Nie docenić, nie docenić... od razu by nie doceniła! Sauriel wywrócił oczami, chociaż Victoria miała rację, wypadało mieć odrobinę przyzwoitości... tak? Wypadało. Machnął jednak na to ręką - tą wolną - bo kto by się przejmował tą łamaczką klątw. On się nie przejmował.
- Czyli wyszłoby na plus w końcowym rozliczeniu. - Pytanie? Stwierdzenie? Zagaiło o to, bo nie był pewien, co Victoria w zasadzie ma na myśli mówiąc o tym, że patrzyłaby na to inaczej. Gorzej? Lepiej? Chyba gorzej, ale jak gorzej to... hm. Niekoniecznie się nad tym zastanawiał, bo powiedzmy, że Pani Bulstrode to nie była jego bajka. Kim ona tam w ogóle dla Atreusa była? Matką? Babcią? Dała vibe już starej babci, chociaż AŻ TAK staro nie wyglądała...
Z ciekawości spoglądał na scenę, od której trzeba przyznać - ciężko było oderwać wzrok. Mężczyzna na niej miał iście kocie ruchy, a samo widowisko, z tymi płomieniami, prezentowało się fantastycznie.
- Nastroje społeczne bywają w tej kwestii płynne. - Obrócił głowę w kierunku Victorii, uśmiechając się do niej nonszalancko. Dobrze, że nie było pytań. Słów, które by znowu coś zepsuły. Ona by pytała, on by nie miał odpowiedzi, wkurzałby się, już niczego by nie chciał, poszedł w pizdu i... cały wieczór rozsypałby się w mak. Nie trzeba było zadawać nawet wszystkich tych pytań - wystarczyłoby jedno. Fantomowe pytanie, które cofało ich do tamtego równie felernego wydarzenia. - Kot świecący w ciemności? - Sceptycyzm był wpisany w to pytanie, z drugiej strony właśnie zerknął na stworzenie o niebieskiej sierści. Skąd ona go wytrzasnęła..? Czekaj, od Nory, tak? Figgowie, gadające koty... ale ten ewidentnie nie gadał. Tylko miałczał. Z drugiej strony może rżnął głupa? Ale Figgowie chyba nie rozstawali się ze swoimi gadającymi kociakami? Wytłumaczenie w postaci zaklęcia miało sens, czasami różne przykre rzeczy trafiały się ludziom (celowo) i zwierzętom (przypadkowo), które pozostawiały po sobie trwałe, niekontrolowane ślady. Nie wszystkie dało się bezpiecznie usunąć, nie każdego dało się bez problemu odczarować. - Oczywiście będziesz kochaną panią i zabierzesz go do Florence Bulstrode, żeby się tak nie wyróżniał. - Spojrzał z wrednym uśmieszkiem na Victorię. Z jednej strony taki kot to było jak trofeum, jakże oryginalny! Z drugiej ten kot był zwyczajnie skrzywdzony. Nawet jeśli to skrzywdzenie była jakże radosna dla właściciela. Jeśli lubił przebywać wśród kwiatów to u Victorii na pewno będzie mu dobrze. Ta, gdyby sama mogła, to siebie też by skrzywdziła i cały dom sobie utkała z roślin... Sama by się w takiego Kwiatuszka zamieniła...
Szkoda, że nie było Nory, bo liczył na to, że się z nią przywita, ale to nic. Może później ją dorwie. Z ciekawością obejrzał te łakocie, jakie tutaj miała i przede wszystkim pooglądał, jak pięknie wata cukrowa zmieniała kolor włosów dzieciaków, które po nią przybiegły. Niegroźny kawał, a jaki uroczy! Sam jednak w końcu poprosił pracownicę Nory o lody. Po dwie gałki do rożka, poczekał, aż Victoria wybierze sobie smak i razem z rożkami odsunął się z Victorią na bok, żeby znowu pooglądać występ. Z dala, co prawda, ale nadal było go widać i słychać dudniącą muzykę. Biedni mieszkańcy Pokątnej tego dnia...
- Mrrrr... - Chciał powiedzieć: dobre. Wybałuszył oczy. - Miaaau? - A teraz chciał powiedzieć: co jest kurwa? - Prrr... - No tak... - sarknął z niezadowoleniem, ale zamiast tego było niezadowolene kocie... coś. Jeszcze tylko brakowało mu ogona, który zacząłby chodzić na boki. Łypnął groźnie w kierunku straganu, kiedy jeszcze akompaniament beczenia dopełnił widowiska. A potem znowu na Victorie... i parsknął śmiechem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.