01.01.2023, 10:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2023, 19:02 przez Sauriel Rookwood.)
To prawda i nieprawda, bo nawet kiedy coś rozumiałeś - nadal się tego bałeś. W zasadzie to zazwyczaj niewiedza strachu oszczędzała. Tylko czy chciał się w nią wdawać teraz w filozoficzną dysputę na ten temat? Chyba niekoniecznie. Miał niemal syndrom klasycznego poety romantyzmu, czyli nikt mnie nie rozumie, więc po tych kilku próbach swoje wiersze zostawię w szufladce, na zaplamionym od łez papierze. Mówiąc o tym prześmiewczo, rzecz jasna. Inny temat był teraz istotniejszy. I faktycznie, “ożywiło” go to, bo było ciekawe. Jawiło się w jego głowie niemal jako psota, ale tylko niemal - bo było zaraz obok tego, że to było po prostu chujowe. Jego doza współczucia była natomiast ograniczona. I to nie tak, że teraz było mu jej żal. Nie było. Myślał po prostu kategoriami, że na to nie zasłużyła. Nawet jeśli jej nie znał, to nie wydawała się złą osobą. W zasadzie… wręcz przeciwnie.
- Nie zgodzę się, ale takie moje prawo. - Do niezgadzania się. Czasami. Nie ze wszystkimi. Z nią mógł się nie zgadzać. Przynajmniej na razie. Dopóki to niezgadzanie się nie przeszkadzało w całym tym precedensie małżeńskim. - A skąd ty możesz wiedzieć, czego ja bardzo nie chcę, a czego nie chcę tylko trochę. - Nie chciał tak bardzo jak ona? Nie wiedział, jak bardzo ona nie chciała. W zasadzie to wydawało mu się, że nie chciała bardziej niż on. Co do jednego się zgadzali - nie mieli na to wpływu, a skoro już pływać musieli, to pozostało sunąć z prądem. Okej, tutaj jeden punkt jej przewagi, skoro nie o to chciała prosić. I całe szczęście. To byłoby BARDZO niekomfortowe. Samo pytanie było. Tak jak luzował wcześniej krawat, tak teraz złapał za koszulę i odciągnął ją od szyi, bo nagle przeszkadzała. - Sama już odpowiadałaś, dlaczego. - Bo rodzina, bo bla bla bla. - Myślisz, że skoro po proteście twojej matki chodzę jak w zegarku to nagle zbiorę się nagle na wielkie protesty? Nie. Nie zbiorę. - Gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości ku temu, to postanowił je rozwiać.
- Nie zgodzę się, ale takie moje prawo. - Do niezgadzania się. Czasami. Nie ze wszystkimi. Z nią mógł się nie zgadzać. Przynajmniej na razie. Dopóki to niezgadzanie się nie przeszkadzało w całym tym precedensie małżeńskim. - A skąd ty możesz wiedzieć, czego ja bardzo nie chcę, a czego nie chcę tylko trochę. - Nie chciał tak bardzo jak ona? Nie wiedział, jak bardzo ona nie chciała. W zasadzie to wydawało mu się, że nie chciała bardziej niż on. Co do jednego się zgadzali - nie mieli na to wpływu, a skoro już pływać musieli, to pozostało sunąć z prądem. Okej, tutaj jeden punkt jej przewagi, skoro nie o to chciała prosić. I całe szczęście. To byłoby BARDZO niekomfortowe. Samo pytanie było. Tak jak luzował wcześniej krawat, tak teraz złapał za koszulę i odciągnął ją od szyi, bo nagle przeszkadzała. - Sama już odpowiadałaś, dlaczego. - Bo rodzina, bo bla bla bla. - Myślisz, że skoro po proteście twojej matki chodzę jak w zegarku to nagle zbiorę się nagle na wielkie protesty? Nie. Nie zbiorę. - Gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości ku temu, to postanowił je rozwiać.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.