Owszem. Czasem warto było podejmować działania z odpowiednim wyprzedzeniem. Takie podejście wiązało się z pewnymi korzyściami. Znacząco ułatwiało wykonywanie kolejnych kroków. Realizacje poszczególnych zadań. Zarazem jednak Robert był przekonany, że na tym etapie nie powinni jeszcze zaprzątać sobie tymi kwestiami głowy. Mieli na wszystko wystarczająco dużo czasu. Nie musieli łapać kilku srok za ogon. Dzielić swojego czasu oraz sił pomiędzy sprawy mniejszej i większej wagi. Zarazem jednak nie próbował tego Verze wyjaśniać. Dla niej wszystko stanie się bowiem jasne dopiero za kilkanaście godzin. Kiedy zobaczy to na własne oczy. Zapozna się ze wszystkim tym, o czym teraz mówić jej nie tylko nie powinien, ale też nie zamierzał. Koniec końców ograniczył się więc jedynie do kiwnięcia głową. Do niemej reakcji na wypowiedziane przez Verę słowa. Dał jej tym samym znać, że wszystko do niego dotarło. Słyszał. Rozumiał. Przyjął. Zwyczajnie tego wątku nie podejmował. Nie zagłębiał się w to bardziej.
Obserwuje ją, kiedy wraca do stolika. Upija kolejny łyk wina. Sięga do swojej torebki. Sam zarazem nie wraca na swoje wcześniejsze miejsce. Pozostaje przez cały czas w tym samym. Nie podejmuje kolejnych działań. Po prostu się jej przygląda i czeka na ciąg dalszy. Na wszystko to, co powinno dopiero nastąpić. Na jej odpowiedź. Reakcje. Może na protest wywołany brakiem zaufania? Bo przecież właśnie tego wymagał, kiedy zwrócił się ze swoja prośbą. Wyjaśnił własne potrzeby.
Być może nieco nagiął przy tym prawdę.
Wreszcie przyjmuje kartkę, a wraz z nią kilka ciemnych włosów. Przez chwilę na nie spogląda, po czym starannie składa kartkę na pół, następnie na cztery. Zabezpiecza tym samym otrzymane włosy. Mógłby jeszcze posłużyć się materiałową chusteczką, tą która znajduje się w kieszeni, ale uznaje, że nie jest to w żadnym razie konieczne. We własnym mieszkaniu zadba o właściwy sposób przechowywania. O lepsze do tego warunki.
Umieszcza wszystko w kieszeni, przenosząc zarazem spojrzenie na Verę. Pozwalając na to, żeby nawiązać kontakt wzrokowy. Jeszcze jeden raz. Ostatni tego dnia? Być może. Jego spojrzenie, tradycyjnie już, nie mówi przy tym wiele. Nie można jednak uznać, iż dzięki temu nie budzi ono obaw. Budzi ich mniej? Robert jest bowiem w tym wszystkim nazbyt zdystansowany. Za bardzo stara się wszystko kontrolować.
- Jutro wszystko dostaniesz. Do zobaczenia, Vero.
Nie cofa ręki, kiedy kobieta przedłuża ten chwilowy kontakt. Pozwala na to. Na te specyficzne pożegnanie? Zarazem nie wykonuje ze swojej strony żadnego ruchu, który mógłby przekazać cokolwiek więcej. Czeka aż wszystko dobiegnie końca. Aż obydwoje będą mogli opuścić wreszcie to mieszkanie.
Zanim jednak sam również może zniknąć za drzwiami, upewnia się, że po tej wizycie nie pozostało nic, co zostać na widoku nie powinno. Pozwala sobie wszystko uporządkować. Posprzątać. Umyć lampki. Pozbyć się butelki. Zostawia mieszkanie dokładnie w takim stanie, w jakim je zastał.