Nadal rozmawiam z Philipem
Przez chwilę zatrzymał spojrzenie na wacie cukrowej. Przysmaku przeznaczonym dla dzieci, zakupionym jednak przez dorosłego mężczyznę. Dziecko w skórze dorosłego, ponad 30-letniego mężczyzny? Powstrzymał się przed komentarzem, który w tym przypadku sam sunął się na usta. Udało mu się ugryźć w język. Rzucanie mniej lub bardziej uszczypliwych uwag, niekoniecznie było w jego interesie.
Całość okazała się jednak znacznie większym wyzwaniem, kiedy włosy Philipa nagle zmieniły swój naturalny kolor na czerń.
- Prawda, to już spory kawał czasu. - nadal starając się tego nie komentować (mowa ofc o wyraźnie widocznej szkodliwości waty cukrowej), przyznał kuzynowi racje, doskonale pamiętając ten konkretny bankiet. Nie było o to trudno, ponieważ niezbyt często pozwalał sobie znaleźć czas na tego rodzaju przyjęcia. W tym konkretnym przypadku, zdarzyło mu się jednak zjawić na miejscu razem z żoną. - Raczej nie jestem zainteresowany, podszedłem tylko przywitać się z Tobą. - zapytany musiał jednak obrzucić stoisko tym typowym dla siebie nieco krytycznym spojrzeniem. I nawet jeśli oferowane w tym miejscu słodkości wyglądały całkiem apetycznie, to nie dostrzegł niczego, co byłoby w stanie faktycznie go zainteresować. Przekonać do pozostawienia w tym miejscu choćby niewielkiej ilości pieniędzy. - Może też przez chwilę porozmawiać, o ile tylko miałbyś możliwość poświęcić mi tych kilka minut, Philipie? - nie zamierzał się narzucać, choć zarazem liczył na to, że Nott zgodzi się ten czas mu poświęcić i co za tym idzie, będą mogli się w danej kwestii dogadać. Dzięki temu pchnie wreszcie również i tę sprawę dalej.
I pomyśleć, że kiedy w czerwcu wyciął ten numer Alexandrowi, bo nie dało się tego określić w inny sposób, to nie planował mu w tym wszystkim pomagać. Miała to być dla krewniaka nauczka. I może też pewne wyzwanie, któremu musiałby podołać sam.
Rozejrzał się po okolicy, starając się wypatrzyć nieco bardziej ustronne miejsce, albo przynajmniej takie, przy którym mogliby rozmawiać nieco swobodniej rozmawiać. Jego uwagę przyciągnęły w tym przypadku pobliskie stoliki. W oczy rzuciło się kilka wolnych. Może i nie był to szczyt marzeń, ale na pewno wygodniej byłoby porozmawiać przy jednym z nich, zamiast tutaj. W tym tłumie, kiedy najpewniej musieli zaczynać z wolna przeszkadzać ludziom, którzy próbowali się dostać do stoiska.
- Moglibyśmy usiąść na chwilę przy jednym ze stolików, postawię w zamian piwo kremowe? - zaoferował, kolejny raz pozwalając, żeby spojrzenie uczepiło się tych czarnych włosów. Aż się zganił w myślach z tego powodu! Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze i przed komentarzem nie zdoła się skutecznie powstrzymać. - Akurat kilka jest wolnych, później może już nie być o to tak łatwo.
Ostatnie słowa Roberta, to taka oczywista oczywistość, bo przecież im dalej w las, tym więcej alkoholu idzie w ruch na tego typu wydarzeniach. A skoro idzie alkohol, to w ślad za nim również jedzenie. Ludzie muszą gdzieś posadzić tyłki, dzięki czemu większe zainteresowanie skupia się na strefie gastronomicznej. A że w pewnym momencie zamyka się również lwia część stoisk... całość powinna być zrozumiała.