04.06.2024, 16:38 ✶
Południowe stragany - Biżuteria Viorici
Obsługuję Thomasa i Mabel, która dostaje gratis od firmy, rozmawiam z Cedriciem
Dla niej możliwość spotkania znajomych twarzy była raczej oczywistością przy prowadzeniu stoiska na tak obleganej, choć miała być niby skromna, imprezie. Tak naprawdę nawet się cieszyła, gdy mogła pogawędzić z osobami, z którymi przez codzienne obowiązki było ciężej się spotkać. Była zwierzęciem zdecydowanie socjalnym, lubującym się w otaczaniu innymi osobami.
Może dlatego nie dopatrywała się głębszego dna, gdy wparowywała w życie innych ludzi ze swoimi butami, choć mogła znać ich krótko, lub nie widzieć się z nimi całe lata. Wystarczyło jedynie okazać jej choć trochę sympatii. Oczywiście bywały wyjątki, dla których Vior miała swoje własne reguły, które miały ją chronić przed ewentualnym wpakowaniem się w coś, co mogło zaserwować jedynie cierpienie i zawód. Szybko zdobywała znajomości, ale gdy tylko wydawało jej się, że druga osoba może ją skrzywdzić, jeszcze szybciej je urywała.
Niewielu przetrwało więc u jej boku do dzisiejszego dnia.
Cedric należał do jednych z tych osób, które wydawały się nie mieć w sobie ani odrobiny złych intencji. To sprawiało, że czuła się w jego towarzystwie swobodnie, na tyle ile mogła otoczona woalem swoich kłamstw i tajemnic. A dodatkowo wydawał się o nią troszczyć.
Działało to na Vioricę jak światło na ćmę.
Nie miała w swoim życiu zbyt wiele osób, które postawiłby ją na pierwszym miejscu, nie licząc matki. Każdy więc podobny bezinteresowny gest wiele dla niej znaczył, choć sprawiał, że czuła się nieswojo.
- Nie jestem na razie głodna, spokojnie. Najwyżej później możemy coś zjeść razem. - Uśmiechnęła się, woląc nie mówić, że od wczoraj miała trudności z przełknięciem czegokolwiek. W ogóle wolała o tym nie myśleć, nie wspominać i skupić się na pracy, której było aż nadto. - Chyba, że ty masz na coś ochotę, wtedy możesz iść, nie będę cię zatrzymywać. - Dodała szybko, zdając sobie sprawę, że przecież Cedric stał tu z nią od rozpoczęcia jarmarku, a tak naprawdę robił to w ramach bezinteresownej pomocy, w swój wolny dzień, gdy może powinien spędzić ten czas ze swoją rodziną, czy po prostu dobrze się bawiąc. - Zaczęły się też występy, nie chcesz ich zobaczyć? - zapytała, uśmiechając się do potencjalnych klientów.
Chyba zaczynała mieć lekkie wyrzuty sumienia z powodu tej całej propozycji, którą wtedy do niego wysunęła.
Uniosła brwi, na jego wspomnienie o Atreusie, mając dziwne wrażenie, że znali go z zupełnie innych stron. Zaraz jednak się roześmiała, w duchu oddychając z ulgą, że Cedric raczej potraktował całą sprawę jak żarty, a nie nic poważnego.
- Trochę potrenujesz i dasz radę się na mnie odegrać. Choć, większość to i tak zwykłe szczęście. Nigdy nie wiesz, jakie karty trafisz. - Wiedziała o tym aż za dobrze i zbyt wiele razy dała się ponieść euforii wygranej. Szczególnie ze znającym brudne sztuczki Atreusem.
Uśmiechnęła się do młodej klientki, która widać miała mocno utarty gust. Przynajmniej w kwestii zwierząt i ich ludzkich odpowiedników.
Tak naprawdę nie czuła się zbyt pewnie przy dzieciach, choć miała wrażenie, że bliżej jej było do nich, nich tych wszystkich poważnych dorosłych, których mijała czasem ulicami.
- Hipopotamów nie mam, ale myślę, że labrador będzie pasował idealnie. - Mrugnęła do Thomasa. Zaczęła pakować wybrane przez młodą damę drobiazgi, po czym tknięta czymś wzięła jedną z cienkich opasek z listkami i założyła jej na głowę.
- Gratis od firmy za spore zakupy - Uśmiechnęła się szerzej, wiedząc, że pewnie reszta się na nią gapi. Szczerze? Pomyślała o sobie w tym wieku i o swoich pierwszych skradzionych cukierkach i spinkach do włosów i zastanowiła się, co by było, gdyby choć raz ktoś po prostu coś jej dał. Stojąca przed nią dziewczynka na pewno nie miała takich problemów, a jednak.
Pewnie zamyśliłaby się nad tym bardziej, gdyby nie zamieszenie, którego byli świadkami. Słyszała jedynie to, co mówili odchodzący od miejsca zdarzenia przechodnie, gdy tłum zaczął zasłaniać jej widok, zmarszczyła jednak brwi. Chyba doszło do większego zamieszania.
- Mała nie, ale mam wrażenie, że tam się dzieje coś większego. - Pojawiła się niemal odruchowo myśl, że był to idealny moment do wykorzystania, by ukraść kilka sakiewek, szybko ją jednak odrzuciła, choć aż zaświerzbiało ją w rękach. - Nie wiem, czy to dobry pomysł, by dokładać kolejną osobę do afery, mrugnął mi mundur, więc chyba cała sprawa niedługo zostanie uciszona. Zresztą, gdyby potrzebowali medyka, myślę, że jakiegoś zaczęliby szukać. Coś czuję, że na następny sabat i tak będą musieli stworzyć jakieś zaplecze uzdrowicielskie, jak tak dalej pójdzie. - Westchnęła, wsłuchując się w lecącą ze straganów smutną piosenkę. Ciekawe, czy Crow pojawi się, po odbiór swoje zamówienia, przemknęło jej przez myśl.
Obsługuję Thomasa i Mabel, która dostaje gratis od firmy, rozmawiam z Cedriciem
Dla niej możliwość spotkania znajomych twarzy była raczej oczywistością przy prowadzeniu stoiska na tak obleganej, choć miała być niby skromna, imprezie. Tak naprawdę nawet się cieszyła, gdy mogła pogawędzić z osobami, z którymi przez codzienne obowiązki było ciężej się spotkać. Była zwierzęciem zdecydowanie socjalnym, lubującym się w otaczaniu innymi osobami.
Może dlatego nie dopatrywała się głębszego dna, gdy wparowywała w życie innych ludzi ze swoimi butami, choć mogła znać ich krótko, lub nie widzieć się z nimi całe lata. Wystarczyło jedynie okazać jej choć trochę sympatii. Oczywiście bywały wyjątki, dla których Vior miała swoje własne reguły, które miały ją chronić przed ewentualnym wpakowaniem się w coś, co mogło zaserwować jedynie cierpienie i zawód. Szybko zdobywała znajomości, ale gdy tylko wydawało jej się, że druga osoba może ją skrzywdzić, jeszcze szybciej je urywała.
Niewielu przetrwało więc u jej boku do dzisiejszego dnia.
Cedric należał do jednych z tych osób, które wydawały się nie mieć w sobie ani odrobiny złych intencji. To sprawiało, że czuła się w jego towarzystwie swobodnie, na tyle ile mogła otoczona woalem swoich kłamstw i tajemnic. A dodatkowo wydawał się o nią troszczyć.
Działało to na Vioricę jak światło na ćmę.
Nie miała w swoim życiu zbyt wiele osób, które postawiłby ją na pierwszym miejscu, nie licząc matki. Każdy więc podobny bezinteresowny gest wiele dla niej znaczył, choć sprawiał, że czuła się nieswojo.
- Nie jestem na razie głodna, spokojnie. Najwyżej później możemy coś zjeść razem. - Uśmiechnęła się, woląc nie mówić, że od wczoraj miała trudności z przełknięciem czegokolwiek. W ogóle wolała o tym nie myśleć, nie wspominać i skupić się na pracy, której było aż nadto. - Chyba, że ty masz na coś ochotę, wtedy możesz iść, nie będę cię zatrzymywać. - Dodała szybko, zdając sobie sprawę, że przecież Cedric stał tu z nią od rozpoczęcia jarmarku, a tak naprawdę robił to w ramach bezinteresownej pomocy, w swój wolny dzień, gdy może powinien spędzić ten czas ze swoją rodziną, czy po prostu dobrze się bawiąc. - Zaczęły się też występy, nie chcesz ich zobaczyć? - zapytała, uśmiechając się do potencjalnych klientów.
Chyba zaczynała mieć lekkie wyrzuty sumienia z powodu tej całej propozycji, którą wtedy do niego wysunęła.
Uniosła brwi, na jego wspomnienie o Atreusie, mając dziwne wrażenie, że znali go z zupełnie innych stron. Zaraz jednak się roześmiała, w duchu oddychając z ulgą, że Cedric raczej potraktował całą sprawę jak żarty, a nie nic poważnego.
- Trochę potrenujesz i dasz radę się na mnie odegrać. Choć, większość to i tak zwykłe szczęście. Nigdy nie wiesz, jakie karty trafisz. - Wiedziała o tym aż za dobrze i zbyt wiele razy dała się ponieść euforii wygranej. Szczególnie ze znającym brudne sztuczki Atreusem.
Uśmiechnęła się do młodej klientki, która widać miała mocno utarty gust. Przynajmniej w kwestii zwierząt i ich ludzkich odpowiedników.
Tak naprawdę nie czuła się zbyt pewnie przy dzieciach, choć miała wrażenie, że bliżej jej było do nich, nich tych wszystkich poważnych dorosłych, których mijała czasem ulicami.
- Hipopotamów nie mam, ale myślę, że labrador będzie pasował idealnie. - Mrugnęła do Thomasa. Zaczęła pakować wybrane przez młodą damę drobiazgi, po czym tknięta czymś wzięła jedną z cienkich opasek z listkami i założyła jej na głowę.
- Gratis od firmy za spore zakupy - Uśmiechnęła się szerzej, wiedząc, że pewnie reszta się na nią gapi. Szczerze? Pomyślała o sobie w tym wieku i o swoich pierwszych skradzionych cukierkach i spinkach do włosów i zastanowiła się, co by było, gdyby choć raz ktoś po prostu coś jej dał. Stojąca przed nią dziewczynka na pewno nie miała takich problemów, a jednak.
Pewnie zamyśliłaby się nad tym bardziej, gdyby nie zamieszenie, którego byli świadkami. Słyszała jedynie to, co mówili odchodzący od miejsca zdarzenia przechodnie, gdy tłum zaczął zasłaniać jej widok, zmarszczyła jednak brwi. Chyba doszło do większego zamieszania.
- Mała nie, ale mam wrażenie, że tam się dzieje coś większego. - Pojawiła się niemal odruchowo myśl, że był to idealny moment do wykorzystania, by ukraść kilka sakiewek, szybko ją jednak odrzuciła, choć aż zaświerzbiało ją w rękach. - Nie wiem, czy to dobry pomysł, by dokładać kolejną osobę do afery, mrugnął mi mundur, więc chyba cała sprawa niedługo zostanie uciszona. Zresztą, gdyby potrzebowali medyka, myślę, że jakiegoś zaczęliby szukać. Coś czuję, że na następny sabat i tak będą musieli stworzyć jakieś zaplecze uzdrowicielskie, jak tak dalej pójdzie. - Westchnęła, wsłuchując się w lecącą ze straganów smutną piosenkę. Ciekawe, czy Crow pojawi się, po odbiór swoje zamówienia, przemknęło jej przez myśl.