czymś pospolitym, może poniekąd formą rozmowy, to obydwoje parsknęliby śmiechem na wzajemne przemyślenia. Idąc jednak śladem ciemnowłosego, ona również upiła z filiżanki. Napój był naprawdę aromatyczny, przyjemnie pachniał. Słuchała go, obserwując ze spokojem i charakterystycznym dla siebie chłodem lub też dystansem, jak kto wolał. Jej umysł próbował dopasować odpowiednie nazwiska pod to "grono zaufanych osób", chociaż brew jej nawet nie drgnęła. Mówił z przekonaniem, wierząc we własne słowa i własne towarzystwo, co było miłą odmianą od tego, do czego przyzwyczaiło ją w ostatnich miesiącach Ministerstwo, pełne fałszu i chęci podlizania się w obawie, przed pociągnięciem złych strun. Brutalna prawda była jednak taka, że nie da się z każdym żyć dobrze. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek naparu i obdarzyła go delikatnym uśmiechem, pozwalając sobie na krótkie westchnięcie, jednak nie z tych negatywnych. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że jego słowa nie są kuszące, przecież w głębi samej siebie, bardziej chciała tej wiedzy niż tego nieszczęsnego awansu, niezbyt przykładając wagę do pozycji w Ministerstwie lub też wielkości sakiewki.
- Pana propozycja brzmi nazbyt dobrze, zdaje sobie Pan z tego sprawę? - zapytała zaskakująco lekko, pozwalając sobie opuścić dłoń i stuknąć paznokciami w blat stołu. Musiał być haczyk. Jaki? Nie chciała się wplątywać w trwający konflikt, ale o tym nie mogła powiedzieć ot tak wprost w kawiarni. Badania jednak zwykle były dla dobra nauki i rozwoju, dla przyszłości, a to był przecież poniekąd cel szczytny. - Gdyby wyniki miały być szybko, nie byłby to dość skomplikowane i zmieniające coś badania, zwykle tak bywa. - kontynuowała z delikatnym wzruszeniem ramion, na kilka sekund przesuwając spojrzenie z jego twarzy, na pędzący za oknem świat. Co szkodziło spróbować? Jeśli wszystko miało być zakryte, a ona miała po prostu skupić się na nauce. Tylko czy w dzisiejszych czasach nie powinna myśleć nad tym, że ewentualne wycofanie się z przedsięwzięcia balansującego na krawędzi mogło skutkować trwałym wyciszeniem? Zniknięciem? To był niebezpieczne czasy.. A jednak sposób, w jaki ciemnowłosy mówił i fakt, że był kuzynem Louvaina i Victorii sprawiał, że miała mniej obaw, niż pewnie powinna. Przymknęła powieki, prostując się i zaraz wróciła do niego pewną uwagą.
- Cynthia. - rzuciła krótko, chcąc skończyć to panowanie, co było pierwszym warunkiem do jakiejkolwiek współpracy, która miała przynieść cos dobrego, jakiekolwiek owoce. Przesunęła spojrzeniem po kalendarzu, odnajdując wskazaną przez niego datę, a potem nakreśliła jedynie literkę L i oznaczyła ją kółeczkiem, obejmując przestrzenią już całą resztę wieczoru. Gdy skończyła, schowała przedmiot wraz z piórem do torebki i podniosła na niego spojrzenie, kiwają mimowolnie głową, że data i godzina były odpowiednie. - Mam ze sobą coś zabrać? - planowała kitel oraz kilka podstawowych rzeczy, gdyby od razu mieli przejść do sedna sprawy, ale tak naprawdę, potrzebowała wskazówki. Czy to najpierw będzie spotkanie z tym gronem, czy od razu przejdą do pracy?
Oby było tego warte.