- Ani to puchate, ani to niewinne... - Głupie tym bardziej nie, uparte? W niektórych momentach na pewno Victoria potrafiła być uparta, ale czy o baranach się mówiło, że są uparte? Chyba tak mówili o osłach. Poziom osła w kwestii bycia upartym zarezerwował zaś już dla siebie. Lekko ruszył się na bok przy jej ruchu, ale nie odsunął, więc łokieć i tak celu swojego sięgnął. Niespecjalnie się postarał, jak widać nie brał na poważnie tego jakże okrutnego ciosu, który poleciał w jego kierunku! - I nie małpa, tylko kot. - Widział małpę, nawet niejedną, w zoo! Pawiany, wspaniałe stworzenia, że też Matka nie pomyślała, żeby tak stworzyć ludzi! Czy tam cokolwiek (albo ktokolwiek) nad nimi czuwał. Wszystkie te zagadnienia religijne i w ogóle... machał na to ręką, nigdy nie wiesz, ile ludzie sami wymyślili, a ile sobie dopowiadali. Religia istniała po to, żeby kontrolować ludzi, a ludzi tworzyli religię, ponieważ potrzebowali oprzeć na czymś swoje nadzieje. Szukali ulgi dla serca i umysłu w bytach pozaziemskich, bo tutaj nie odnajdywali zazwyczaj swojej doskonałości. Kogoś, w kogo spełnienie marzeń mogli uwierzyć. Bali się śmierci, więc szukali ukojenia w wyjaśnieniu, że czeka ich lepsze życie. Powody się ciągnęły, a ograniczały się do proste: ludzie chcieli wierzyć. Potrzebowali wierzyć.
Nie widział tego połączenia, nawiązania do ich historii - spoglądał na to jak na ciekawostkę artystyczną, która w doborze z muzyką naprawdę mu się podobała. Wyglądało to bardzo uroczo i bardzo w stylu Nory. Nie wiedział, co miała odegrać, ale wyglądało to przekonująco. Jakby próbowała oswoić dzikusa - cokolwiek było w tej fabule wybrzmiewało w jego opinii świetnie. Gdyby nie to, że miał kutasową świeczkę w jednej ręce, a w drugiej loda, którego wcinał, to wziąłby zaklaskał i wzniósł dla niej owacje.
- Dzieci rodzić, a nie kotami wypełniać miejsce za dzieci. - Oczywiście rzucił to w formie żartu, przecież w ich świecie model kobiety rodzącej dzieci to był przeżytek... prawda? W sumie to wcale nieprawda. - O tak, wystarczy mi miseczka mleczka i codzienna pieszczota na kanapie, jestem tani w utrzymaniu. - Prawda i nieprawda, bo skoro nie musisz się żywić to koszta drastycznie spadają. Victorii to jednak nie obchodziło - po rodzicach miała niemałą fortunę, która gdzieś tam została odseparowana na jej cześć i teraz została przyswojona przez nią samą, zabezpieczona i siup! Była w domu Victoria - nie ma Victorii!
- Ay, możemy się przejść. - Dojadł loda, spojrzał na tę świeczkę, zamachał nią na boki. - Trzymaj, bo nie mam co z tym zrobić. - Na przechowanie! Tylko tymczasowo, bo przecież musiała trafić do jego pokoju jako trofeum.
- O tototototo... ale kurwa dojebaane... - Odeszli od stoiska Nory i zbliżyli się do stoiska, które palcem pokazał Sauriel. Powiedział to w miarę cicho do Victorii, kiedy zbliżali się do stoiska kowenu, chociaż akurat Sauriel był ostatnim, który by się nadmiernie przejmował tym, że zostanie dosłyszany. Przecież komplementował, tak? To, że wulgarnie, stanowiło już problem wysublimowanej socjety, nie jego. - Heeej. - Rzucił mrukliwie, kiedy podeszli, spoglądając na rzeczy tutaj wystawione. - Gotujesz? Może książkę kucharską? - Nie żartował akurat, palnął tak o, kiedy przyglądał się rzeczom na straganie. - Ooo... ale to jest zajebiiste. - Spojrzał na zakładkę do książki, której obrazek się zmieniał i zagapił się na nią na moment. Przez moment się zapatrzył, po czym sięgnął po kolorwankę i zaczął przeglądać, co w niej takiego ciekawego było, czy raczej jak wyglądały obrazki. Wcale nie pomyślał o tym, że mógłby je kolorować. WCALE.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.