Prawdę powiedziawszy, gdyby miał się teraz w tej kwestii określić, wskazanie osoby, którą chciałby mieć w tym momencie u swojego boku, stanowiłoby spore wyzwanie. Ewentualnie mógłby to być brat, ale i ta relacja, choć silna, zaliczała przecież swoje góry i doliny. Robert, niestety, aż nadto dobrze radził sobie z niedopuszczaniem do siebie ludzi. Stawianiem muru. Wyznaczeniem granic. Prowadził z tej przyczyny życie w znacznej mierze samotne. Zarazem jednak przez prawie cały czas, był z tego stanu rzeczy całkiem zadowolony.
Przekonany o tym, że dokonał w tym przypadku odpowiedniego wyboru.
Mógłby w tym momencie powiedzieć, że nigdzie się nie wybierał. Zapewnić ją o tym, że nie zamierzał łamać umowy. Tyle tylko, że niekoniecznie było to czymś, czym zamierzał zawracać sobie głowę. Przynajmniej w tym momencie. Zamiast tego, całą uwagę skupił na spince, która wylądowała na jego ubraniu. Nie podobało mu się takie rozwiązanie problemu. Nie podobała mu się perspektywa paradowania z czymś takim po kiermaszu.
Nie uspokoił się jednak wciąż na tyle, żeby być w stanie zaczynać kolejną awanturę.
Prawdopodobnie powrót do domu stanowiłby w tym momencie najlepsze rozwiązanie. Wszystko zdawało się na to wskazywać. I gdyby coś takiego wyszło teraz od Leonarda. Gdyby tylko nie wtrącali się w to pozostali – Robert nie stawałby okoniem. Po prostu by tak zrobił. Słysząc jednak skierowane do siebie słowa brata, któremu chwilowo miał za złe całkiem sporo…
- Najlepiej byłoby, gdybyś zajął się wychowaniem swojego syna. – skierował do niego dokładnie te słowa. I łatwo było się domyślić, że w ślad za nimi poszło niewypowiedziane: odwal się. Ewentualnie coś, co do tego odwal się było bardzo podobne. Robert jednak w chwili obecnej na tyle nad sobą panował, że tego rodzaju słowa tym razem z jego ust nie wyszły.
Jeśli cokolwiek miało świadczyć, że było z nim lepiej – to byłby ten poszukiwany dowód.
Czekając na wodę, starał się wreszcie zorientować jak wyglądała sytuacja na stoisku. Sporo mu umknęło. Z wiadomych względów nie był w stanie nadążyć za wszystkim, co miało tutaj miejsce. Pewnych zdarzeń w ogóle nie zarejestrował.
- Philip? – zapytał, zapewne chcąc usłyszeć co i jak z Nottem. Sam bowiem dopiero po chwili zdołał wychwycić wśród zgromadzonych kuzyna. Na szczęście jakoś sobie poradził.