31.12.2022, 20:08 ✶
Wiedza była największą wartością - tak twierdził jego ojciec. Z wiedzą mogłeś zdobyć świat. Mogłeś ją sprzedać, mogłeś nią handlować, wymienić za inną. Mogłeś podejmować odpowiednie decyzje, które bez tej wiedzy mogłyby się okazać błędnymi. W tym wypadku ta wiedza, której brakowało Victorii, nie zmieniała jej decyzyjności, bo decyzje nie od niej zależały. Przynosiła za to niepokój. Irytację. Odpowiednio wcześnie przekazana okazałaby się kluczem do możliwości oswojenia się z tym, co było jej rzucane w twarz. I jak wszyscy wiedzieli - tak ona dowiadywała się ostatnia.
Ta właśnie kobieta zagościła w jego, jakby nie patrzeć, domu. Wkroczyła do jego pokoiku, niedługo miała korzystać z jego miseczki i nawet spać w jego łóżeczku. No dobra, bez takich - Sauriel by nie pozwolił na to, żeby spała z nim kobieta w łóżku. Nie zrozumcie mnie źle! Nie gardził kobietami, wręcz przeciwnie, ale w obecnym wyobrażeniu nie było to komfortowe dla żadnej ze stron. Wręcz przeciwnie. Było wręcz odstręczające. Jakby nie patrzeć - przyszłoby ci spać z trupem. Mógł nie śmierdzieć trupem, mógł się nie rozkładać i mógł być trochę bardziej ludzki niż inne wampiry, ale to nadal był wampir. Wampiry zaś nie na darmo były wpisane jako “niebezpieczne” i nie na darmo Ministerstwo miało swój odrębny oddział, by się z nimi porozumiewać, wypracowywać ugody i ewentualnie - pozbywać się tych najbardziej niebezpiecznych. Ta kobieta oparła się o ścianę przy wejściu. A skoro nic nie mówiła, oparła się - i po prostu stała, to czarnowłosy opuścił z niej wzrok. Grał dalej. I jak chyba każdy artysta, który ma w ręku swój instrument, miał przy tym skupioną minę. Lekko się poruszał w rytm melodii w przód. Nogą opartą o ziemię jakby wystukiwał rytmikę - ale nie uderzał podeszwą buta, by było te uderzenia słychać. To były machinalne odruchy. Nawet jeśli czar prysł i piękno wizji poranka przetraconego na niczym prysło, bo pojawił się element kompletnie w jego życiu zbędny, którego imię zaczynało się na “V” i kończyło na “ictoria” to i tak zamierzał utwór dokończyć. Bardzo swobodną aranżację tego utworu, którego nie dało się uzyskać na gitarze akustycznej. Dlatego włożył naprawdę dużo pracy w to, by brzmiał równie pięknie (i smutno) co w oryginale.
Ale utwór nie trwał długo. I po minucie rzeczywiście zagościła cisza. Cisza, którą przerwała Victoria.
Sauriel odłożył gitarę powoli na bok, rozłożył ramiona na sofie i wrzucił na stolik drugi but, krzyżując ze swoim gościem spojrzenia. Nawet nie zaproponował jej, żeby usiadła. W zasadzie znów jego spojrzenie podobne było do tego, którym obdarzał ją w Ministerstwie. Podobne - ale nie takie samo. Bo było w nim mniej nienawiści, ale było intensywne. Bo pobudzone. Bo krążyła w jego żyłach nowa dawka energii, a on się zastanawiał, jak to będzie - mieć zawsze pod ręką smaczną i zdrową przekąskę. Mniam.
- Skoro musimy pogadać to rozgość się. - Naprawdę włożył DUŻO wysiłku w to, żeby jego “musimy pogadać” nie obciekało cynizmem. Czy mu się udało - tego nie był pewien. Przechylił głowę na bok i gestem ręki wskazał sofę. No jak usiądzie na fotelu to się prawdziwa tragedia stanie, nie? Otóż nie. - Herbaty? - Brzmiało to kompletnie absurdalnie w jego własnych uszach. Tyle sobie przemawiał do łba, że przecież nie ma sensu się tyle złościć, że może trzeba się dogadać. A teraz się pojawiła. I gula mu znowu w gardle stawała i znów był wkurwiony, a w tym wszystkim starał się wcale takim nie być i odnosić się do kobiety jak najmilej tylko potrafił. Bo został do tego zmuszony, co tylko podkręcało jego wkurwienie. Zamknięte koło. Ściągnął buty ze stolika, na tyle się reflektując. - Jeżeli potrzebujesz pomocy to wybacz, ale jestem dzisiaj niedysponowany. - Ona też, swoją drogą, na niedysponowaną wyglądała. A wcale nie była trupem.
Ta właśnie kobieta zagościła w jego, jakby nie patrzeć, domu. Wkroczyła do jego pokoiku, niedługo miała korzystać z jego miseczki i nawet spać w jego łóżeczku. No dobra, bez takich - Sauriel by nie pozwolił na to, żeby spała z nim kobieta w łóżku. Nie zrozumcie mnie źle! Nie gardził kobietami, wręcz przeciwnie, ale w obecnym wyobrażeniu nie było to komfortowe dla żadnej ze stron. Wręcz przeciwnie. Było wręcz odstręczające. Jakby nie patrzeć - przyszłoby ci spać z trupem. Mógł nie śmierdzieć trupem, mógł się nie rozkładać i mógł być trochę bardziej ludzki niż inne wampiry, ale to nadal był wampir. Wampiry zaś nie na darmo były wpisane jako “niebezpieczne” i nie na darmo Ministerstwo miało swój odrębny oddział, by się z nimi porozumiewać, wypracowywać ugody i ewentualnie - pozbywać się tych najbardziej niebezpiecznych. Ta kobieta oparła się o ścianę przy wejściu. A skoro nic nie mówiła, oparła się - i po prostu stała, to czarnowłosy opuścił z niej wzrok. Grał dalej. I jak chyba każdy artysta, który ma w ręku swój instrument, miał przy tym skupioną minę. Lekko się poruszał w rytm melodii w przód. Nogą opartą o ziemię jakby wystukiwał rytmikę - ale nie uderzał podeszwą buta, by było te uderzenia słychać. To były machinalne odruchy. Nawet jeśli czar prysł i piękno wizji poranka przetraconego na niczym prysło, bo pojawił się element kompletnie w jego życiu zbędny, którego imię zaczynało się na “V” i kończyło na “ictoria” to i tak zamierzał utwór dokończyć. Bardzo swobodną aranżację tego utworu, którego nie dało się uzyskać na gitarze akustycznej. Dlatego włożył naprawdę dużo pracy w to, by brzmiał równie pięknie (i smutno) co w oryginale.
Ale utwór nie trwał długo. I po minucie rzeczywiście zagościła cisza. Cisza, którą przerwała Victoria.
Sauriel odłożył gitarę powoli na bok, rozłożył ramiona na sofie i wrzucił na stolik drugi but, krzyżując ze swoim gościem spojrzenia. Nawet nie zaproponował jej, żeby usiadła. W zasadzie znów jego spojrzenie podobne było do tego, którym obdarzał ją w Ministerstwie. Podobne - ale nie takie samo. Bo było w nim mniej nienawiści, ale było intensywne. Bo pobudzone. Bo krążyła w jego żyłach nowa dawka energii, a on się zastanawiał, jak to będzie - mieć zawsze pod ręką smaczną i zdrową przekąskę. Mniam.
- Skoro musimy pogadać to rozgość się. - Naprawdę włożył DUŻO wysiłku w to, żeby jego “musimy pogadać” nie obciekało cynizmem. Czy mu się udało - tego nie był pewien. Przechylił głowę na bok i gestem ręki wskazał sofę. No jak usiądzie na fotelu to się prawdziwa tragedia stanie, nie? Otóż nie. - Herbaty? - Brzmiało to kompletnie absurdalnie w jego własnych uszach. Tyle sobie przemawiał do łba, że przecież nie ma sensu się tyle złościć, że może trzeba się dogadać. A teraz się pojawiła. I gula mu znowu w gardle stawała i znów był wkurwiony, a w tym wszystkim starał się wcale takim nie być i odnosić się do kobiety jak najmilej tylko potrafił. Bo został do tego zmuszony, co tylko podkręcało jego wkurwienie. Zamknięte koło. Ściągnął buty ze stolika, na tyle się reflektując. - Jeżeli potrzebujesz pomocy to wybacz, ale jestem dzisiaj niedysponowany. - Ona też, swoją drogą, na niedysponowaną wyglądała. A wcale nie była trupem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.