Południowe stragany
Przed momentem widział, jak jakiś dzieciak ukradł sobie lizaka. Coś w środku powiedziało mu: zareaguj, ale nie zareagował. Szkodliwość społeczną tej małej, umorusanej istoty ocenił na ujemną, gdyby miał w kieszeni więcej niż kilka sykli, to by mu tego lizaka kupił z poczucia obowiązku, no ale... Nie. To nie on był tym mogącym pozwolić sobie na fundowanie łakoci każdemu biedakowi w okolicy. Jemu pozostawało przymknąć oko, bo to przecież nie jego działka - on miał tutaj łapać czarnoksiężników, a nie wyręczać Brygadzistów w ich robocie, prawda?
Czarnoksiężniów tu nie widział, czarnowłose kruszynki za to tak.
Uniósł w górę zmieszane spojrzenie bystrych oczu, jakby musiał coś policzyć w głowie (i faktycznie - liczył te miedziaki zestawiając je z cenami na straganach, których nie mógł przeoczyć) i pokiwał głową, kładąc rękę na jej ramieniu.
- Oczywiście - odpowiedział spokojnie. Mógł mieć w życiu wiele dam serca, żadna jednak nie urosła nigdy do rangi jego siostry - przy nikim nie stawał się aż tak miękki, przy nikim „dobry”, ale nie „miły” nie rozmydlało się tak mocno jak przy Mill-
Usłyszał świst. Usłyszał huk. Trzask-prask. I nagle nie obejmował już tylko swojej siostry - drugą ręką obejmował Bertiego. No dobrze, narrator się pomylił - istniała jeszcze jedna taka osoba i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że ten zestaw się już do osranej śmierci nie zmieni. Poklepał go po plecach, nie wyswobadzając z tego tulącego się trójkąta od razu. Wpierw go wysłuchał. Na służbie był, to wiedzieli wszyscy. Te swoje służby nawet przy luźnej atmosferze traktował poważnie (jebany paranoik), chociaż nie bardzo wiedział czego czarnoksiężnicy i Śmierciożercy mieliby tu szukać - zabrakło im wódki albo kotów? Na pewno mieli wystarczającą ilość kotów, nie musieli napadać na kiermasz.
- Jak chciałeś z nami pospacerować pomiędzy straganami, to mogłeś napisać list. - Odpisałby mu wtedy: jestem w pracy i przykleił to na lodówkę. Ale odpisałby. - Kiedyś jak mnie wysłali na służbę na Ostarę, to kichnąłem tak mocno, że wyniosło mnie na chatę 12 minut przed jej skończeniem. Wpisałem sobie później w zeszycie Harper, że robiłem nadg-
Urwał. Posłał im takie spojrzenie mówiące: nic kurwa nie usłyszeliście.
fear is the mind-killer.