- Barany to chyba głupie są? Jakoś tak to mówią. - Nie znał się na zwierzętach, ale chyba było takie powiedzenie? Coś mu świeciło w głowie. Kogo miał o to spytać jak nie profesjonalistkę, chodzącą encyklopedię wiedzy przyrodniczej? Stanleya pewnie, ale on by mu odpowiedział jakieś pierdoły. I tak, na to by w zasadzie liczył. - To nie ty. - Faktycznie, jakby było się nad czym zastanawiać! Victoria była inteligentna, ale oto był przepis, jak to powiedzieć dookoła. Tak jakby bezpośredni komplement był zbyt skomplikowaną sztuką.
Uniósł jedną brew i podniósł wzrok znad tego, co trzymał, żeby zerknąć na Victorię. Potem za Victorią na to, co pokazywała. Książki kucharskie. Smirknął i pokiwał głową. No tak. Bardzo mu się podobało to, że akurat na nie zwróciła uwagę, chyba tak jak jej, że on wziął do ręki akurat kolorowankę.
- Pamiętam. Dawaj, będziemy gotować. Szczęść Matce. - Czy coś. Rzucił do Sebastiana, kiedy pojawiły się tutaj przekierowania sprzedażowe i wyciągnął zresztą do niego kolorowankę, którą trzymał. Bo i owszem, tą też chciał i sobie życzył, a co! Nawet jakby Victoria nie wzięła swojej... a zresztą to nie to, że on się dorzucał! Ale jakoś tak o tym nie pomyślał w pierwszym momencie, kiedy mu tę kolorowankę podawał. Automatycznie uznał, że przecież skoro mówiła o kolorowankach, no to JEDNA była dla niego! - I tę koszulkę z wiara, nadzieja, miłość. Czarną. Dwie właściwie. - O, jaki był z siebie zadowolony! Już wiedział, że musi ją na siebie włożyć, ale darował sobie rozbieranie się tu i teraz. Jeszcze powstanie kolejne zamieszanie, że się panienki będą o niego zabijać, ho, ho... A druga była dla Stanleya. Bo on też wierzył w te piękne trzy cnoty, które... chyba były jakimś religijnymi sloganami? Nie ważne, ważne, że gitara gra i wszystko idealnie pasowało do jego i Stanleya zepsutych dusz. - Dzięęęki. - Wyciągnął ręce i dorzucił monety potrzebne do opłacenia tego wielkiego zakupu, nawet mimo tego, że Victoria gotowa była płacić. Jednocześnie odebrał swoją paczkę, zaglądając do niej. - Komuś w tej zatęchłej melinie zrobię prezent. Chociaż tyle se poogląda tego cyrku. - I wcale nie miał tutaj na myśli akurat dosłownego cyrku. - To teraz tam? - Pokazał palcem na Magiczne Różności należące do Tristana i Olivii.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.