Sauriel był bardzo toporny na naukę, jeśli nie chciał się czegoś uczyć. Ale w końcu on był toporny na wszystko, jeśli tylko próbowało się go wepchnąć na dane rozwiązanie i daną tematykę. Nie było dobrze w takim systemie funkcjonowania, ale nie było też tragicznie. Już nie. Na tym etapie wszystko przestało się kołysać i pozostało płaszczyzną do eksploracji, albo w wygodniejszej formie, jaką wybierał - nicością. Wysuszona ziemia, którą możesz przykryć kwiatkami i wysoką, bujną trawą. Ktoś mądry mógłby zasadzić tu drzewa, jeszcze mądrzejszy zrobić użytek z ugoru, ale Sauriel miał na to zwyczajnie wyjebane. Chyba szczytem jego możliwości byłyby ogórki.
Pokiwał głową na znak, że tak - chętnie spróbuje, chociaż jednocześnie: nie, nie próbował. Nie uważał się za amatora trunków, było mu względnie obojętnie, co pije - whiskey było właściwie wszędzie, kultura jego picia była tak spopularyzowana, że ludzie nawet nie wiedzieli jeszcze, czym jest alkoholizm. Przecież piło się je do każdego niemal spotkania jak herbatę. A potem słuchał z miną mówiącą, że nie jest przekonany wcale co do tego lubienia, bo Victoria wybierała sobie w większości do lubienia najgorsze osobistości chyba. Tak jakby starała się sobie utrudnić życie jak najbardziej, zamiast starać się wręcz przeciwnie - je polepszyć. Może jeszcze niedługo obwieści, że rzuca to aurorowanie i idzie napierdalać ludzi za Voldemorta - nie zdziwiłoby go to szczególnie. Z drugiej strony taki laluś jak Dolohov pewnie by zdechł jakby miał aktywnie popierać postulaty Czarnego Pana i brać udział w jego manifestacjach. To pierwsze - jeszcze. Może to był jakiś pomysł - zastraszyć go, wymusić stanięcie po właściwej stronie...
- Albo po prosut mamy zajebistego farta. - Pokazał palcem na ludzi, którzy bynajmniej takiego szczęścia nie mieli i z zazdrością spoglądali na ich dwójkę, a raczej na to, co mieli w rękach, bo najlepsze, co im się trafiło, to jakiś drewniany żołnierzyk. I ni chuja Sauriela to nie obchodziło, kiedy wszystko wciskał do torby, zadowolony z jej posiadania. - A co do tych koligacji rodzinnych to chuja mnie to obchodzi. Będę za to musiał uścisnąć rękę mojemu idolowi za te świeczki. Jak tu nie lubić Mulciberów? Wszyscy są popierdoleni, tylko każdy na inny sposób. - Uśmiechnął się, spoglądając na stoisko z winem, które niekoniecznie go interesowało. Wino kopało za mocno. Trzeba było go wypić za dużo. I kojarzyło mu się z tymi wszystkimi nadętymi bufonami, którzy raczyli się nim do obiadków. Innymi słowy - nie, wino nie było jego pierwszym, drugim a nawet nie trzecim wyborem. - To ten Dolohov... to jakaś twoja piąta woda po kisielu pokrewieństwa?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.