Kiedy diadem wylądował na jej głowie to zrobił już o wiele mądrzejszą minę. Taką wszystkorozumiejącą, a przynajmniej rozumiał to, co właśnie przed sobą widział - czyli bardzo ładne połączenie srebra z ciemnymi włosami Victorii. Nie zmieniało to tego, że wyglądała śmiesznie, jak jakaś księżniczka z bajki wyjęta, ale te dwa odczucia wcale nie były ze sobą zbieżne. Śmieszność nie była odgórna - bo to, co widział, było przecież naprawdę piękne. Uniósł dłoń i pokazał kciuka w górę w komentarzu do pięknego obrazka, jaki dostał przed sobą. Ten powolny ruch był sam w sobie prawie jak wyczekiwany komentarz. Mógł celowo nie chcieć się domyślać, czego ludzie od niego chcą i co sami czują, ale w tym wypadku wiedział doskonale, że skoro zapytała, skoro przymierzyła, to teraz komentarz był nawet więcej niż pożądany! Nie musiała dopytywać. Komentarz sam się dopowiadał.
- Jest ok. - Pokiwał głową z uznaniem. - Pięknie wyglądasz. - Nawet sobie darował standardowe, że "jest zajebiście", czy coś w ten deseń, nawet się wysilił na coś bardziej WYSUBLIMOWANEGO, jeśli w ogóle takim słowem można to określić. W przeliczeniu na jego standardy to naprawdę było wysublimowane. - No... jest zajebiste, ale trochę śmieszne. Jak jakiś elf wyrwany z Rivendell. - I wszystko fajnie z tymi elfami, ale może nie przenośmy ich do tej dziwnej rzeczywistości, w której i tak wystarczająco wiele istot plątało się po świecie.
Oczka mu się zaświeciły i uśmiechnął się z zadowoleniem widząc kolejny alkohol do wypróbowania w zasięgu wzroku. Czy to też ma jakieś dziwne efekty jak te wszystkie driny na imprezach czarodziei? Czy może jak tamte lody - niegroźne, ale zabawne? Albo i nic - tak czy siak przecież grzechem byłoby nie spróbowanie! Ledwo powstrzymał się przed odpowiedzią na pytanie Lyssy, że to twój największy koszmar senny, czego ułatwieniem było skupienie spojrzenia na butelkach. Przesunął językiem po wargach już sobie wyobrażając smak.
- Sauriel Rookwood. - Odpowiedział więc krótko, bez żadnych (o dziwo!) złośliwości i sarknięć. - I ten Sauriel Rookwood chce shota. - Położył należną sumę na blacie, żeby się uraczyć trunkiem. Pysznym zresztą. Oblizał się, spoglądając z zastanowieniem na szkło, to na butelki. Ciekawe, czy tak może wyglądać codzienne życie? Łagodnie. Leniwie. Wesoło. Gdzie największym problemem jest to, że ktoś sprzedał komuś kutasoświeczkę, a dwóch arurorów się pobiło. Czy jak to tam było. Niekoniecznie podobała mu się ta refleksa. Niekoniecznie w ogóle podobało mu się nabywanie refleksji nad własnym życiem. Już wystarczająco się nad nim nareflektował i wniosek pozostawał ciągle ten sam. Że nie warto. Wzdrygnął się, skrzywił i wrócił do rzeczywistości.
- Dobre. - Wycenił mruknięciem. - Idziemy dalej czy chcesz pogawędzić?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.