26.05.2024, 22:53 ✶
Mile połaskotało ego Peregrinusa to, że dla Annaleigh nie było oczywistym zdradzenie mu przez Vakela tego sekretu. Z drugiej strony… czyż Dolohov miał wyjście? Peregrinus przesiadywał z nim w Prawach Czasu dzień w dzień, pałętał się po tym miejscu, obserwował ich codziennie. Prędzej czy później by się zorientował, że coś się zmieniło.
Mogło to być wymuszone, nie trzeba było zaufania, ale… Vasilij nie musiał dzielić się z nim innym sekretem; sekretem o tym, dlaczego nie miał nigdy szansy stworzyć ze swoją żoną szczęśliwego związku. Tak, tego zdecydowanie nie musiał mu mówić, a jednak zaufał mu na tyle, aby to zrobić.
— Nie wystąpię przeciwko temu, co on postanowi — potwierdził z rezerwą, krzyżując ręce na piersiach. — Jeśli zauważę jednak kiedyś, że rodzi się okazja ku czystemu zamknięciu tej sprawy, upewnię się, że widzi tę możliwość. I stosownie ją rozważy.
Wraz z rozwojem sytuacji, nabierał coraz więcej pewności siebie. Wchodził do tego gabinetu ze wstrzymanym oddechem, jak na spotkanie krwiożerczej harpii. A ona — choć mógł to przewidzieć, gdyby nie dawał się wodzić za nos swoim uprzedzeniom — siedziała tam tylko i zdawało się, że ani myśli atakować. Rozzuchwaliło go to.
W scenariusz, o którym zaś mówił, sam wierzył. Myślał o tym wiele na przestrzeni tygodni: Vakel Dolohov znów stanu wolnego! Jeśli odpowiednio to przedstawić, fanki oszaleją. Brak żony to wizja szansy dla wszystkich tych czarownic, które do niego po cichu wzdychają. Naiwne wielbicielki będą lgnąć na spotkania autorskie, każda pchana myślą, że być może to właśnie ona zostanie dostrzeżona ze sceny, w niej się zakocha słynny wieszcz i to ona zostanie nową panią Dolohovą. Będą pisać te obrzydliwie ckliwe listy i umawiać niebotycznie drogie konsultacje, bo a nuż je zauważy. To, co miało stać się klęską wizerunkową, mogło zostać obrócone w zwycięstwo i Peregrinus Trelawney gotów był ten idiotyczny teatrzyk dla niego rozstawić.
A tak naprawdę żadnej nowej Dolohovej już nigdy nie będzie. Będą w Prawach Czasu oni dwoje.
Peregrin nie rozumiał tego nowego pragnienia, lękał się szukać jego źródła. Nie miał pojęcia, kiedy przestał o tym projekciku w swojej fantazji myśleć jako o tym, co miało pomóc Vakelowi, a zaczęło chodzić o to, czego chciał on.
Rozciągnął wargi w niedowierzającym uśmiechu.
— Ubolewa pani — powtórzył cierpko, a grymas nie opuszczał jego ust. — Fakt, że to jedyne efekty pani działań, odebrałbym raczej jako uśmiech losu.
Mogło to być wymuszone, nie trzeba było zaufania, ale… Vasilij nie musiał dzielić się z nim innym sekretem; sekretem o tym, dlaczego nie miał nigdy szansy stworzyć ze swoją żoną szczęśliwego związku. Tak, tego zdecydowanie nie musiał mu mówić, a jednak zaufał mu na tyle, aby to zrobić.
— Nie wystąpię przeciwko temu, co on postanowi — potwierdził z rezerwą, krzyżując ręce na piersiach. — Jeśli zauważę jednak kiedyś, że rodzi się okazja ku czystemu zamknięciu tej sprawy, upewnię się, że widzi tę możliwość. I stosownie ją rozważy.
Wraz z rozwojem sytuacji, nabierał coraz więcej pewności siebie. Wchodził do tego gabinetu ze wstrzymanym oddechem, jak na spotkanie krwiożerczej harpii. A ona — choć mógł to przewidzieć, gdyby nie dawał się wodzić za nos swoim uprzedzeniom — siedziała tam tylko i zdawało się, że ani myśli atakować. Rozzuchwaliło go to.
W scenariusz, o którym zaś mówił, sam wierzył. Myślał o tym wiele na przestrzeni tygodni: Vakel Dolohov znów stanu wolnego! Jeśli odpowiednio to przedstawić, fanki oszaleją. Brak żony to wizja szansy dla wszystkich tych czarownic, które do niego po cichu wzdychają. Naiwne wielbicielki będą lgnąć na spotkania autorskie, każda pchana myślą, że być może to właśnie ona zostanie dostrzeżona ze sceny, w niej się zakocha słynny wieszcz i to ona zostanie nową panią Dolohovą. Będą pisać te obrzydliwie ckliwe listy i umawiać niebotycznie drogie konsultacje, bo a nuż je zauważy. To, co miało stać się klęską wizerunkową, mogło zostać obrócone w zwycięstwo i Peregrinus Trelawney gotów był ten idiotyczny teatrzyk dla niego rozstawić.
A tak naprawdę żadnej nowej Dolohovej już nigdy nie będzie. Będą w Prawach Czasu oni dwoje.
Peregrin nie rozumiał tego nowego pragnienia, lękał się szukać jego źródła. Nie miał pojęcia, kiedy przestał o tym projekciku w swojej fantazji myśleć jako o tym, co miało pomóc Vakelowi, a zaczęło chodzić o to, czego chciał on.
Rozciągnął wargi w niedowierzającym uśmiechu.
— Ubolewa pani — powtórzył cierpko, a grymas nie opuszczał jego ust. — Fakt, że to jedyne efekty pani działań, odebrałbym raczej jako uśmiech losu.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie