16.06.2024, 13:24 ✶
Południowe stragany - Biżuteria Viorici
Rozmawiam z Cedriciem, Dorą, Anthonym i Erikiem
Możliwe, że na dłuższą metę jej styl życia był jeszcze gorszy od tego Cedricowego, nie zamierzała się jednak do tego przyznać, nawet przed samą sobą. Zresztą, gdyby przyznała się do wszystkiego, co kiedyś robiła, można by rzec, że nadeszła jako taka poprawa w kwestii przespanej ilości godzin i natężenia imprez oraz pubów oraz innych podejrzanych przybytków, które odwiedzała.
Zresztą, to nie tak, że funkcjonowała w ten sposób bez przerwy. Pakowała się w wir pracy wtedy, kiedy nie mogła zapić tego, co ją dręczyło. A, że trochę akurat tego było… Była jednak na tyle dobrym kłamcą, że potrafiła oszukiwać nawet samą siebie. Byleby tylko nie myśleć o możliwie bliskim końcu jej spokoju w życiu.
- Najwyżej popilnujesz na chwilę stoiska i wyskoczę po coś do zjedzenia i rozprostować kości. Ale jeśli proponujesz, chętnie skorzystam z zaproszenia na późniejszą kolację - odpowiedziała bez zająknięcia, przy podawaniu kolejnego naszyjnika jednej z kolejnych klientek.
Zaśmiała się, gdy usłyszała o doznaniach, które rzeczywiście, mogły być dla Cedrica nowe. Takie kiermasze były naprawdę intensywne.
- Muszę przyznać, że sama pewnie po skończonym dniu padnę jak zabita - zły dobór słów, zmień tok myślenia. - Ale lubię to. Wiesz, gdy ludzie chwalą to, co stworzyłam, widzę, jak podobają im się moje błyskotki, czuję się doceniona. To rodzaj satysfakcji, który sprawia, że chcesz robić to, co robisz. - Jej poprzednia profesja dostarczała innych doznań i emocji i choć czasem jej brakowało adrenaliny, tak wiedziała, że nie mogłaby żyć bez tego, co czuła dziś.
Czasami życie było dziwnie pokręcone.
Spojrzała na Cedrica zabawnie, gdy kontynuował rozmowę o kartach.
- Może dekadę, nie kilkadziesiąt. I cóż, polecam się, gdybyś musiał odzyskać coś co przegrałeś. - Nawet gdyby nie udało się tego odebrać przez praktyki hazardowe, Vior w końcu znała też inne sposoby. Wiele osób mimo wygranej z nią i tak skończyło z pustymi kieszeniami. Artreus w końcu nie tak dawno to potwierdził.
Podobała jej się energia nowej klientki, która patrzyła na jej produkty z nieukrywanym podziwem. Cieszyła się, że Cedric chwalił ją przed kolejną osobą. Jak na kogoś, kto ciągle siedział w czterech ścianach Munga miał naprawdę sporo znajomych, którzy widać nadal sobie cenili jego towarzystwo. Trochę ją to cieszyło, trochę powodowało, że musiała sobie zdać pytanie, czy na pewno pasowała do tego ich świata. To, że przy niej dziś tutaj tkwił sprawiało, że miała mniej wątpliwości, ale one nie znikały.
- Wszystko dla zadowolenia klientów. Zresztą, to po prostu moja praca i hobby, więc tworzenie ich było moją przyjemnością - odpowiedziała Dorze, uśmiechając się przy tym całkiem szczerze.
Tak samo jak w momencie rozmowy z Shafiqiem. No dobrze, może poczuła się dość niepewnie, gdy zaczęli rozmawiać przy niej o pracy brygadzisty, może dlatego, że jeszcze niedawno, wróć, może wcale nie tak dawno była raczej osobą, która mogła podlegać potencjalnej pacyfikacji i była to myśl dość niekomfortowa. Starała się więc puścić to mimo uszu zapamiętując sobie, by na wszelki wypadek unikać Longbottoma, skupiając się na tym co ważne.
A mianowicie nowym zleceniu rzuconym mimochodem. Została wzięta z zaskoczenia, chwilę potem jednak rzuciła się w poszukiwaniu pierwszego lepszego notesu, zapisując prośbę Anthonego, stawiając sobie obok niej kilka wykrzykników.
Ktoś inny pewnie stwierdziłby, że zlecenie zostało przekazane w sposób lekceważący, Viorice to nie przeszkadzało. Nie w momencie, gdy wiedziała, ile może za nie dostać. Dawno już sprzedała pewną część swojej godności.
- Mam i wilki, to ważny symbol w naszym świecie, a przy okazji bardzo ładny - mówiła, prezentując broszki.
Następnie zapakowała oddzielnie sygnety, gryząc się w język, gdy Shafiq rzucił o późniejszej zapłacie, dusząc w sobie pytanie o cholerną zaliczkę. No cóż, da radę.
- Dziś akurat pod ladą nie ukrywam smoków, ale kto wie, co będzie następnym razem - odpowiedziała w zamian, obiecując, że jest gotowa na kolejne wyzwania. Cóż, lubiła grę w karty i była w nią całkiem niezła. Czasami wymagała więcej wyczucia niż szachy.
- Interesująca persona, prawda? - rzuciła do Cedrica, gdy pożegnała Anthonego i Erika, uśmiechając się przy tym psotnie. Choć zdążyła jeszcze usłyszeć o fantach na loterii, przez co przeszedł ją dreszcz. Peleryna niewidka…
Musiała tam niedługo trafić.