Jeśli jego błędy sprowadziły go do tej sytuacji, to chętnie cofnąłby się w czasie by spierdolić coś jeszcze. Te milczące mikro momenty pomiędzy zaciąganiem się dymu, znienawidziłby z miłości gdyby chociaż wiedział co to takiego. Zagwizdał pod nosem, niby z wrażenia, widząc jak służbowa peleryna ląduje na śnieżnej posadzce. Nasi prowadzą.
- Ten przystojniak zza zwierciadła? Wie wszystko, zanim otworze usta... - odrzucił z chłopackim uśmieszkiem sarkazmu. Ciężko prowadzić dysputę z kimś, kto ma dokładnie takie samo zdanie na każdy temat. Może i szybko, bo on i ten narcyz z lustra dochodzą do tych samych wniosków, jednak przewód naukowy jest skąpy w metodologie. Być dupkiem to nie grzech, ani wstyd. Grzechem byłoby nie podzielić się treścią swoich złośliwości ze światem. Dlatego Millie szybko udzieliła samorozgrzeszenia, a jej słowa choć z pozoru cierpkie, rozbawiły go.
Sama wytoczyła ścieżkę, nie musiał jej nawet przepuszczać w drzwiach tarasu. Przymknął za nimi wyjście na zewnątrz, nie robiąc sobie wiele z porzuconego niedopałka na podłodze rzuconego przez Moody. To również nie jego problem, przecież nie on będzie to sprzątał. Uraczony jej nonszalancją powtórzył czynność dołączając swój papieros do jej.
- Naprawdę szkoda Ci tych trzewików? - odburknął cienkim głosem, sugerując oceniający ton wymieszany z delikatnie kpiącym zabarwieniem. Spojrzał w dół na jej buty ze skwaszoną miną, choć oczy sugerowały całkiem dobrą zabawę. Westchnął ciężko niby rozczarowany tym jak Ministerstwo tnie koszta na swoich biednych i wyzyskiwanych trepach. - Wiesz, mam taki zwyczaj, że ostatnia ślicznotka, która ode mnie wychodzi, może liczyć na drogi prezent jeśli tylko spisze się na medal... - dorzucił nie odpuszczając z zadziornego tonu. To tyle ile mogła liczyć z podarunków, bo alkoholem dzielił się tylko wtedy kiedy rozlewał na dwóch. Nawet jeśli był nieprzyzwoicie bogaty to wciąż każda butelka miała swoje dno, niestety.
Odwrócił się w końcu, by sięgnąć do jednej z szafek i poszukać coś odpowiedniego do tej rozmowy. Co nie było takie proste, bo dobrze wiedział, że ma przed sobą nie byle jakiego gorzelnika i zapewne to ona pierwsza by zwróciła treści na widok ginu który najbardziej lubił i który najczęściej serwował swoim gościom. Pomruczał moment przed nosem, zaglądając do barku i próbując złowić coś dobrego wzrokiem. - Ah tak...- rzucił cicho, kiedy odpowiednia butelczyna ujawniła się zza rogu niczym profesjonalna modelka wybiegowa. Najprawdziwszy armaniak prosto z serca Francji, podarowany mu w grudniu na święta. Wysoki woltaż, dla wysokich oczekiwań. Pewnie przeleżałby tam zamknięty i całą wieczność, bo on nie pijał takich mordo wykrętów, ale na te jedną noc mógł zrobić wyjątek. Najwidoczniej bardzo mu zależało na utrzymaniu uwagi Milesa.
Chwycił za dwie szklanki i razem z butelką przystanął przy czarnym, kamiennym blacie, przestronnej wyspie w kuchni. Jednym ruchem ramienia, zrzucił wszystko co stało na jednym z rogów, mając kompletnie w dupie ile szkła i zastawy roztrzaskał tym posunięciem. To wciąż nie był jego problem. - Ehh młoda... Powinnaś razem ze mną świętować wygrany sezon, a nie bawić się w jakiegoś harcerzyka. - rzucił niby od tak, od niechcenia. Bo chociaż w tym mundurze, jej uszczypliwości nabierały dodatkowego uroku, to zdecydowanie wolał ją widzieć w jednej drużynie na boisku. Przysunął bliżej niej jej szklankę z winogronową wódka oczywiście z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.