Nie oczekiwał, że Philip będzie mu się teraz z czegokolwiek tłumaczyć. A już najmniej obchodziło Roberta jego zamiłowanie do słodyczy. Nie miało to żadnego znaczenia. Nie stanowiło też w żadnym razie problemu. Jakiejś przeszkody. Tego typu uzależnienie, co najwyżej da się kiedyś we znaki samemu Nottowi. Najpewniej w chwili, kiedy już przestanie on aktywnie uprawiać sport i usiądzie wreszcie na własnej dupie.
I nie. To wcale nie tak, że Robert Mulciber jest człowiekiem jakoś tak przesadnie dbającym o odpowiednie, zdrowe nawyki żywieniowe. Nawet jeśli taka myśl mogłaby się nasunąć w oparciu o powyższy fragment tekstu. Byłaby ona błędna.
- Wiadomość jest zawsze mile widziana. - odpowiedział. Nie dorzucił przy tym niczego na temat rodzaju przyjęć, które preferował. Być może z tego względu, że najwygodniejszy był dla niego ich całkowity brak? Z reguły marnowało się na nich cenny czas. Tylko tyle, niewiele więcej. - Powiedzmy, że ostatnimi czasy raczej ostrożnie podchodzę do diety. - odpowiedział, nie zamierzając przy tym zagłębiać się w temat. Trochę się u niego pod tym względem zmieniło. Przede wszystkim we znaki dawała się nietolerancja laktozy, z którą wiązało się sporo ograniczeń. W zasadzie z problemem tym dopiero uczył się żyć. Może też z tego powodu bywał niekiedy przesadnie ostrożny?
Wata cukrowa zapijana winem? Brzmiało to co najmniej dziwnie. Nie podzielił się jednak tą uwagą. Kolejny raz udało mu się ugryźć w język i tego rodzaju przemyślenia zachować dla samego siebie. Choć niekoniecznie pasował mu spacer w kierunku jakiegoś stoiska z winem, nie próbował przekonywać Philipa do innych opcji. Do odłożenia tego konkretnego pomysłu na później.
Poza tym kto wie - może właściciel stoiska z alkoholem ruszył głową i przygotował dla klientów kilka stolików oraz krzeseł? Ponoć nadzieja umiera ostatnia, ma kolor zielony, jest matką głupich i swoje dzieci kocha. Jakoś tak to szlo. Może nie dokładnie w ten sposób, ale wiadomo o co w tym wszystkim chodzi.
- Co prawda nie przepadam za winem, ale prowadź. - odpowiedział, pozwalając na to, żeby Philip wskazał właściwy kierunek. Kto wie? Może zjawił się na terenie kiermaszu na tyle wcześnie, że na ten moment był lepiej zorientowany w tym, gdzie i co się znajdywało? Sam Robert nie za bardzo wiedział, co, jak oraz z czym. Jedyne co, to później będzie musiał poszukać bratanka i upewnić się, że ten ze wszystkim sobie radzi. Aczkolwiek wcale się z tym zadaniem nie śpieszył. Może z tego względu, iż już teraz świadomy był, iż zastany na miejscu widok najpewniej nie wywoła w nim zadowolenia?