- Przeniosłem się trochę niżej... na Ścieżki. - Chociaż czy mógł mówić, że w Wiwernie już go nie było? A skądże! Niektóre kąciki nadal były tam jego własne. I ani myślał swojego ulubionego stolika komuś ustępować. Nawet blondyneczkom. - W Wiwernie też siedzę, ale... bliski kumpel otworzył swój przybytek. Taki bardzo bliski. - Miał nadzieję, że Victoria zrozumie o kogo chodzi - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Tajemniczy jegomość z zębowymi problemami. - Cała ekipa tam teraz się buja. Wzięły mnie ambicje, żeby zagarnąć swój teren... czymś się zająć, wiesz... - Czymś, co nie było robieniem zdjęć. A to zajęcie całkiem dobrze bujało. Przede wszystkim pozwalało działać i skupiać się na wszystkim, tylko niekoniecznie sobie samym. W jego własnym mniemaniu wychodziło mu na zdrowie. Czuł się nieporównywalnie lepiej niż miesiąc temu. Nie wątpił, że Victoria wiedziała, czym Ścieżki są - miejsce, gdzie żaden normalny brygadzista się nie zapuszczał, bo mała szansa, że stamtąd wyjdzie. Jeszcze mniejsza, że ktoś znajdzie jego ciało.
- Czasami sam tego nie wiem. - Mruknął, zastanawiając się nad tym, kiedy oddawał kieliszek kobiecie i jednocześnie odbierał tę butelkę prosząc o jakieś zapakowanie, żeby czasem się przy transporcie nie porozbijało. Nie planował robić tutaj zakupów, z ostatniego Beltane to wyciągnął tylko talię kart. - Raz jest tak, raz śmak. - Wzruszył ramionami, nie mając ochoty tego przetrawiać ani teraz, ani w sumie nigdy. W ogóle nie chciał niczego przetrawiać - chciał utrzymywać swój umysł na pułapie niezastanawiania się nad swoim parszywym losem, najlepiej nie zmieniając niczego i żyjąc sobie w zupełnym spokoooju, po prostu robiąc swoje. A świat wokół niech się zmienia, byle nie chciał zmian od niego. Taka bańka, która nawet nie była mydlana, bo nie mieniła się pięknymi, tęczowymi kolorami.
- Ha! Ay, Maleńka, jasne, że sobie żyły dla nich wypruwasz, więc niech te zjeby też coś od siebie dadzą. Ale po tej wariatce, waszej szefowej, to wszystkiego bym się spodziewał. - Uśmiechnął się cwaniacko. Zabrał butelkę i ruszył z nią do następnego stoiska wolnym krokiem. - Co tam u niej? Niektórzy na Nokturnie robią kurwa zakłady, ile jeszcze wytrzyma... Oooj. - Zatrzymał się i złapał ją szybko, podtrzymując jej ciało, kiedy tak nagle się zwaliła. Niepokój złapał jego grdykę. Zamarł w bezruchu, przyglądając się czujnie kobiecie. - Vika? - Wypowiedział część jej imienia z powagą. Ale kiedy zobaczył, jak idzie i usłyszał jak się wypowiada niewyraźnie... to zaraz głupkowato (i triumfalnie!) się uśmiechnął. - Ojoooj, biedna dziewczynkaa... no już szukamy ławeeczkiii... - Rzeczywiście ją trzymał i pozwalał się jej opierać, kiedy wolnymi krokami wyszedł kawałek z głównego zamieszania stoisk, żeby posadzić ją na ławce. - Zabrać cię do domu? - Wyciągnął fajkę i zapalił, stając przed nią i robiąc odpowiednie wrażenie pod tytułem "niech nikt się nie zbliża, bo wpierdol za darmo". A może powinien za to skasować chociaż pół galeona?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.