Rozbawienie Nicholasa żartami stanowiło osobny talent i Sauriel się nawet nie przekonał, jak ten człowiek potrafił być zupełnie markotny i niechwytliwy jeśli o dowcipy chodzi. Pewnie chodzi o ich klasyczność - bo te, które stosował Sauriel żartem samym w sobie nie było. Tworzył je dobór słów, ten sarkazm, cynizm i ironia. Ten człowiek nigdy nie był duszą towarzystwa i być nie musiał, Sauriel lubił go takim jakim był I pomyśleć, że polubił go głównie za cierpliwość znoszenia jego dziwacznych historyjek...
Uniósł jedną brew do góry i zrobił przy tym minę pod tytułem "w sumie spoko". Czy było spoko, że nie mieli pewności, czy Nicholasa da się o czymkolwiek powiadomić? Nie, nie było. W ogóle nie było to spoko. Sauriel chciał już rzucić fajkę na podłogę, ale widząc, jak mężczyzna pieczołowicie stara się niczego nie naruszać to zgasił go na własnym jęzorze, a potem przeprowadził operację, w której wyciągnął fajki z paczki i do paczki wrzucił to, co zostało z poprzedniej. Memlał przy tym językiem, bo specyficzny smak palonego tytoniu mocno mu został w gębie i pieścił jego kubki smakowe. Przy czym słowo "pieścił" zostało tu użyte dokładnie w tej ironicznej formie.
- To będę próbował jak będzie cienko. - Jasne, że mogło się tutaj nic nie wydarzyć, ale z drugiej strony mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. Saurielowi za to płacili, żeby wypełniał swoją rolę, a jego rolą było teraz dbanie o dupsko Nicholasa. Wliczały się w to próby przewidzenia najbardziej zjebanych scenariuszy, jakie mogły się wydarzyć, chociaż nie był bestią, która by nadmiernie dużo planowała. Kiedy miał instrukcję jasną to działał po swojemu, adaptacyjnie, powiedzmy, do środowiska i wydarzeń. - Nic mi nie przychodzi do łba. Szukałem człowieka, nie tego czy ma majty blondynki z pornoklubu w szafie. - Owszem, siłą rzeczy się spoglądało na niektóre rzeczy, które stały na zewnątrz, ale Sauriel nawet jakby chciał to teraz nie przywołałby do swojej głowy szczegółów. Nie słynął z diabelskej pamięci. - Uuu... - Pokazał kły w uśmiechu zadowolenia, kiedy w jego rączki trafiła Najpiękniejsza z Dam, Whiskey jego żona. A kocimiętka na pewno się nie zmarnuje. Przyciągnie parę kociaków do rezydencji Rookwoodów, może akurat Czarny Pan lubił kotki..?
Nie otworzył jednak butelki. Na razie nie, nawet jeśli kusiło - a wolę miał słabą. I to nawet nie dlatego, że by zdążył być pijany od kilku łyków. To dlatego, że gdyby przyszło uciekać to by się, kurwa, popłakał musząc tą whiskey zostawić bo nie będzie czasu na jej zakręcenie, albo nie daj Boże - stłucze się butelka! Więc obserwował teraz z ciekawością te przygotowania Nicholasa, wyłożony na fotelu jakby zaraz miał w nim zasnąć. Nic bardziej mylnego.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.