Bezczelny i arogancki uśmieszek ozdobił jego kocią (wcale nie) mordę, pokiwał głową na boki, z zadowoleniem liżąc loda. Zadanie utrudnione - nawet bardzo - bo kiedy ciągle telepie cię ze śmiechu, a ty próbujesz jednocześnie jeść, to może się to skończyć całkiem tragicznie. No i przede wszystkim - gdzie tu romantyzm! Gdzieś między ciągnięciem jej między ludźmi od Matki Chrzestnej Nokturnu aż tutaj, do lodziarni, gdzie stał już pusty koszyk po kotach. Pewnie by się popluł zaraz, kiedy z ust Victorii znowu dobiegło dumne "beee!", gdyby nie to, że nawet krew nie była tym płynem, który jego organizm w sobie trzymał i cokolwiek z nim robił. Co mógł robić organizm z płynami? Mielić? Cokolwiek robił - jego własny tego nie robił. Wspaniała, czarna dziura - a co się działo w środku? Cynthia na pewno chciałaby to zbadać. I nie miałby nic przeciwko - tylko musiałaby mu zapłacić i nawet mógłby trochę pocierpieć. Do bólu niby nie da się przyzwyczaić, a jednak można się na niego całkiem nieźle zahartować... Sauriel czuł się na niego zahartowany, więc mógł dziękować tatusiowi chociaż za to.
- Mrrrrraaau~. - Przymrużył oczy z zadowoleniem. Nawet nie powiedział niczego konkretnego, chciał słownie, jak to człek, naśladować kota. Oto był bonus - próbując naśladować kota brzmiał jak rasowy kocur. Nie dachowiec, wcale a wcale. Przecież rodowodzik się zgadzał, wszystko było w papierach... ale Saurielowi o wiele wygodniej było być nazywanym dachowcem. Szczególnie na Nokturnie to też lepiej brzmiało. Niekoniecznie w tym kanale człowieczeństwa, w ścieku społeczeństwa, było miejsce na bardzo rasowe kocury, które się z tym obnosiły, a przynajmniej nie wśród tych, między którymi się najczęściej kręcił. Ci u władzy... to potrafił być zupełnie inny poziom. - Ooo... taaak? - Wyciągnął kąciki ust jeszcze bardziej, nachylając się do Victorii z zadowoleniem. Oblizał wargi, co dla większości ludzi mówiło, że myśli o nich jak o obiedzie. Ale teraz oblizywał je tylko ze słodziutkich lodów. I na słodycz Victorii, ale niekoniecznie tą w jej krwi. - O jak miło, też mogę mówić. - Cofnął się i zatrzymał przed kolejnym liźnięciem, patrząc trochę nieufnie na te lody, albo raczej - marszcząc brwi trochę tak, jakby one stanowiły teraz przeciwnika do pokonania. Wyciągnął dłoń do Victorii i potargał trochę jej czuprynę. - Czy te lody wydobywały z człowieka wewnętrzne zwierze? - Przygryzł wafelek. - Ze mnie kota, a z ciebie barana? - Zamrugał oczętami jak niewiniątko, ale zacieszu nie próbował nawet ukrywać, gotów do zrobienia profesjonalnego zwód-uniku, gdyby kobieta próbowała tutaj czynić sekretne techniki łokieć-pięta nie ma klienta. - O patrz, Landryneczka na scenie... czekaj, co Nora robi na scenie? - I to nawet nie miało być celowe odwrócenie uwagi, po prostu faktycznie Nora właśnie wychodziła na scenę. - No a te... koty... zaraz będziesz miała cały sierociniec koci.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.