25.06.2024, 22:39 ✶
Być może coś było w tym was: Vakelu i Peregrinusie jako jednej drużynie. Trafiały się momenty, gdy Trelawneyowi wydawało się, że faktycznie stanowią z Dolohovem zespół równego z równym, że został dopuszczony do niego na niemal partnerskich prawach. Były to jednak tylko momenty. Pryskały w mgnieniu oka i pozostawało po nich we wróżbicie tylko politowanie dla samego siebie, że w ogóle przyszło mu coś takiego do głowy.
— Przede wszystkim dla niego, niekoniecznie tylko — przyznał. Był boleśnie świadom tego, że rozwiązanie, w którym Vakel wychodzi z sytuacji z twarzą, a Annaleigh zostaje bezceremonialnie kopnięta w dupę, może nie istnieć. — Ja nie będę popychał go do zemsty za wszelką cenę, wojna nikomu nie służy, ale zapewne po tylu latach zna go pani choć trochę i wie, że może nie chcieć tego puścić łatwo.
Wraz z deklaracją, że Dolohova nie będzie stawać na drodze rozwiązania małżeństwa poprzez kompromis, wyłaniała się wolna przestrzeń na planowanie działań. Być może nawet współpracę z nią? Nie żeby uśmiechała się Peregrinowi ta wizja; tym bardziej nie podejrzewał o entuzjazm Vasilija. Był to jednak jakiś postęp w sprawie. Do tej pory Vakel powtarzał mu, że Annaleigh czuje się wygodnie w obecnej sytuacji i nie podda swojej pozycji tak łatwo; okazało się, że wcale niekoniecznie tak było.
— Nie przeszkadzałoby mi patrzeć, jak pani tonie. — Darować zbędny jad? Nic z tych rzeczy, kiedy nawykły do zachowawczego podejścia Peregrinus poczuł niespodziewany wiatr złośliwości w skrzydłach. Nie był przy tym oczywiście agresywny czy zajadły; słowa były spokojne i wyważone, typowo dla niego. — Lecz ma pani rację. Nikomu nie wyjdzie na dobre rozegranie tych kart, bezpieczniej trzymać się nawzajem w szachu. Nie wątpię, że i mistrz Dolohov zdaje sobie z tego sprawę.
Bo w końcu ustalili już, że nie od Peregrinusa zależy jej tajemnica, nie rościł sobie prawa do rozporządzania nią. Co najwyżej doradzania Vakelowi, który był jej panem na równi z żoną.
Nie sposób było natomiast się z czarownicą nie zgodzić: gdyby uderzyć w Annaleigh i odebrać jej wszystko, nic nie byłoby już w stanie jej zamknąć ust.
Prawie nic. Zawsze pozostawało jeszcze niewyjaśnione zniknięcie z powierzchni ziemi i wyrazy współczucia dla zrozpaczonego wdowca, ale to była… wyjątkowo ekstremalna opcja, której raczej nie należało rozważać.
Jeszcze.
— Przede wszystkim dla niego, niekoniecznie tylko — przyznał. Był boleśnie świadom tego, że rozwiązanie, w którym Vakel wychodzi z sytuacji z twarzą, a Annaleigh zostaje bezceremonialnie kopnięta w dupę, może nie istnieć. — Ja nie będę popychał go do zemsty za wszelką cenę, wojna nikomu nie służy, ale zapewne po tylu latach zna go pani choć trochę i wie, że może nie chcieć tego puścić łatwo.
Wraz z deklaracją, że Dolohova nie będzie stawać na drodze rozwiązania małżeństwa poprzez kompromis, wyłaniała się wolna przestrzeń na planowanie działań. Być może nawet współpracę z nią? Nie żeby uśmiechała się Peregrinowi ta wizja; tym bardziej nie podejrzewał o entuzjazm Vasilija. Był to jednak jakiś postęp w sprawie. Do tej pory Vakel powtarzał mu, że Annaleigh czuje się wygodnie w obecnej sytuacji i nie podda swojej pozycji tak łatwo; okazało się, że wcale niekoniecznie tak było.
— Nie przeszkadzałoby mi patrzeć, jak pani tonie. — Darować zbędny jad? Nic z tych rzeczy, kiedy nawykły do zachowawczego podejścia Peregrinus poczuł niespodziewany wiatr złośliwości w skrzydłach. Nie był przy tym oczywiście agresywny czy zajadły; słowa były spokojne i wyważone, typowo dla niego. — Lecz ma pani rację. Nikomu nie wyjdzie na dobre rozegranie tych kart, bezpieczniej trzymać się nawzajem w szachu. Nie wątpię, że i mistrz Dolohov zdaje sobie z tego sprawę.
Bo w końcu ustalili już, że nie od Peregrinusa zależy jej tajemnica, nie rościł sobie prawa do rozporządzania nią. Co najwyżej doradzania Vakelowi, który był jej panem na równi z żoną.
Nie sposób było natomiast się z czarownicą nie zgodzić: gdyby uderzyć w Annaleigh i odebrać jej wszystko, nic nie byłoby już w stanie jej zamknąć ust.
Prawie nic. Zawsze pozostawało jeszcze niewyjaśnione zniknięcie z powierzchni ziemi i wyrazy współczucia dla zrozpaczonego wdowca, ale to była… wyjątkowo ekstremalna opcja, której raczej nie należało rozważać.
Jeszcze.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie