Zgadza się, to był caaaały basen cierpliwości do wyciągnięcia. Basen, którego większość nie posiadała, a też i duża część mieć nie potrzebowała i nie chciała - popularniejszą wersją było schodzenie Rookwoodowi z drogi i nie plątanie się pod jego nogami, kiedy czegoś nie chciał, chciał, albo się wkurwiał, że inni mu ględzili. Na drugiej stronie medalu też i byli odważni, co podkurwiać go nieco lubili. Dziwne? Wcale nie. Każdy potrzebował odrobiny adrenaliny w swoim życiu, a jeszcze inni powiedzieliby, że kto się czubi ten się lubi. Sauriel nie utrzymywał "koleżeńskich" stosunków z ludźmi, którzy się go naprawdę bali. Cenił sobie to bardzo w załatwianiu spraw, ale nie kiedy chciał z kimś wymienić parę zdań. To i skłonności do ciągnięcia go za ogon, żeby trochę posyczał, nie były przy tym takie straszne.
- Kto tam scenę zrobił? - Nie załapał, że chodzi o starszego Mulcibera, chociaż w sumie to do niego pasowało - kiedy coś wymykało się z jego rąk i szło nie po myśli... tylko nie skojarzył tego z Robertem z prostego powodu - świeczki kutasowe i Robert? Nie. To kurwa ni chuja nie szło ze sobą w parze. A już że młody jakiś je zrobił - o, to było już prawdopodobne. Sauriel wiele rzeczy dramatyzował w związku z Victorią, bo miał dla niej super-zajebisty-plan, który wykluczał siebie jako głównego udziałowca. W tym planie miała zajebistego męża, dziecko i swój domek z ogrodem. I miała przyjaciół, którzy nie byli odjechani i nie wplątywali ją w jakieś dziwne schizmy. Nie, nawet nie chodzi o taką Brennę. Bardziej o taką Cynthię, która była ewidentnie nadprotekcyjna i jeszcze zajmowała się nekromancję, ha! Plus jak do tego dodać Staszka, poszukiwanego, któremu Victoria wybiela ząbki! W gruncie rzeczy jednak najważniejsze było to, żeby była szczęśliwa. - Ok. - Pokiwał mądrze głową, słuchając jej i gdzieś tam wiążąc te rodzinne koligacje. Sporo tych sław było w rodzinie Victorii. Sama mogłaby iść i zostać jakąś celebrytką.
Spojrzał na nieznajomą, czarnowłosą niewiastę. Było w tym coś... zwierzęcego. Pierwotność ludzkich instynktów czasami bywała zadziwiająca, ale przecież kłamstwem było powiedzenie że to, co kiedyś przysparzało go o smutek tak teraz powodowało tylko satysfakcję. Mięśnie napinające się pod tą jasną skórę z fioletowymi żyłami były w końcu mięśniami stworzonymi do polowań. Zaklinał się, że żadnej stworzonej sztucznie krwi ruszał nie będzie - najlepiej smakowała ta krew, która była przesiąknięta strachem. Adrenaliną w próbie ucieczki. Rookwood uśmiechnął się arogancko w kierunku kobiety.
- Nie. - Machnął ręką na kobietę, odganiając ją od siebie jak zbyt upierdliwą muchę. Ale to "nie" zabrzmiało przy tym bardzo twardo. Zaraz obrócił spojrzenie, które natychmiast złagodniało, na Victorię. - Nie lubię wina. To jak z tymi zjazdami rodzinnymi - ludu jest mało to co to za zjazd rodzinny, a jak już napakuje się ich po chuja to rozjebuje ci głowę. - Przesunął się z Victorią na bok, żeby nie robić tu przy stoisku sztucznego tłoku i zaczął się rozglądać wolno za tym stoiskiem od Mulciberów. - Wiesz co... chyba też sobie jakieś lokum zmajstruje. Już na ryj Skrzynka patrzyć nie mogę, rozkurwia mnie. Ale dostał po dupie ostatnio... - I chyba nie powinien o tym mówić? Zdecydowanie nie. - Odjebałbym sobie jakiś własny kącik. I żadna roślina by tam nie przeżyła, bo to by była piwnica. - Pierwsze co pomyślał, to że Victoria chciałaby go zalać roślinami, ale powiedział to żartobliwie, spoglądając na nią z uśmieszkiem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.